zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 3 kwietnia 2020

recenzja: Corvus Corax "Sverker"

21.01.2012  autor: Mariusz Fabin
okładka płyty
Nazwa zespołu: Corvus Corax
Tytuł płyty: "Sverker"
Utwory: Intro-Gjallarhorni; Gjallarhorni; Sverker; Fiach Dubh; Trinkt Vom Met; The Drinking Loving Dancers; La I Mbealtaine; Havfrue; Baldr; Ragnarok; Tjugundi Bidil; Na Lama-Sa
Wykonawcy: Wim; Castus; Norri Drescher; Hatz; PanPeter; Vit Polak; Steve The Machine
Wydawcy: Behssmokum Records
Rok wydania: 2011
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Corvus Corax (łac. kruk) to pochodząca z Niemiec i bardzo w tym kraju popularna grupa złożona z siedmiu muzyków, w większości ukrywających się pod wymyślnymi pseudonimami. Od ponad 20 lat tworzą oni muzykę określaną jako neo-medieval. Inaczej mówiąc, komponują i wykonują utwory średniowieczne lub inspirowane tą epoką, wykorzystując samodzielnie skonstruowane instrumenty, takie jak dudy, piszczałki, kozy, dwuosobowa lira korbowa oraz wszelkiego rodzaju bębny i perkusyjne instrumenty blaszane. Jednymi z najważniejszych dzieł Królów Minstreli (taki mają przydomek) są orkiestralna wersja fragmentów średniowiecznych pieśni "Carmina Burana", wydana w odstępie kilku lat w dwóch częściach ("Cantus Buranus" I i II), oraz zarejestrowane na DVD ich wykonania na żywo z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej oraz chórów. Trzeba także zaznaczyć, że to właśnie w trakcie koncertów ujawnia się wszechstronność muzyków, a także bogactwo instrumentarium.

Zupełnie niedawno, bo pod koniec 2011 roku, Corvus Corax wydał krążek o nazwie "Sverker". To muzyczna podróż do utworów pochodzących głównie ze Skandynawii (Norwegia, Dania, Wyspy Owcze), ale także Galii (dziś część Hiszpanii, kiedyś zamieszkiwana przez Celtów). Wszystkie utwory łączy natomiast to, że powstały pomiędzy VII a XIV wiekiem naszej ery. Śpiewane są po części w językach staroskandynawskim i starogalijskim, ale są tu także utwory przetłumaczone na współczesny angielski i niemiecki. Jaka jest muzyka? Przejdźmy do niej.

Nasza podróż poprzez zimne skandynawskie morza rozpoczyna się tak, jak zazwyczaj zaczynają się koncerty grupy. Natłok różnego rodzaju trąb w kształcie Uroborosa (wąż, który zjada własny ogon) daje znać, że oto nadchodzi czas na zawołanie - "Gjallarhorni!!!". Chwytliwy "riff" grany na dudach i stary skandynawski tekst powodują, że słuchacz ma wrażenie, jakby żeglował w nieznane, kołysząc się na drakkarze. Znajdziemy zresztą jeszcze niejedno odniesienie do statków Wikingów. Dobre wprowadzenie w klimat płyty - słuchając tego utworu ciężko sobie wyobrazić, że pochodzi on z X wieku(!). Następny jest tytułowy "Sverker", do którego wstępem stanowi chwytliwa melodia zagrana na dzwonkach. Jest tu świetny motyw grany na rogu, a także rewelacyjna sekcja rytmiczna, nadająca ton Wikingom równo wiosłującym po muzycznym morzu. Na plus można zaliczyć, że w tle cudnie gra dwuosobowa lira korbowa własnej roboty. Na uznanie zasługuje także kolejny utwór - "Fiach Dubh". Króluje w nim średniowieczna gitara - cytra, kruki, a także męski wikingowy wokal, przypominający nieco dokonania szwedzkiej grupy Hedningarna. Utwór wyśmienity do skocznych dreptanek.

