zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 28 września 2021

recenzja: Incantation "Vanquish In Vengeance"

18.02.2013  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Incantation
Tytuł płyty: "Vanquish In Vengeance"
Utwory: Invoked Infinity; Ascend into the Eternal; Progeny of Tyranny; Transcend into Absolute Dissolution; Haruspex; Vanquish in Vengeance; Profound Loathing; The Hellions Genesis; From Hollow Sands; Legion of Dis
Wykonawcy: John McEntee - gitara, wokal; Kyle Severn - instrumenty perkusyjne; Alex Bouks - gitara; Chuck Sherwood - gitara basowa
Wydawcy: Listenable Records
Premiera: 26.11.2012
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

John McEntee łatwo to w życiu nie miał i mieć zapewne już nie będzie. Od 22 lat jego Incantation to kwintesencja muzycznej partyzantki, uderzenia z "przyczajki", wbijania noża w plecy zinstytucjonalizowanych form religijnych, "antykoniunkturalnej" polityki wydawniczej i ogólnego wypinania owłosionych diabelską szczeciną jajec w stronę świętości i oczekiwań wszelakich. "Vanquish In Vengeance" w zasadzie zaskakuje tylko jednym - tym, że w ogóle powstała. Wszak "Napienty" po wydaniu przecież niezgorszej "Primordial Domination" sprzed 6 lat nieśmiało przebąkiwał o zakończeniu studyjnego wymiaru działalności Szatana z Pensylwanii. Stało się jednak inaczej i bardzo dobrze. "Vanquish In Vengeance" - choć uszyta ze sprawdzonych w bojach na różnych frontach patentów, rozpierdala koźlą mocą, której wielu może tym weteranom jedynie pozazdrościć. Natężenie, duchota, gęstość riffów - wierzcie mi lub nie, to w tym wypadku jedynie mokry, niespełniony sen konkurencji Prezesa. Z tym trzeba się urodzić, tego nie można się nauczyć.

Jeszcze nim nadejdzie część właściwa, postawmy sprawę jasno. Kto sięgnie po ten krążek poszukując w nim jakichś innowacji, niosących w mniemaniu wielu, jedyną nadzieję dla znajdującego się w kolejnym na przestrzeni dziejów rynkowym odwrocie death metalu - srogo się zawiedzie. Incantation, zgodnie ze swoimi odwiecznymi ideałami i ku mojej uciesze, należy do grona zespołów pokładających ufność w klasycznym wręcz pierdolnięciu do tego stopnia, że zakrawa to na jakiś muzyczny atawizm. Jestem za! Potęgi śmierć grania nie budowano na eksperymentach, ale na konsekwentnym brutalnym przekazie i bezpardonowych środkach wyrazu lub jak kto woli - nakurwianiu w pień.

Już sama okładka "Vanquish In Vengeance" - a raczej jej czarno biała konwencja i wertykalny charakter dynamiki obrazka - przywodzi na myśl "Upon The Throne Of The Apocalypse" (próżno tu szukać drugiego "Ibex Moon") sprzed 17 lat. Wprawdzie muzycznie to wciąż piekło, jednakowoż nie tak smolisty kloc, jak ten klasyk. Więcej tutaj dynamiki - choć już uprzedzam, że i miażdżenia walcami nie brak. Wchodzący na dzień dobry "Invoked Infinity" wprost wbija w posadzkę. Nie ma tutaj ani szybkości, ani techniki Nile czy ostrych, metalicznych brzmień gitarowych tnących załóżmy na ostatnim Cannibal Corpse - jest za to napór owianych trupim kadzidłem wiertarkowych, nieprzekombinowanych riffów, pisków gotujących się w kotle gitar, wyrwany wprost z belzebubiej dupy wokal i pokrętnie rozumiana przebojowość, obok której przejść obojętnie po prostu nie można. Dalej uderza melodyjny na immolationową modłę "Ascend Into Eternal" . Wszyscy to znamy - pienia gitar w trybie Roba Vigny i rytmiczne zawiechy. Ten hymn ma jednak do zaproponowania jeszcze coś, czego u dobrych kolegów McEnteego (swego czasu uzupełniającego skład koncertowy) raczej próżno szukać w takiej formie. Mianowicie przepięknego epickiego zwolnienia, zalanego wprost doomowo - apokaliptyczną atmosferą, która w otoczeniu nawalania, na zasadzie kontrastu wspaniale uzupełnia kompozycję, czyniąc ją po prostu porażającą. "Transcend Into Absolute Dissolution" czy "Profound Loathing" z kolei brną już zupełnie we wspaniale wyjącą ślamazarność z masą klasycznych zapożyczeń - w tym najbardziej klasycznych, czyli "Black Sabbath" Black Sabbath. Te rozedrgane zawodzenia wioseł, przestoje, półmroki - ale w śmierćmetalowym wydaniu - palce lizać. Już na tym etapie jestem kupiony, ale po drodze trafiam na największy szlagier "Vanquish In Vengeance" - hipnotyzujący, dobity do dna Szeolu "Haruspex", z motoryką przywodzą na myśl wywlekanie z ciała flaków kołowrotem. Napór, napór, jeszcze raz w zęby i bucikiem w krocze. Do tego rewelacyjnie wkomponowana, cięta żyletką solówka i zgon gotowy. Całość dopina pozornie minimalistyczny kolos "Legion Of Dis" - zakontraktowany na 11 minut powolnego wdeptywania twarzy w grunt, zawierający tym samym pokaz niezwykłej umiejętności Incantation do tworzenia czegoś z (w mniemaniu wielu) niczego. Bicz ukręcony z pojedynczych uderzeń w struny, wwiercających się w mózg sprzęgnięć, pisków i przeciąganego wymiotowania diabolicznego knura w ostatniej fazie zarzynania. Doskonałe zwieńczenie doskonałej płyty.

