zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 24 września 2021

recenzja: Nile "Amongst the Catacombs of Nephren-Ka"

22.05.1999  autor: Kornik
okładka płyty
Nazwa zespołu: Nile
Tytuł płyty: "Amongst the Catacombs of Nephren-Ka"
Utwory: Smashing the Antiu; Barra Edinazzu; Kudurru Maqlu; Serpent Headed Mask; Ramses Bringer of War; Stones of Sorrow; Die Rache Krieg Lied der Assyriche; The Howling of the Jinn; Pestilence and Inquity; Opening of the Mouth; Beneath Eternal Oceans of Sand
Wydawcy: Relapse Records
Premiera: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

W tej chwili ewolucja death metalu znajduje się w martwym punkcie. Owszem, powstaje mnóstwo nowych i obiecujących formacji, no ale co z tego, jeśli kopiują one siebie nazwajem i przez to wszystkie płyty brzmią podobnie. Nie inaczej było z Nile.

Pierwszą myślą, jaka naszła mnie po uruchomieniu "Amongst the Catacombs of Nephren-Ka" w moim grającym pudle, było "gdzieś już to słyszałem". Ale im dłużej płyta kręciła się w czytniku, tym zaczynało się robić ciekawiej. "Barra Edinazzu" oprócz czadu w czystej formie, spotęgowanej przez fajne growlowe chórki, posiada także w dwóch miejscach krótkie, pachnące black metalem klawisze, które nadają temu numerowi zupełniego nowego wymiaru. Przy "Kudurru Maqlu" Nile zaskoczył mnie jeszcze bardziej. Ze swoją niesamowitą gitarką, odgłosami i krzykami, utwór ten na krótką chwilę przeniesie Cię kilka tysięcy lat wstecz, na ulice egipskiego miasta. Po tym zajebistym przerywniku Nile znowu mocno uderza. "Serpent Headed Mask" jest już jednak strasznie zakombinowany. Mniej więcej w połowie numeru, milkną gitary i nagle pojawia się krótki motyw klawiszowy. Takie zagrania nasuwają mi skojarzenia z Cradle of Filth, gdzie także można spotkać się z czystym dopierdem, nagle brutalnie przerwanym przez klawisze. Po chwili następuje wgedług mnie najlepsza część płyty. Zarówno "Ramses Bringer of War", jak i "Stones of Sorrow" rozpoczynają się niezwykle podniośle, ale o ile ten pierwszy staje się po chwili niezwykle szybki i brutalny, tak ten drugi pozostaje wolny i pompatyczny. W "Stones of Sorrow" duże wrażenie robią niezwykle sugestywne klawisze i przede wszystkim ostry, niemal histeryczny krzyk wokalisty. "Die Rache Krieg Lied der Assyriche" to już totalny orgazm. Podstawą, tego trwającego zaledwie trzy minuty utworu, jest niesamowity chór, któremu wtóruje wykrzykujący kolejne frazy wokalista. Jeśli dodać do tego umiejscowione gdzieś z tyłu klawisze, otrzymujemy coś na kształt podniosłej pieśni wojennej - tego nie można nie usłyszeć. Przez trzy kolejne numery, Nile udowadnia nam, że nie bez powodu szufladkowany jest do brutal death metalu. Każdy utwór zawiera jednak pewne smaczki, które znacznie urozmaicają i tak już zajebistą muzykę. Płytę zamyka "Beneath Eternal Oceans of Sand" z fajnym wprowadzeniem na gitarze akustycznej, która pojawia się także w środku numeru.

Generalnie płyta bardzo mi się podoba. Okazało się, że w tak zamkniętym gatunku muzyki, jakim jest death metal, można stworzyć jeszcze coś ciekawego. Wypada tylko pogratulować, jeśli dalej Nile będzie produkował swoje płyty w takich klimatach, to stanę się ich największym fanem. Wszystkim fanom najbrutalniejszej z muzycznych sztuk gorąco polecam. Dla Was to absolutne "musiszmieć". Tym, którym za taką muzą nie przepadają, polecam także. W końcu do wszystkiego można się przekonać, w każdym bądź razie ja się przekonałem.

Komentarze
Dodaj komentarz »
debiut
RottenToTheCore (wyślij pw), 2011-03-19 06:20:52 | odpowiedz | zgłoś
najlepsza płyta death metalowych egiptologów!!!