zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 15 października 2021

recenzja: Motorhead "Bomber (reedycja)"

31.10.2011  autor: Mikele Janicjusz
okładka płyty
Nazwa zespołu: Motorhead
Tytuł płyty: "Bomber (reedycja)"
Utwory: Dead Men Tell No Tales; Lawman; Sweet Revenge; Sharpshooter; Poison; Stone Dead Forever; All The Aces; Step Down; Talking Head; Bomber; Over The Top; Leaving Here; Stone Dead Forever; Dead Men Tell No Tales; Too Late, Too Late
Wykonawcy: Ian "Lemmy" Kilmister - wokal, gitara basowa; Eddie "Fast" Clarke - gitara, wokal; Phil "Philthy Animal" Taylor - instrumenty perkusyjne
Premiera: 1996
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

Płyta "Bomber" Motorhead została wydana jako winyl i kaseta magnetofonowa 27 października 1979 roku. Rzecz zarejestrowano w "Roundhouse Recording Studios" i "Olympic Recording Studios" między 7 lipca a 31 sierpnia, zaledwie 5 miesięcy po premierze "Overkill". Nie wpłynęło to na jakość "Bomber" - album jest spójny i stanowi krok naprzód w stosunku do poprzedniczki. W połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku firma Castle Communications postanowiła wydać wszystkie klasyczne albumy Motorhead nagrane do końca lat osiemdziesiątych. Ich niewątpliwą zaletą jest to, że stare nagrania zostały profesjonalnie zremasterowane i wzbogacone bonusowym materiałem. Podobają mi się wkładki tych odświeżonych płyt; mają identyczny układ: na odwrocie okładki każdorazowo pojawia się złota myśl Lemmy'ego, potem historia powstania albumu (jej autorem jest Steffan Chirazi) ubarwiona zdjęciami z epoki i ilustracjami płyt towarzyszących głównemu wydawnictwu, teksty piosenek, na ostatniej stronie tytuły i informacje firmy fonograficznej. Zauważyłem też, że w ostatnich latach ten klasyczny repertuar został ponownie poddany rewizji przez Sanctuary - albumy ukazywały się w postaci dwóch płyt CD. Motorhead daje kopaczom tę niezwykłą szansę odkrywania niepublikowanych wcześniej nagrań koncertowych, alternatywnych wersji itd. Widać zapotrzebowanie na muzykę zespołu jest ogromne, skoro takie rzeczy się dzieją.

Zestaw podstawowy to 10 kawałków o łącznym czasie trwania 36 minut i 55 sekund, zaś z bonusami płyta trwa trochę ponad 55 minut. Wszystkie utwory zbudowane są na tym samym schemacie: zwrotka, refren, zwrotka, refren, solo, zwrotka, refren. "Bomber" kontynuuje styl gry zapoczątkowany na poprzednim krążku: dźwięki przykurzone są odpowiednią warstwą brudu, co tylko czyni muzykę bardziej atrakcyjną; nie ma tu mowy o wyszlifowanym brzmieniu. Jest za to rasowy Motorhead, konsekwentnie ostrzeliwujący głośniki seriami z karabinu basowego, szybkostrzelnej gitary i perkusyjnego działka dużego kalibru. Amunicji nie braknie ani przez moment.

"This is it!" - tak się rozpoczyna pierwsza kompozycja, "Dead Men Tell No Tales". "To jest to!" - krzyczy Lemmy; to, czyli surowy, prosty rock'n'roll, który najlepiej odzwierciedla podejście zwariowanego tercetu do życia i muzyki. Tłem do tych słów jest znakomity riff, który wytwarza zabójczą dawkę energii. Jest to jedna z pierwszych antyheroinowych piosenek napisanych przez lidera grupy. "Lawman" jest nieco wolniejszy, bardziej "smolisty", "wlekący się", choć w krótkim fragmencie poprzedzającym refren następuje przyspieszenie, kiedy Taylor okłada werbel z muzyczną złością, a Lemmy śpiewa "I know you", by w refrenie powrócić do wcześniejszego rytmu. Rzecz o stróżu prawa i jego godnych pogardy zasadach. Drugi kawałek płynnie przechodzi w trzeci - jeszcze bardziej "ślamazarny", z niepokojącym podkładem basowym i wyrazistym riffem gitarowym. Mowa o "Sweet Revenge". Ciekawie skonstruowany jest refren, w którym Lemmy każdą frazę śpiewa trochę wyżej aż do kulminacyjnego momentu wyznaczonego ostatnim słowem - "revenge"; następuje tu jak gdyby rozładowanie agresji nagromadzonej w serii pytań do fałszywego przyjaciela. Solo zaś poprzedza ciekawy efekt perkusyjny przypominający dyszenie zapamiętałego w zemście mężczyzny. Partie wokalne nagrano ze złowieszczym pogłosem.

