zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 21 stycznia 2019

recenzja: Czesław Śpiewa "Debiut"

16.07.2008  autor: music hunter
okładka płyty
Nazwa zespołu: Czesław Śpiewa
Tytuł płyty: "Debiut"
Utwory: Ucieczka z wesołego miasteczka; Tyłem do przodka; Maszyna do świerkania; Żaba tonie w betonie; Wesoły kapelusz; Mieszko i Dobrawa jako początek państwa polskiego; Pożycie małżeńskie; Kradzież cukierka; Język węża; Efekt uboczny trzeźwości
Wykonawcy: Czesław Mozil - wokal, akordeon
Wydawcy: Mystic Production
Rok wydania: 2008
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Jest 7 kwietnia roku 2008. Do sklepów trafia dziesięć niezwykłych utworów, stylem sięgających od kabaretu poprzez alternatywny rock aż do punk rocka - i zamkniętych na jednej płycie. W niecały tydzień od premiery twórca albumu zdołał oczarować urokiem swej muzyki słuchaczy radiowej Trójki i internautów. W trzy tygodnie po wydaniu krążek zdobył status złotej płyty. Żeby było śmieszniej, sprawca tego zamieszania - Czesław Mozil - w jednym z wywiadów nazwał podstawę swojej muzyki - akordeon - "cudownym kiczem".

Tak można w wielkim skrócie opisać trzymiesięczną historię albumu, który zarówno Nergal, jak i Kasia Nosowska nazywają pozycją niezwykłą, zadziwiającą i cudowną, a która nosi wdzięczny tytuł "Debiut".

Słuchającemu tej płyty od razu rzuca się w uszy dźwięk kiczowatego, ale za to zupełnie nieprzeszkadzającego, a wręcz niezbędnego, akordeonu, który odpowiada za radosną atmosferę. Potem zwraca się uwagę na łatwo wpadające w ucho teksty, które - choć składają się z banalnych rymów - kryją w sobie ambitną treść. Wokal Czesława dodaje wszystkiemu niesamowitej świeżości. I tak oto mamy trzy elementy, które składają się na sukces tego albumu.

Oczywiście zupełnie inną historią są gitarowe wstawki w postaci pięknej i zabójczo szybkiej solówki w "Tyłem do przodka" oraz skocznego, punkowego riffu w "Mieszko i Dobrawa jako początek państwa polskiego".

Warto postawić jeszcze parę literek na temat utworu "Pożycie małżeńskie", jest niezwykle mocny tekstowo, w ten sposób muzyk pokazuje nagą prawdę. Podobnie jest w innych kompozycjach. Niezależnie czy lubisz metal, rocka, czy pop, po posłuchaniu "Debiutu" powinieneś być trochę lepszym człowiekiem. I chyba właśnie to urzekło mnie w tej niezwykłej płycie. Oby było takich więcej, może jeszcze istnieje jakiś ratunek dla polskiej muzyki.

Komentarze
Dodaj komentarz »
???
Ubot (gość, IP: 95.41.139.*), 2011-11-04 09:28:53 | odpowiedz | zgłoś
Kompletnie nie rozumiem zachwytów nad tą płytą. Jest to płyta kiepska. Pełna beznadziejnie głupich i infantylnych tekstów i co najwyżej średniej muzyki. A że wszyscy się zachwycają? No cóż, może działa tu ten sam mechanizm, co w reklamie Skody: stado baranów zachwyca się w galerii wieszakiem na ubrania...
re: ???
DarthTeddyBear
DarthTeddyBear (wyślij pw), 2011-11-04 11:28:40 | odpowiedz | zgłoś
Z tą analogią do reklamy chyba zupełnie nie trafiłeś. Według mnie płyta raz, że ma więcej wspólnego z poezją śpiewaną czy kabaretem, niż z gatunkami, w których teksty są tylko dopełnieniem dźwięku, dwa - cholernie ciężko jest ją z czymkolwiek porównać. Do kogo więc specyficzna aura albumu nie przemawia, dla tego muzyka pewnie będzie ni przypiął, ni przyłatał, czy jak kto woli, ni do rymu, ni do sensu.

Jeśli dla Ciebie warstwa liryczna płyty jest głupia i infantylna - cóż, widocznie emocjonalnie rozmijasz się z tym albumem o fazę. Mnie ten śmieszno-smutny, trochę po słowiańsku melancholijny klimat rozpierdolił bezapelacyjnie już za pierwszym przesłuchaniem (mam swoje lata i nie zdarza się to wybitnie często). Kto pił (miał ochotę się napić) przy "Efekcie ubocznym trzeźwości", ten wie o co chodzi ;).
re: ???
Krasnal Adamu
Krasnal Adamu (wyślij pw), 2011-11-04 13:18:10 | odpowiedz | zgłoś
W większości się zgadzam. "Efekt..." - uwielbiam. Niestety 80% albumu zupełnie do mnie nie trafia.
Fenomen polega chyba na tym, że jest to równocześnie przebojowe (chyba), zabawne i "inne".
re: ???
Ubot (gość, IP: 95.40.233.*), 2011-12-02 10:50:45 | odpowiedz | zgłoś
No może faktycznie z reklamą przesadziłem, przyznaję Ci rację. Nie było moim zamiarem kogokolwiek obrazić. Niemniej dalej uważam, że płyta jest słaba. Bo tylko fakt, że coś jest nowe i do niczego nie podobne nie czyni z tego arcydzieła.
Niestety argumenty o nowej jakości, nowej wrażliwości, alternatywności i inne nowomodne słowa - wytrychy to dla mnie zasłona dymna. Służąca jedynie wciśnięciu ludziom kolejnego gniota o skandalicznej jakości, tak w sferze warsztatowej, jak i intelektualnej.