zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 3 kwietnia 2020

recenzja: Libitina "The Shadowline"

5.10.2003  autor: tymothy
okładka płyty
Nazwa zespołu: Libitina
Tytuł płyty: "The Shadowline"
Utwory: Matins; Dirt I Cannot Wash; Mea Culpa; Shibboleth; Colours Revealed; All That I Have Ever Lost; Mutual Faith; A Higher Unity; Diomedean Exchange; Lux Fiat; Valediction; Vespers
Wydawcy: Libation Records
Rok wydania: 2003
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 1

Ale się ucieszyłem, gdy dostałem ten album do recenzji, bo to muza jakże odmienna od tej, która zazwyczaj ląduje w mojej skrzynce - według biografii Libitina porusza się w kręgu gothic darkwave. Nareszcie jakaś odmiana od ciężkiego łomotu. "The brilliant new album" - nie wiem dlaczego zaniepokoiło mnie to hasło z flyera zespołu, te kilka słów wywołało u mnie podejrzenia, poruszyło kamyk wątpliwości, który był źródłem lawiny. Nie zważając na dziwne przeczucia, wcisnąłem "play"... króciutki wstęp... zaczyna się... eeeee, ktoś chyba sobie żartuje, co to ma być do jasnej cholery? Co za gówniane brzmienie, muza też nie lepsza! Gdzie ten gotyk, gdzie ten darkwave? Jakieś chuju-muju, a nie "brilliant". Tego nawet nie można nazwać popem, przy Libitina, The Rasmus może się spodobać. Na pierwszym planie wokal - nic szczególnego, tysiące zespołów mają taki sam, w tle jakieś klawiszowe melodyjki rodem z Atari, wspomagane przez gitarowy szum. Do tego automat perkusyjny, który brzmi tak kompletnie chujowo, że aż mi się rzygać chce.

Dzień zapowiadał się całkiem nieźle, no ale przyszła przesyłka z "The Shadowline" i po całym balu. Wkurwiłem się, no bo jak można wypuszczać w świat taki syf? OK, scena gotycka to nie jest to co lubię najbardziej, ale słyszało się w swoim życiu też i trochę kapel z tego nurtu i jako takie pojęcie się ma, a Libitina to jeden z największych krowich placków, jakie wydaliła ta scena.

Irytująca muzyka, wokal bez emocji (zresztą jak i wszystko na tej płycie), takie granie sobie a muzom. Nie rozumiem, po co taką szmirę puszczać w świat, toż to wstyd. Dawno nie zjebałem tak totalnie albumu, który przyszło mi recenzować, ale Libitina w pełni zasługuje na to... kurwa ja nie mogę... syf, kiła i mogiła... mi już wystarczy...

Komentarze
Dodaj komentarz »