W "Sharpshooter" głównym instrumentem jest bas, na którym Lemmy gra w niskich tonach, co brzmi mrocznie. Jest to jednak kawałek dość żwawy, szczególnie w zestawieniu z dwoma wcześniejszymi. Jeszcze bardziej rozpędzony jest "Poison" - autobiograficzny numer, w którym Ian demonstruje swoją niechęć do ojca pastora. Tu z kolei prym wiedzie gitara człowieka o ksywie "Fast". "Stone Dead Forever" to najbardziej motorheadowy utwór na płycie, ze świetnym wstępem, zagrany z rockandrollowym uczuciem, z doskonałym refrenem. Jak na standardy zespołu jest to długa kompozycja - trwa blisko 5 minut. Eddie wykroił tu jedną z najlepszych solówek (w zakończeniu) w swej karierze z Motorhead. "All The Aces" to także jeden z szybszych kawałków, z bardzo zjadliwym refrenem i taką też solówką w końcówce utworu. Sto procent bluesa dostajemy w "Step Down" - i nie tylko dlatego jest to najbardziej odstający od reszty utwór, lecz głównie przez wzgląd na Clarke'a stojącego za mikrofonem. Tak mówił o tym Lemmy w swojej autobiografii "Biała Gorączka" (Poznań 2007): "Eddie cały czas pierdolił pod nosem, że ja spijam całą śmietankę, ale nic z tym nie robił. Już mi się niedobrze robiło od tego narzekania. 'Dobra' - mówię. - 'Będziesz kurwa śpiewał na tej płycie!'. 'No co ty, stary?' - protestował. 'Przecież ja nie umiem śpiewać. Nie mam zasranego głosu...' 'Jesteś doskonałym piosenkarzem, więc bierz do łapy pierdolony mikrofon i jazda'". Jak wyszedł z tej próby? Moim zdaniem poradził sobie nad wyraz dobrze - dysponował w tamtym czasie mocnym, dźwięcznym głosem. Bardzo motoryczny, długi wstęp z ekstatyczną solówką gitarową zwalnia w momencie wejścia wokalu. Bezcennym doświadczeniem byłoby to usłyszeć i zobaczyć na żywo. "Talking Head" uważany jest przez Lemmy'ego za najsłabszy utwór na płycie. Kilmister śpiewa tu na granicy krzyku. Co go tak rozjuszyło? Ano telewizyjne gadające głowy. No i klasyk nad klasyki. "Bomber" charakteryzuje się ciętym riffem, naprawdę dobrą pracą tzw. sekcji rytmicznej, bogactwem (sic!) kompozycyjnych smaczków. Posłuchajcie tych dopełnień Eddiego w okolicach refrenu. Początek dzieła nie można pomylić z żadnym innym utworem w dziejach rock'n'rolla. Załoga tego bombowca, której nie straszna jest śmierć, znalazła się na okładce płyty.

Jako bonusy dostajemy pięć kompozycji, szczególnie o jednej trzeba napisać - to "Over The Top", który znalazł się na stronie B singla promującego płytę (na stronie A był "Bomber"). Tak się złożyło, że piosenka stała się jednym z największych przebojów brytyjskiej grupy. Jest przebojowa. Jest wyrazista muzycznie. Ma żwawe tempo. Lemmy przepięknie śpiewa. Pozostałe kawałki to wersje "live" pochodzące z live EP zatytułowanego "The Golden Years" z 1980 roku. "Leaving Here", "Stone Dead Forever", "Dead Men Tell No Tales" i "Too Late, Too Late" brzmią tak, jak rzeczywiście brzmi Motorhead na żywo: mięsiście. Są też bardziej dzikie niż w wersji studyjnej. Od pierwszej chwili słychać, że zespół wyżywa się na całego, zapierdala bez chwili wytchnienia. Po "Stone Dead Forever" następuje mrożący krew w żyłach krzyk, jaki znamy też z koncertówki "No Sleep 'Til Hammersmith".

"Bomber" zadebiutował na 34. miejscu brytyjskiej listy singli, ale już album dotarł do 12 miejsca najlepiej sprzedających się płyt.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Oceń płytę:

Aktualna ocena (117 głosów):

 
 
69%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Metallica "Death Magnetic"
- autor: Ugluk

Overkill "Ironbound"
- autor: Szamrynquie

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Ile razy źle oceniłaś(eś) album po okładce?