zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 28 września 2021

recenzja: Incantation "Dirges Of Elysium"

19.10.2014  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Incantation
Tytuł płyty: "Dirges Of Elysium"
Utwory: Dirges Of Elysium; Debauchery; Bastion Of A Plague Soul; Carrion Prophecy; From A Glaciate Womb; Portal Consecration; Charnel Grounds; Impalement Of Divinity; Dominant Ethos; Elysium (Eternity Is Nigh)
Wykonawcy: John McEntee - gitara, wokal; Kyle Severn - instrumenty perkusyjne; Chuck Sherwood - gitara basowa; Alex Bouks - gitara
Wydawcy: Listenable Records
Premiera: 2014
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Lato za nami, można więc pokusić się o pewne podsumowania. Wraz z wiekiem spektrum i inne rzeczy mi się kurczą, więc nie zamierzam się rozpisywać. Dla mnie sezon wyjątkowo udany, gdyż na przestrzeni maja i czerwca AS 2014 dostałem wszystko, co w death metalu kocham najbardziej. Najpierw hitowe pendolino napędzane silnikiem "Tibi Et Igni" made in Peter Wiwczarek commando, a ze dwa tygodnie później, leżący na przeciwległym brzegu Styksu, walcowaty obuch w postaci "Dirges Of Elysium" Incantation. Każda z pozycji jest na swój sposób genialna, a słuchane do kupy stanowią doskonały obraz potęgi klasycznego deathu, który - używając cytatu z filmu "Snatch" Guya Ritchiego - winien być jak Borys Klinga: "ostry jak sierp i twardy jak młot". Sierpy, brzytwy i kosy gdzieś w okresie nabożeństw majowych opylił wiernym w plecy Vejda, o czym już na rockmetal.pl się rozpisywałem, tymczasem 10 czerwca nastąpił czas na dobicie młotem, personifikowanym ponurymi postaciami członków Incantation pod dowództwem przyprószonego siwizną Johna McEntee'go. Naród (rzecz jasna słusznie) zaaferowany katiuszami odpalanymi z okolic Olsztyna, raczył nie zauważyć premiery "Dirges Of Elysium", a szkoda, bo być może nieutuleni w żalu po klinicznych produkcjach "Hertz Studio" odbiliby sobie nieco konsumpcją truchła rodem z Pensylwanii.

Jeszcze jedna sprawa łączy oba wydawnictwa. Abstrahując od różnic w popularności, zarówno Vader jak i Incantation od 2012 r. znajdują się w tzw. "gazie", co oczekiwanie na ich nowe płyty czyniło dla mnie równie nieznośnym i uciążliwym. Ci pierwsi zmietli "Welcome To The Morbid Reich", każąc prosić o jeszcze, piewcy "-tion" metalu z kolei zaserwowali najlepszy chyba od czasu "Onward To Golgotha" - "Vanguish In Vengeance". Obaw muzycznych co do nadchodzących w tym roku wydawnictw nie miałem więc żadnych i jak się okazuje słusznie. O ile nie przebijają swoich poprzedników, to jednak na półce z napisem "W razie zagrożenia zbawieniem zbić szybkę" spokojnie można je postawić. Tylko co dzisiaj kogo obchodzi termin "klasyka"? Kto prócz siwiejących, względnie zakopanych problemami dnia codziennego i zużytymi pampersami metalowców ma jeszcze wzgląd na takie wykopaliska, jak Incantation? Do tych słuchaczy wrócę na końcu tego tekstu. Tymczasem przejdźmy do zawartości "Dirges Of Elysium".

W porównaniu do poprzedniej płyty jest zdecydowanie "volniej" i "masyvniej" oraz "kvltovo", jak zwykł pisać pewien Pomorzanin. Kto zna Incantation choćby z trzech piosenek, wie że choć zapewne potrafią, to jednak unikają krzewienia pracy techniki w metalu. Polerowane produkcje i wycinanie trójkątów na gryfach gitar zwyczajnie im zwisa, bo wolą przypierdolić nadgniłą atmosferą i ciężarem spleśniałego słonia. Nawet jak Kyle Severn pedałuje za garami ile wlezie, to wiosła rozlewają się po łapach jak rozpuszczony lepik, także dla mnie bez różnicy. W tym momencie już dobrze wiecie, że rzecz otwiera (jakże by inaczej) mocno doomowe intro tytułowe. Powolne gitarowe grzebanie w zwłokach, fajne apokaliptyczne tremolka wlatują w bezlitosny "Debauchery" - powalający ciężarem, szybki nawet jak na standardy Incantation kawałek, urywający łeb rozwrzeszczaną solówką, której Slayer na najlepszych krążkach by się nie powstydził.

