zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 20 listopada 2019

recenzja: Desilence "Antisilent"

8.02.2005  autor: BadBlood
okładka płyty
Nazwa zespołu: Desilence
Tytuł płyty: "Antisilent"
Utwory: Dewar; Liferun; Drive; Temptation; Cancer's Dance; Last Ride
Wykonawcy: Hagen Hirschmann - wokal; Felix Gretzer - gitara; Peter Geltat - gitara; Thomas Neitsch - gitara basowa; Andreas Jechow - instrumenty perkusyjne
Rok wydania: 2004
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Nie po raz pierwszy młoda kapela z Berlina budzi moje niekłamane uznanie profesjonalnym podejciem do tematu. Mocno się napracował Respawn przy wydanym własnym sumptem singlu, teraz niewiele mu ustępujce demo, z nadrukiem na krążku, sztywna okładka i takąż czterostronicową prezentacją zespołu, które proponuje Desilence.

Zawartość muzyczna "Antisilent" może z nóg nie zwala, ale naprawdę chciałoby się, żeby w Polsce powstawało więcej materiałów na tak wysokim poziomie. O dziwo, stosując niemal wszystkie zabiegi typowe dla niemieckiej szkoły grania, balansując pomiędzy power-thrashmetalową manierą wokalną, motoryką Exodus, heavymetalową melodyką i popadając co chwilę w solowe popisy, pięciu Niemców tworzy zgrabne, trzymające się kupy kawałki. Kwestia to nie tylko przemyślanej konstrukcji utworów, w których nic nie dzieje się przypadkiem, ale także świetnej jakości nagrań, a przede wszystkim warsztatu technicznego, pozwalającego na utrzymanie w ryzach nad wyraz wybujałej ornamentyki, wieńczącej ciągąnce wszystko do przodu ostre lecz chwytliwe riffy. I choć osobiście słucham takiej muzyki niezmiernie rzadko, to myślę sobie, że gdybym był szefem dobrze prosperującej na rynku niemieckim wytwórni ukierunkowanej na power-thrash metal, to nie wahałbym się ani chwili przed złożeniem chłopakom z Desilence kuszącej propozycji. Co zresztą przyznaję z pewnym zażenowaniem, bo programowo takie granie jest mi obce i niemiłe.

Dylematy zostawmy jednak niemieckim wydawcom. Jak zresztą wynika z biografii, Desilence pracuje już nad pełnowymiarowym debiutem, fanom progresywnego thrashu z dużą dozą melodii radzę się więc za tą płyt rozejrzeć. Dużej furory pewnia ona nie zrobi, ale w zalewie enerdowskiego heavy metalu może się okazać jedną z niewielu zbliżonych tematycznie kontrpropozycji, przy których nie będzie się człowiek bał odwrócić tyłem do głośników.

Komentarze
Dodaj komentarz »