zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 6 lipca 2020

recenzja: Bedemon "Child of Darkness"

24.09.2010  autor: ymia
okładka płyty
Nazwa zespołu: Bedemon
Tytuł płyty: "Child of Darkness"
Utwory: Child of Darkness; Enslaver of Humanity; Frozen Fear; One-Way Road; Serpent Venom; Last Call; Drive Me to the Grave; Into the Grave; Skinned; Through the Gates of Hell; Touch the Sky; Child of Darkness II; Time Bomb; Nighttime Killers; Axe to Grind
Wydawcy: Black Widow Records
Rok wydania: 2005
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Od 1971 r., kiedy powstał, do 1985, kiedy ukazał się album "Pentagram" (wznawiany później jako "Relentless"), Pentagram nie wydał żadnej płyty. Nie znaczy to jednak, że skład z Virginii próżnował - poza sporą ilością dem i nieoficjalnych nagrań oraz licznymi zmianami składu, okres ten zaowocował istnieniem innego interesującego projektu pionierów tradycyjnego doomu: powstałą około 1973 r. grupą Bedemon.

W Bedemonie śpiewał wokalista Pentagramu Bobby Liebling, na perkusji grał jego ówczesny kolega z zespołu Geof O'Keefe, na gitarze - Randy Palmer, który już wkrótce miał do Pentagramu dołączyć, na basie - Mike Matthews. Potężnie brzmiąca nazwa grupy to kompromis między "Demonem" a "Behemothem" - dwiema równie piekielnymi opcjami, które przyszły muzykom do głowy. Bedemon nie wydał żadnej płyty. Nigdy też nie zagrał żadnego koncertu. A jednak to o tym zespole Tony Iommi miał podobno powiedzieć, źe - gdyby dostrzegła go duża wytwórnia - mógłby zdetronizować królujący już wtedy Black Sabbath.

Czy rzeczywiście by tak było - trudno powiedzieć. Dzięki wydanemu w 2005 przez Black Widow Records "Child of Darkness", nad tą kwestią można się zastanawiać nawet nie należąc do wąskiego kręgu najbardziej oddanych fanów zespołu, którzy dotąd mieli dostęp do nieautoryzowanych kopii nagranego przez Bedemona materiału. A płyty na pewno warto posłuchać. Więcej ma wspólnego ze wczesnym Black Sabbath niż z późniejszymi dokonaniami Pentagramu (choć Palmer przyłączając się do zespołu wniósł do repertuaru dwa grane przez Bedemona utwory: "Starlady" i "Touch the sky") - ciężkie riffy łączą się z psychodeliczno - folkowym klimatem, w tekstach przewijają się demony i piękne acz nikczemne kobiety, a "doom" rymuje się z "tomb".

Kto pragnie poobcować z mrokiem wprost z lat siedemdziesiątych i nie odstręczy go, nie ma co ukrywać, dość straszna jakość nagrania, powinien tej płyty koniecznie posłuchać. Mi wszelkie trudy wynagrodziło niepokojące "Into the Grave". A przecież to tylko jeden z 15 utworów...

Komentarze
Dodaj komentarz »