zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 17 lipca 2019

recenzja: Filter "The Trouble with Angels"

8.01.2011  autor: Jakub "Rajmund" Gańko
okładka płyty
Nazwa zespołu: Filter
Tytuł płyty: "The Trouble with Angels"
Utwory: The Inevitable Relapse; Drug Boy; Absentee Father; No Love; No Re-Entry; Down With Me; Catch A Falling Knife; The Trouble With Angels; Clouds; Fades Like A Photograph (Dead Angel)
Wydawcy: Nuclear Blast Records
Rok wydania: 2010
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Szybko się uwinął Filter z nowym materiałem. Biorąc pod uwagę przerwy pomiędzy poprzednimi wydawnictwami, "The Trouble With Angels" ukazuje się wręcz w tempie ekspresowym. Choć tak naprawdę, jeśli spojrzeć na zawartość muzyczną, jest to pierwszy krążek prawdziwego Filtera od ośmiu lat.

Powiem szczerze, że gdy w 2008 roku Richard Patrick powrócił ze swoim macierzystym zespołem po sześciu latach milczenia albumem "Anthems for the Damned", byłem bliski skreślić już Filtera na dobre. Płyta okazała się kolejnym nieciekawym tworem, inspirowanym amerykańsko-afgańską sytuacją polityczną, zawierającym błahe piosenki, które wlatywały do głowy jednym uchem, by zaraz wylecieć drugim. Ani śladu po industrialnych korzeniach kapeli, wszystko jakieś mdłe i nudne. Materiał męczono jeszcze potem zupełnie niepotrzebnym remix albumem "Remixes for the Damned", a następna w kolejności okazała się składanka "The Very Best Things" (w przypadku tego zespołu jednak zupełnie uzasadniona, gdyż wiele piosenek ukazało się tylko na soundtrackach). Jasne stało się jednak dla mnie, że Rysiek wypalił się na dobre i wcale nie należy mu wierzyć, że następną płytą chce wrócić do korzeni. Zwłaszcza, że wydany na ścieżce dźwiękowej filmu "2012" kawałek "Fades Like a Photograph" wcale nie zapowiadał ostrzejszego materiału, lecz dalsze pławienie się w lukrowanych klimatach.

Nagle jednak wydarzyło się coś dziwnego. W maju do sieci trafił pilotujący nowy materiał singiel "The Inevitable Relapse" - i nie była to wcale mdła balladka w stylu "Soldiers of Misfortune", lead singla z "Anthems for the Damned". Nowa piosenka okazała się energicznym kopniakiem w stylu niezapomnianego "Hey Man, Nice Shot" z debiutanckiego, najostrzejszego krążka kapeli. Kiedy trzy miesiące później ukazał się pełny album, nie miałem już wątpliwości. Przepraszam Rysiek, że w ciebie zwątpiłem: nagrałeś najlepszą płytę od czasów "Title of Record".

Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że pod względem stylistycznym bliżej jej do debiutanckiego "Short Bus", niż przebojowego "Title of Record". Pierwsze trzy utwory to potężna jazda w starym stylu: poza "The Inevitable Relapse" mamy tu do czynienia z "Drug Boy", opartym na riffie, którego nie powstydziłby się wczesny Korn, a z kolei "Absentee Father" przywodzi na myśl Stone Temple Pilots czy też może raczej Army of Anyone, projekt Richarda Patricka z muzykami tamtego zespołu. Z tymże w żadnym utworze Army of Anyone Patrick nie popisywał się tak swoim cudownie krzykliwym głosem (i to w sumie było moim głównym zarzutem wobec tamtego projektu). Prawdziwa filterowa przebojowość przypomina o sobie dopiero na poziomie utworu numer cztery: "No Love". Najpierw mocarna partia bębnów, potem chwila dla ciętego riffu i przechodzimy do zwrotki ze spokojnym, nieco orientalnym plumkaniem. Gdy jednak dochodzimy do refrenu, energia rodzi się na nowo - i nie przeszkadza nawet, że Rysiek, zdaje się, zatrzymał w tekstach utworów na poziomie liceum ("Love don't love you / Love just haunts your world / 20 years ago you tried to take my eyes / Thought you loved the world and I believed the lies / No love, there's no love at all today"). Jak najbardziej słusznie wybrano kawałek na trzeci singiel, doczekał się nawet teledysku z udziałem Carmen Electry.

"The Trouble With Angels" przynosi też jednak niespodzianki. Największą jest chyba "No Re-Entry", nietypowa ballada, okraszona klawiszową solówką, przywodzącą na myśl klasyków rocka progresywnego. Ciekawie brzmi też dramatyczny finał w postaci "Clouds" - skala głosu Richarda Patricka chyba nie ma żadnej górnej granicy. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie ostatni utwór na krążku: nowa wersja mdłego "Fades Like a Photograph". Filter nigdy nie był według mnie mocny w balladach, naprawdę zgrabnie wyszły mu chyba tylko "Take a Picture" i "Drowning" - bonusowy utwór z amerykańskiej wersji deluxe opisywanego krążka. Wielka szkoda, że nie trafił na regularną edycję, np. właśnie w miejsce niepotrzebnego "Fades Like a Photograph", który notabene brzmi jak wariacja "Lazarus" Porcupine Tree. Oba utwory aż lepią się od lukru i tylko psują wizerunek porządnych zespołów, które ewidentnie pragnęły pozyskać nimi mainstreamową publikę (bo oczywiście "Fades Like a Photograph" ukazał się na drugim singlu z "The Trouble With Angels").

Nie zmienia to jednak faktu, że Filter nagrał jedną z najlepszych płyt w swojej karierze. Ten krążek - wraz z zeszłorocznym wydawnictwem 16Volt - przekonuje, że rock industrialny w swojej gitarowej odmianie nadal żyje i ma się całkiem dobrze.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Oceń płytę:

Aktualna ocena (71 głosów):

 
 
43%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

- Filter

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Ile najwięcej zdarzyło Ci się zapłacić za bilet na koncert?