Mimo tego wszystkiego nie wróżę "Vanquish In Vengeance" jakichś wiekopomnych sukcesów. Po pierwsze Incantation od zawsze stal gdzieś na uboczu. Mimo niekwestionowanej klasy w szerzeniu "devilyrzacji" od zawsze poza czołówką. Świat w końcu po wydaniu "Failures For Gods" dopuścił do koryta Immolation, docenił egipskie wysiłki Nile, nienaruszoną pozostawił pozycję Cannibal Corpse, Morbid Angel czy Vader, wciąż jednak zdawał się mieć wyjebane na Inkantację i to już raczej się nie zmieni. Starzy fani zadadzą pewnikiem pytanie, czy to tak samo zajebiste jak wiekopomny debiut "Onward To Golgotha", młodsi zmienią tytuł na "Infernal Storm" czy "Diabolical Conquest", a ja dla wszystkich mam odpowiedź - nie! Incantation po prostu jak zwykle, bez cienia litości na twarzy zrobił swoje. Zarównał pole bitwy, pokazał dupę, wyciągnął z klasyki ile się dało, kompromitując przy tym wszystkich kwestionujących zasadność stosowania tego typu strategii. O milionie płyt można powiedzieć - uuu innowacyjna albo uuu nic nowego, ale po przesłuchaniu ilu można spokojnie na luzie stwierdzić - kurwa, zajebiste granie. "Vanquish In Vengeance" zdecydowanie należy do tej ostatniej kategorii. "Nie ma jak u mamy Lucyfera... ciepły kąt itd.".

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Incantation "Vanquish In Vengeance"
Iconoclast (gość, IP: 198.240.212.*), 2014-01-16 12:07:28 | odpowiedz | zgłoś
Nie weszli do czolowki smierc metalowej ligi, bo zwyczajnie nie graja na tyle dobrze. Niby szatansko, ale jakos bez odpowiedniej dozy pierdolnieca. Sluchalem tego albumu i po pol godzinie zwyczajnie wylaczylem, bo kawalki zlewaly sie w jeden soniczny belkot. Brakuje jakiegos charakterestycznego elementu, ktory pociagnalby material. Dla porownania, Immolation z kolei zawsze czyms potrafilo przykuc uwage sluchacza. W dzisiejszych czasach sama "kultowosc" nie wystarczy do zrobienia dobrego albumu.
re: Incantation "Vanquish In Vengeance"
wac
wac (wyślij pw), 2014-01-16 15:42:56 | odpowiedz | zgłoś
mam to samo z prawie każdą ich płytą
re: Incantation "Vanquish In Vengeance"
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2014-01-15 22:25:14 | odpowiedz | zgłoś
przeszła bez echa, w radio nie puszczali, temu Kaczkowski odszedł z Trójki podobno :P
re: Incantation "Vanquish In Vengeance"
Dżordż (gość, IP: 87.206.201.*), 2014-01-14 16:15:41 | odpowiedz | zgłoś
Warto było czekać parę lat. Płyta wysmienita, choć miejscami chciałbym usłyszeć szybsze blasty ;)
re: Incantation "Vanquish In Vengeance"
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2013-12-22 09:50:12 | odpowiedz | zgłoś
wciąż powalający materiał, on napierdalać, kupować smołę, robić asfalt, rozwijać autostradę do piekła.
re: Incantation "Vanquish In Vengeance"
wac
wac (wyślij pw), 2013-12-22 20:13:36 | odpowiedz | zgłoś
a co jeśli na końcu tej drogi czeka szatana z South Park? rozczarowanie
re: Incantation "Vanquish In Vengeance"
Marcin Kutera (wyślij pw), 2013-02-21 21:50:01 | odpowiedz | zgłoś
bardzo fajny album. Technicznie dobrze zgrany.
re: Incantation "Vanquish In Vengeance"
minus
minus (wyślij pw), 2013-02-20 18:15:16 | odpowiedz | zgłoś
Jak dla mnie to jest pierwsza płyta Incantation od czasu "Onward To Golgotha" która mnie autentycznie rozpitoliła w drobny makowiec.
re: Incantation "Vanquish In Vengeance"
Narcos
Narcos (wyślij pw), 2013-02-18 21:35:34 | odpowiedz | zgłoś
Uwielbiam czasem czytać te wypociny Megakruka. Szukałem czegoś ostatnio co mi urwie dupę i nogi więc może to to ;) Nie wiedziałem nawet, że chłopy coś w 2012 wydali.
re: Incantation "Vanquish In Vengeance"
wac
wac (wyślij pw), 2013-02-18 22:21:51 | odpowiedz | zgłoś
dupę i nogi to może mina lądowa by urwała? bo to raczej wałkuje
« Nowsze
1