zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 19 listopada 2019

recenzja: Manitou (Finlandia) "Deadlock"

22.09.2006  autor: RJF
okładka płyty
Nazwa zespołu: Manitou (Finlandia)
Tytuł płyty: "Deadlock"
Utwory: And the Silence Bites; Fools in Control; Waste, Damnation; The State of Mind; Black Burning Flame; Swallowing the Dark; Psychoracer; Lead a Wild Ride; By the Waves of Stars; Black Meadow (Menace of War); The Black Meadow
Wykonawcy: Markku Pihlaja - wokal; Markus Vanhala - gitara; Antti Lauren - gitara; Ismo Laukkanen - gitara basowa; Matti Suhonen - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Firebox Records, Foreshadow Productions
Rok wydania: 2006
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Najnowszy album Manitou to solidny kawał heavy metalu z domieszką kilku pokrewnych stylów. Zespół, który pewnie trzyma się swojego kanonu, nie boi się sięgać na sąsiednie półki w poszukiwaniu inspiracji. Trudno nie wychwycić przede wszystkim zainteresowań progresywnym brzmieniem w stylu Dream Theater, które słychać głównie w sposobie łączenia melodyki gitarowych solówek z metalowymi riffami. Finom wychodzi to całkiem sprawnie, czego przykładem są takie utwory jak "The State of Mind" czy "Swallowing the Dark". W kończącym płytę "The Black Meadow" oraz w poprzedzającej go instrumentalnej uwerturze "Black Meadow (Menace of War)" pobrzmiewają finezyjne solówki, w których można doszukać się szkoły Steve'a Vaia. Otwierającemu album "And the Silence Bites" bliżej do Iron Maiden, i to tego szorstkiego, z czasów "No Prayer for the Dying". Zaraz potem mamy "Fools in Control", gdzie lekko zahaczamy o pijackie rejony Zakka Wylde'a. Zdziwieni? No to poczekajmy na "Psychoracer", gdzie stonerowy, bałaganiarski riff rodem z "Load" Metalliki i powermetalowy refren sąsiadują z jazzowym (!) interludium i, następującymi chwilę potem szalonymi arpeggiami.

Skoro padły takie nazwy jak Dream Theater, Iron Maiden i Metallica to trzeba wspomnieć o wokaliście Manitou, który w perfekcyjny, znany tylko sobie, sposób łączy styl śpiewania wokalistów tych grup. W "Waste, Damnation" potrafi śpiewać z manierą Jamesa LaBrie, wyciągać górki niemal jak Bruce Dickinson, by za chwilę zjechać do chrypki Jamesa Hetfielda.

Manitou mądrze korzystają z doświadczeń swoich mistrzów. Piosenki na "Deadlock" stanowią jakość same w sobie i dalekie są od taniego imitatorstwa. A, że czerpią inspiracje od najlepszych? To chyba dobrze.

Komentarze
Dodaj komentarz »