Kolejny jest króciutki, śpiewany a'capella "Trinkt Vom Met". To jedna z dwóch pieśni przetłumaczonych na język współczesny. Wyobraźnia podpowiada do niej obraz żeglarzy ciągnących liny i stawiających żagle na drakkarze. A kiedy statek w końcu przybija do brzegu, załoga swe pierwsze kroki kieruje do tawerny. Mamy też i taki utwór - "The Drinking Loving Dancers". Przetłumaczono go na język angielski, można być więc pewnym, że sprawdzi się znakomicie zarówno w knajpie przy kuflu dobrze spienionego piwa, jak i na koncertach. Szybki, skoczny, okraszony piszczałkami, żywiołowymi bębnami i talerzami. Po zabawie czas na odpoczynek i zadumę. Gwarantuje nam je "La i Mbealtaine". Delikatna cytra, darbuki, lira korbowa i staroirlandzkie zaśpiewy. Na pobudkę mamy natomiast dzwonki oraz męski, dobrze wpadający w ucho refren w "Havfrue" - piosence wprost ze średniowiecznej listy przebojów! Głównymi bohaterami są tu bęben, róg i kozy. Następnie przychodzi kolej na "Baldr" - instrumentalną kompozycję na dudy, piszczałki i lirę korbową, przypominającą trochę dokonania grupy z czasów "Cantus Buranus".

Czas na najlepszy fragment albumu - podniosłą pieśń "Ragnarok", którą malują różne dziwne dźwięki, chlupotania i wołania. Oto znów wypływamy na morze, by tym razem posłuchać o zmierzchu bogów. Tempa są mieszane - szybka zwrotka, po czym wolne, acz donośne chóralne zawołanie: "Ragnarok!". Wtórują mu dudy, bębny oraz trombity - używane także na koncertach instrumenty o długości dwóch metrów. Odpoczynek w tej kompozycji daje nam na krótko syreni śpiew Andris Halli - gościa z dalekiej Islandii. Krótka pauza i wracamy do poznanego wcześniej rewelacyjnego motywu. "Tjugundi Bidil" to zaledwie 27 sekund gry na rogu i trąbie, a zarazem sygnał do polowania. I wreszcie czas na pożegnanie się z północą średniowiecznej Europy. Odpływamy z niej w "Na Lama-Sa", który nadaje powolne tempo, aby wszyscy muzyczni podróżnicy wrócili bezpiecznie do domu. I znów na pierwszy plan wysuwają się dudy, piszczałki i wszystkie inne "nadmuchiwane" instrumenty, a także śpiew w języku galijskim. Na koniec mamy jeszcze popis na bębnach trzech członków załogi - zupełnie, jakby widzieli już swój dom, majaczący gdzieś na horyzoncie.

"Sverker" to dobra płyta, ukazująca, jak mogła brzmieć muzyka skandynawska przed wieloma wiekami. Album ten polecam zwłaszcza osobom, które nie boją się wychylić poza metalową szufladę. Tym bardziej, że swoiste alter ego Corvusa stanowi grupa Tanzwut, której twórczość inspirowana jest dokonaniami formacji Rammstein czy In Extremo, ale posiadająca własny styl, głównie dzięki wplataniu w rockowe i metalowe struktury średniowiecznego instrumentarium. O wszechstronności artystów z Corus Corax i Tanzwut może także świadczyć fakt, że w ostatnim czasie połączyli oni siły z DJ-em Robertem Soko, tworząc projekt spod znaku world fusion o nazwie Berlinski Beat, na swój sposób eksplorujący muzykę i rytmy rodem z Bałkanów. Ale to już zupełnie inna historia.

Komentarze
Dodaj komentarz »
Tanzwut
Rubia (gość, IP: 95.49.249.*), 2012-01-24 16:18:04 | odpowiedz | zgłoś
Tanzwut to w tej chwili już odrębna historia i samodzielny zespół. Bodajże w październiku 2011 ekipa podzieliła się. W CC pozostali jego założyciele z 1989 roku, Wim i Castus, doszli nowi muzycy. Chyba ten podział wyszedł im na dobre, bo "Sverker" to rzeczywiście świetna płyta, obok "Seikilos" z 2002 może najlepsza w ich dorobku.
re: Tanzwut
mariusz fabin (gość, IP: 178.183.250.*), 2012-01-24 17:03:43 | odpowiedz | zgłoś
Chyba wyszedł na dobre. do ostatnia płyta Tanzutu- Waisse Nachte- też całkiem niezła, chyba njalepsza obok Labirynth De sonne. A poza tym Teufel poszalał elektronicznie na swojej solowej płycie.