zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 11 grudnia 2018

recenzja: Neurothing "Vanishing Celestial Bodies"

21.02.2006  autor: RJF
okładka płyty
Nazwa zespołu: Neurothing
Tytuł płyty: "Vanishing Celestial Bodies"
Utwory: Never Core; Macheta; Anomaly; Vanishing Celestial Bodies
Wykonawcy: Chupasangre - wokal; Hazub - gitara; Sloma - gitara; Bocian - gitara basowa; Buli - instrumenty perkusyjne
Rok wydania: 2005
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Na początek słówko o opakowaniu. W estetycznej tekturce, oprócz samej płyty znajdziemy zdjęcie zespołu oraz profesjonalnie wydrukowaną książeczkę z tekstami utworów. Rzadko zdarza się, aby zespół tak pieczołowicie zadbał o wydanie swojego krążka, zwłaszcza, gdy nie mówimy o pełnym albumie, a jedynie o nie mającym wsparcia dużej wytwórni, czteroutworowym materiale promocyjnym. Świadczy to o profesjonalnym podejściu muzyków do tego, co robią.

Na szczęście profesjonalizm Neurothing nie kończy się na opakowaniu. Dowodem tego są cztery utwory, które składają się na płytę. Muzyka poznańskiej grupy to starannie wyważona mieszanka, w której można znaleźć zarówno elementy death- i thrashmetalowe, a także hardcore'owe. Precyzyjnie wypunktowane linie sekcji rytmicznej, zimne gitarowe riffy, synkopowany rytm i częste zmiany tempa, a do tego "growlujący" wrzask każą doszukiwać się inspiracji muzyków wśród takich zespołów jak klasyczne już Death czy Meshuggah, a także wśród młodszych wykonawców spod znaku wczesnego Mudvayne. Mieszanie różnych patentów na granie i silnie uwypuklone kontrasty dominują muzykę Neurothing. Tak jest choćby w utworze "Never Core", gdzie lawiny dźwięków przerywane są na ułamek sekundy ciszą. W "Vanishing Celestial Bodies" deathowe galopady sąsiadują obok heavymetalowych zagrywek (gościnnie na gitarze, znany z Armii i Acid Drinkers, Dariusz "Popcorn" Popowicz) i fragmentów z czystym, melodyjnym wokalem, trochę w stylu Coreya Taylora. Nie doszukałem się żadnych informacji o gościnnym udziale innych wokalistów, więc wnioskuję, że należy on do Bartka Zawadzkiego. Bardziej motorycznie robi się w utworze "Macheta", a to za sprawą porwanych, powtarzanych jednostajnie riffów.

Warto dodać, że krążek zarejestrowany pod okiem Jacka Chraplaka i Macieja Głuchowskiego, brzmi czysto i selektywnie. Cztery utwory zamieszczone na płycie pokazują, że w głowach poznańskiego kwintetu kłębi się parę ciekawych pomysłów. Co się z nich wykluje, okaże się kiedy doczekamy się pełnowymiarowego materiału.

Komentarze
Dodaj komentarz »