zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 17 listopada 2019

recenzja: Gotthard "Made in Switzerland"

5.07.2006  autor: RJF
okładka płyty
Nazwa zespołu: Gotthard
Tytuł płyty: "Made in Switzerland"
Utwory: All We Are; Dream On; Hush; Mountain Mama; Let It Be; Top of the World; I Wonder; Said and Done; One Life, One Soul; Nothing Left at All; Sister Moon; Mighty Quinn; In the Name; Heaven; Lift U Up; Anytime, Anywhere; Immigrant Song
Wydawcy: Nuclear Blast Records, Mystic Production
Rok wydania: 2006
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 5

W rodzimej Szwajcarii Gotthard cieszy się fenomenalną wręcz popularnością. Ich kolejne albumy osiągają pierwsze miejsca szwajcarskich list sprzedaży i nie inaczej jest z najnowszym, koncertowym "Made in Switzerland" - album ten pokonał w Szwajcarii nowe płyty Tool i Pearl Jam, stając się dziesiątym albumem z rzędu [sic!] Gottharda, który wspiął się na szczyt szwajcarskich list przebojów.

Poza granicami swojej ojczyzny popularność grupy jest już mniejsza, lecz warto zapoznać się z ich najnowszym wydawnictwem. Koncertowy "Made in Switzerland" przedstawia przekrój przez ich twórczość, którą można lapidarnie określić jako melodyjny rock pomiędzy Deep Purple a Bon Jovi. O pokrewieństwie z tym pierwszym świadczy nie tylko przeróbka "Hush", ale także choćby już sam początek płyty: narastająca gra perkusji i organów, eksplodująca w porywającym riffie w "All We Are" budzi niewątpliwe skojarzenia z koncertową wersją "Highway Star" pochodzącą z "Made in Japan". Bliżej Bon Jovi są natomiast zaśpiewy w refrenie oraz cukierkowata polewa, w jakiej podano całość.

W koncertowym zestawie nie zabrakło mocnych, rockowych kompozycji ("Mountain Mama", "Dream On", "Anytime Anywhere"), ale dość sporą część repertuaru stanowią ballady. Bywa patetycznie ("One Life, One Soul", "Heaven"), bywa delikatnie ("Nothing Left at All", "In the Name"), bywa też trochę kiczowato ("Let It Be"). Bluesrockowy "Sister Moon" z harmonijką ustną na wstępie potrafi rozbujać i jest jednym z najlepszych momentów koncertu. W repertuarze znalazło się też kilka przeróbek. O ile "Mighty Quinn" Dylana (spopularyzowany przez Manfred Mann's Earth Band) brzmi porywająco, to w "Immigrant Song" Led Zeppelin czegoś już zabrakło.

Minusem płyty jest jej sterylność. Momentami można odnieść wrażenie, że została nagrana w studio, a potem tylko dograno odgłosy publiczności. Może całość lepiej się prezentuje, gdy dołączymy do tego obraz (płytę wydano także na DVD), na kompakcie jednak ta "plastikowość" bywa drażniąca. No i trzeba też dodać, że Gotthard to taki raczej lokalny fenomen. U siebie w ojczyźnie są rozchwytywani, lecz w zestawieniu z międzynarodową pierwszą ligą, giną w zalewie innych podobnych grup.

Komentarze
Dodaj komentarz »