Mielenie zasyfionymi, przytępionymi ostrzami kontynuuje "Bastion Of A Plaged Soul", który po momentach tajfunowych zrywów przechodzi w przytłaczające czołganie po piekielnych komnatach, wypełnionych zadymioną przestrzenią, której np. dotkliwie brak na ostatnich produkcjach kolegów z Immolation. Te dwa kawałki to jednak tylko szybki dojazd do stacji docelowej Pandemonium, gdzie rozpoczyna się prawdziwe cierpienie i powolne mieszanie duszyczek w jeziorach ognia i siary. "Carrion Prophecy", "From A Glaciate Womb", "Portal Consecration" czy "Charnel Grounds" mają w sobie tyle deathu, co brutalnego, posępnego, ślamazarnego, przytłaczającego gniciem doom metalu. W tym momencie wielbiciele błyskotliwych zapierdalań pewnie już nie dadzą rady, ale jak dla mnie to te właśnie są esencją tej płyty i tym, co wyróżnia Incantation z reszty śmierćmetalowego stada. Tak też trzeba potrafić grać. W tych wolniejszych momentach ekipa Mc Entee'go jak zwykle nie przynudza, lecz bardzo zręcznie buduje atmosferę mroku, przeszywającą słuchacza do szpiku kości. Posępny, nieświęty ciężar miażdży tkanki miękkie, kruszy obiekty i zadaje poważne obrażenia wewnętrzne, ostatecznie totalnie demoralizując i odnosząc poważne sukcesy w desakralizacji dnia powszedniego. Nie powiem, na poziomie siedemnastominutowego(!) walcowatego finału "Elysium (Eternity Is Night)" sam zwymiotowałem sumienie wraz z duszą i do tej pory nie za bardzo wiem, gdzie się podziały. Hej cip, cip, taś, taś, gdzie jesteście?

Osobna kwestia to wokal Johna McEnteego i udział pozostałych muzyków. Podoba mi się, że koncepcja grania Incantation wyklucza wybijanie się którejkolwiek ze składowych. Death w ich wydaniu to jakby wylew magmy, pochód diabelskiej mgły. Wszystko stoi w jednym szeregu bezlitośnie krocząc po polu bitwy. Nie ma rzeczy typu wokal za bardzo z przodu czy wystrzelona niczym kula w płot solóweczka. Do takiego grania pasuje najlepiej bulgot gardła pana Janka o barwie prawie idealnie spasowanej z brzmieniem gitar. Tu stawiamy na monolit, niewzruszony popisami napór i zabijamy może nie za szybko, aczkolwiek systematycznie i bezlitośnie.

Ostatnio coś słabo u mnie, jeśli chodzi o przebywanie wśród młodzieży, ale jak wpadam na youtube, to podejrzewam, że wśród tzw. dzisiejszych odbiorców takie oldschoolowe granie szału nie zrobi. Ani nie poszpanujesz tym w szkole, a okładka jakaś taka nie za bardzo wyjściowa, żeby od razu zakładać jej koszulkowe odwzorowanie. By pojąć do końca zawartość "Dirges Of Elysium", niezbędna wydaje się znajomość takich wymiocin, jak choćby "Upon The Throne Of Apcalypse" czy "Mortal Throne Of Nazarene". Kto dorastał wtedy, a obecnie nie udaje, że jest superinteligentny, trendy i słucha tylko "postów", bo przeszłości nigdy nie było - łyknie tę płytę bez popitki i stwierdzi podobnie do mnie: "Qrva, przy tym to Immolation jest komercyjne, jak Trivium przy Slayer" i poczuje się kultowiej niż dzisiejsi najkultowsi. Zgodnie z obietnicą wracam więc do tych sponiewieranych życiem fanów, którzy Incantation wielbili, ale gdzieś tam w drodze między kołyską i błaganiem o urlop w robocie o nich zapomnieli. Cóż, musicie mieć ten materiał, on obudzi w Was starych królów, spełni zapomniane sny o potędze, pierdolnie wami o glebę. Wprawdzie wszyscy pominą go w rocznych podsumowaniach, pałując się do obłędu post, neo, plastyś fantastyś metalem, ale w waszych ustach znów zabrzmi: "i chuj!". Reszta niech lepiej sobie odpuści i dalej karmi się błyskotliwymi produkcjami z list przebojów do końca życia okłamując się, że to death, doom, black czy thrash metal. Amen.

