zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 20 stycznia 2019

recenzja: Corruption "Bourbon River Bank"

4.10.2011  autor: Katarzyna "KTM" Bujas
okładka płyty
Nazwa zespołu: Corruption
Tytuł płyty: "Bourbon River Bank"
Utwory: Beelzeboss; Hell Yeah!; Magus; Candy Lee; Devileiro; Engines, Worlds Collide; Another; Addicts, Lovers And Bullshitters; One Point Losers; Pillow Man; Morning Star Whiskey Bar; Bourbon River Bank
Wykonawcy: Rufus - wokal; Opath - gitara; Erol - gitara; Anioł - gitara basowa; Melon - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Mystic Production
Rok wydania: 2010
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Odpalamy silnik amerykańskiej ciężarówki i ruszamy na przejażdżkę zapomnianą Route 66, z butlą bourbona w schowku, w kowbojskim kapeluszu na głowie. To właśnie widzę, gdy pierwsze dźwięki "Bourbon River Bank" wydobywają się z odtwarzacza. Powiem wam jedno... z takiego albumu naprawdę można być dumnym. Ba - trzeba! Jest to najbardziej spójny i kompletny krążek, jaki kiedykolwiek wyszedł spod ręki Corruption. Słychać na nim wszystko, co powinna zawierać rockandrollowa płyta - energię, radość z grania, zdrową dawkę poczucia humoru i prawdziwy diabelski czad!

Do listy zalet tego albumu należy z pewnością dopisać świetną produkcję. Nie jest to specjalnie wielkim zaskoczeniem, jeśli weźmie się pod uwagę, że rzeźbiono go w studiu "Perlazza" pod okiem Przemka "Perły" Wejmanna. Nie można też nie zauważyć cholernej przebojowości, zarówno w riffach, jak i w melodiach wokalu. Tę płytę naprawdę chce się śpiewać i to nawet bez uprzedniego zatankowania bourbona. Wypada też zwrócić uwagę na klimat. Jest stonerowo, z domieszką mocnego southern rocka, a nawet odrobiną bluesa. Do wszystkich tych składników idealnie pasuje charakterystyczna barwa głosu Rufusa. Duże brawa dla wokalisty także za to, że śpiewa naprawdę po angielsku (sic!).

Polecam płytę jako całość, ale zacznijcie od "Candy Lee" i "Devileiro". Jeśli wam się nie spodoba, idźcie się zakopać pod ziemię ze wstydu. Jako ciekawostkę polecam też otwierający album kawałek "Beelzeboss" (muzyczna pocztówka rodem z Tennessee). Resztę kawałków rozpracujcie już samodzielnie. Zdradzę tylko, że w departamencie chwytliwych riffów, melodyjnych solówek i mocnego basu jest z czego wybierać.

Osiem punktów dla Corruption. Dziewiątkę mają u mnie za koncerty, a i na dziesięć kiedyś przyjdzie czas...

Komentarze
Dodaj komentarz »
Bourbon River Bank
Szamrynquie
Szamrynquie (wyślij pw), 2011-10-04 15:52:58 | odpowiedz | zgłoś
Świetny album, brzmienie ma bez kitu na światowym poziomie. Takie numery jak "Candy Lee" czy "Engines" to miazga. "Devileiro" też cacy ale trochę zbyt pod Kyussa. Zastanawiam się natomiast co by było gdyby album był mniej amerykański w klimacie a bardziej osadzony w naszych realiach. Np. nie jakieś tam bourbony ale jabole, śliwowica albo bimber podlaski. Może więcej ludzi by się z tym mogło identyfikować a za granicą byłoby to ciekawostką a nie kopią amerykańskich bandów.
re: Bourbon River Bank
pik (gość, IP: 95.49.171.*), 2011-10-04 16:50:58 | odpowiedz | zgłoś
jest jeden zespół jesli chodzi o te jabole czy bimber (z tym że bieszczadzki:))- nie wiem tylko, czy KSU zrobiłoby kariere za granicą, gdyby Siczka nawet śpiewał po angielsku ;-)