- Koncerty
- terminy koncertów
- galeria zdjęć
- relacje z koncertów
- Wieści
- wieści muzyczne
- kocioł
- dodaj wieść
- Płyty
- recenzje płyt
- zapowiedzi premier
- Wywiady
- wywiady
- Ogłoszenia
- ogłoszenia drobne
- dodaj ogłoszenie
- Zobacz
- wywiady
- forum
- linki
- rekomenduj muzykę
- korozja
- sondy - archiwum
- Redakcja
- o nas
- szukamy pomocników
- reklama
- polityka cookies
- kontakt
- Konto
- zaloguj się
- załóż konto
- po co?
recenzja: Death Has Spoken "Elegy"
"Elegy", trzeci album Death Has Spoken, zapowiadano równocześnie też jako wieńczący trylogię rozpoczętą przez "Fade" z 2017 r. i kontynuowaną przez "Call of the Abyss" z 2021 r. Za twórczość łączącą doom i death metal, choć trudno ją nazwać oryginalną, zespół z Białegostoku zbierał dotychczas głównie pochlebne opinie. Single "Through Shaded Ways" i "Within the Hills" nie zapowiadały żadnych zmian stylistycznych ani jakościowych, więc i odbioru kapela mogła się spodziewać podobnego.
Z informacji w książeczce wynika, że najważniejszymi członkami Death Has Spoken są gitarzyści Karol Pogorzelski i Marcin Grygoruk, którzy skomponowali cały autorski materiał z albumu. Pierwszy z nich zajął się też tekstami i wokalem. Co do drugiego, jego partie gitary prowadzącej często są największą ozdobą nagrań. Zagrał też na syntezatorze, ale można wielokrotnie przesłuchać album i się nie zorientować, że instrument został wykorzystany. Ponadto muzyk wykonał miksy, wziął udział w masteringu i przygotował grafikę. Cmentarna okładka też należy do najładniejszych elementów "Elegy". Za tło tekstów posłużyły mroczne rozwinięcie ilustracji frontowej oraz zdjęcie kwartetu.
Stylistycznie album rzeczywiście nie odbiega od dwóch poprzednich. To wciąż ta sama mieszanka doom metalu i melodyjnego death metalu. Jeśli ktoś w ramach szufladkowania zechce dodać słowa "funeral" i "blackened", nie będę protestował. Growling wokalista stosuje nawet do melodeklamacji, np. w zwrotkach "Through Shaded Ways". Ciężar muzyki nie jest mocno odczuwalny - zespół stawia bardziej na klimat. Zawartość "Elegy" pod względem nastroju najłatwiej opisać można jako ponurą, dostojną i melancholijną. Pod kątem pomijającym subiektywne odczucia - jako często melodyjną i ogólnie powolną. Można wręcz uznać, że muzyka aż przesadnie się wlecze. Owszem, zmiany tempa występują już w początkowym "Within the Hills", a w drugiej połowie albumu zwracają uwagę nawet bardziej. W "Murmurs" od cichszego fragmentu w środku zespół stopniowo przechodzi do agresywniejszego pod koniec. W "Upon the Verge" ostrzejsze momenty są w stanie słuchacza lekko pobudzić. "Closure" wyróżnia się jako żwawszy, równocześnie jednak po prostu w znacznej części oparty na toporniejszym rytmie. Blisko finiszu kapela dodaje jeszcze gazu, ale nie zamazuje ogólnego wrażenia, że cały album utrzymany jest w wolnych tempach.
"Elegy" to 53 minuty muzyki - osiem utworów, w tym jeden instrumentalny i jeden cover. Końcowy "Our Fortress Is Burning... II - Bloodbirds", stylistycznie wpasowująca się w resztę albumu przeróbka kawałka amerykańskiego zespołu Agalloch, brzmi ciężej i zagrany został wolniej od oryginału. Instrumentalne interludium "Solitude" umieszczone w środku autorskiej części "Elegy" traktuję jako odpowiednik "Wilderness" z "Call of the Abyss" - zresztą w początkowej części też zawierający partię gitary akustycznej - który niestety starszemu nagraniu nie dorównuje. Po przesłuchaniu zastanawiam się, do czego zespół tu dążył. Nie jest to ani intro, ani przerywnik skomponowany na tyle pomysłowo, aby uzasadnić czas jego trwania, mianowicie cztery i pół minuty. Death Has Spoken na "Elegy" ma według mnie problem z wybijaniem się powyżej pewnego stałego poziomu, przykuwaniem uwagi słuchacza. Na albumie brakuje wywołujących dreszcze momentów. Bliskie tego są solówki w "Through Shaded Ways", "Beyond the Pale Horizon", "Upon the Verge" i "Closure", a także końcówka "Murmurs". Po kilku przesłuchaniach chodzi mi po głowie, że w środku "Through Shaded Ways" pojawiły się jeszcze jakieś urozmaicenia, ale nie potrafię ich sobie przypomnieć.
Trzeci album Death Has Spoken jest na swój sposób ładny. Nie wiem, czy taki był zamysł zespołu, ale po zapoznaniu się z "Elegy" w pamięci został mi przede wszystkim nastrój, nie konkretne motywy. Materiał nie nudzi ani nie ekscytuje - to głównie ponura muzyka, która nie przeszkadza. Na miłośników powolnych, melodyjnych połączeń doom i death metalu może działać uspokajająco.