Komentarze
Dodaj komentarz »
Pomyłka recenzenta
RadomirW (gość, IP: 193.219.114.*), 2014-11-07 09:16:44 | odpowiedz | zgłoś
Jak dla mnie najlepszy deathowy album nagrał w tym roku Cannibal Corpse. U Vadera nie podobają mi się te wszystkie klawiszowe wstawki, a Incantation jest trochę niespójne - nie do końca kleją się fragmenty szybkie z wolnymi. Tyle moich uwag.
re: Pomyłka recenzenta
universal_soul (gość, IP: 10.65.218.*), 2014-12-23 10:58:28 | odpowiedz | zgłoś
I tak za wiele
re: Incantation "Dirges Of Elysium"
Szamrynquie
Szamrynquie (wyślij pw), 2014-10-21 17:58:14 | odpowiedz | zgłoś
Po pierwszym zdaniu myślałem, że Pan Marcin Kutera popełnił jakąś reckę. Potem wszystko się już wyjaśniło. Dotychczas słuchałem tylko kawałka "Bastion Of A Plaged Soul" i faktycznie kawał dobrej muzyki o cechach zapalczywej destruktywności. Tylko te wokale... Deris by to zrobił inaczej. A tak w ogóle to nie Marduk :(
re: Incantation "Dirges Of Elysium"
zBukaSyn (gość, IP: 89.67.31.*), 2014-10-20 14:24:55 | odpowiedz | zgłoś
A ja bym zrobił na tej płycie przesterowany bass i dopiero by ta płyta miażdzyła kosci w starym stylu (dodałby brudu i pozdzewiałego ostrza piły ręcznej), idealnie pracowałby wespół z garami będąc pod gitarami. Ten jaki tutaj jest rozmiękczył i rozlał spód brzmienia. (i tak nikt nie wie o czy jak tutaj pierdolę hehe). A sama muzyka, co tu pisać... Incantation i tyle (ciekawe czy Pilard śledzi cośkolwiek z tego co McEntee obecnie lepi ?).
re: Incantation "Dirges Of Elysium"
universal_soul (gość, IP: 10.65.218.*), 2014-12-23 10:59:28 | odpowiedz | zgłoś
Ohoho, zbukasyn
re: Incantation "Dirges Of Elysium"
Jacek z Wawy (gość, IP: 89.71.133.*), 2014-10-20 10:01:28 | odpowiedz | zgłoś
Świetna płyta, dobra recenzja.
re: Incantation "Dirges Of Elysium"
RippR
RippR (wyślij pw), 2014-10-19 20:30:30 | odpowiedz | zgłoś
A ja właśnie nie gniotę anakondy do "post, neo, plastyś fantastyś metalu", dlatego ta płyta jest dla mnie jak brzydki, spleśniały, stęchły i ujebany brązowym skrzepem pluszowy miś, którego obrzydliwie, lecz z lubością się przytula! Może trochę za mało selektywna i czytelna jak na mój dyletancki gust ekstremalny, ale instynktownie czuję, że jest silna przedwiecznym i prawdziwym dziedzictwem. A Pan Ptak powrócił w iście bluźnierczej formie;). Ogólny Szatan, kurczę pióro. Plus, powiadam, hipsterska bando!
re: Incantation "Dirges Of Elysium"
Fatal Portrait (gość, IP: 93.154.199.*), 2014-10-19 19:27:19 | odpowiedz | zgłoś
Od czasu jak uslyszalem "The Infernal Storm" 14lat temu(o ja pier...ten czas)jeden z najlepszych albumow metalowych jak dla mnie,panowie z Incantation maja u mnie szczegolne miejsce na polce z plytami,a "Dirges Of Elysium" rowniez daje rade flaki i krew plyna z glosnikow jak trzeba,tylko czemu te recenzje tak poźno tu sa?
re: Incantation "Dirges Of Elysium"
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2014-10-19 21:09:49 | odpowiedz | zgłoś
bo to akurat jest recenzja fana. Ona jest jak zemsta....na zawodowych recenzentach, którzy recenzują płytę w 5 min po otrzymaniu promo, przesłuchując po 1 min z kawałka. A zemsta doskonała to ta z Dark Knight Rises - taka która jest jak ostrze, które się nie spieszy. Tę płytę posłuchałem z 1000 razy. Na początku się nią zachłysnąłem, potem coś mi nie pasowało w brzmieniu, potem pomyślałem że John Napienty ściemnia na siłę, że jest 94 rok czy coś. A ogólnie słucham tego dalej i jest gitara. Materiał się broni już kilka miesięcy. Jestem więc pewien tego co napisałem. Period.
re: Incantation "Dirges Of Elysium"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2014-10-19 21:48:33 | odpowiedz | zgłoś
Dokładnie tak, zadziwiają mnie Ci znawcy, którzy po jednym przesłuchaniu już wiedzą, że płyta jest wspaniała. Czasami też tak bywa. Albo od razu materiał trzeba odrzucić bo słaby lub nie pasuje. Ale zwykle płyta musi się trochę uleżeć i po kilkunastu, kilkudziesięciu przesłuchaniach już wiadomo,
jak do tego podejść.