zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 25 lutego 2021

recenzja: Revelation of Doom "Unholy Goatfuck"

24.03.2006  autor: mjr
okładka płyty
Nazwa zespołu: Revelation of Doom
Tytuł płyty: "Unholy Goatfuck"
Utwory: Vernichtung; Destroyer; Inner Necrosanctum; Evoke The Liers in Wait; Frontheil; Agonized; Massgrave Ritual; Nuclear Bastardizer; The Fall of Babylon; Unholy Goatfuck; Funeral Bitch
Wydawcy: Time Before Time Records
Rok wydania: 2005
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Oto debiut przedstawiciela warszawskiej sceny ekstremalnego metalu. Myliłby się jednak ten, kto pomyśli, ze mamy do czynienia z nieopierzonymi żółtodziobami zafascynowanymi oldschoolowym metalem. Zespół składa się z muzyków doświadczonych, którzy z niejednego pieca chleb jedli. Osobiście nie dbam o wszelkie metryki czy zawartość muzycznego CV. Liczą się dźwięki, a te naprawdę przekonują mnie. Mnie, wymagającego raczej słuchacza, którego byle przeciętność rzadko zadowala.

Kilka lat temu podszedłbym do tego materiału z mniejszym entuzjazmem. Ale im jestem starszy, tym mniej liczą się dla mnie techniczne łamańce. Siła przekazu, spontaniczność i pomysł na granie - to najistotniejsze z argumentów, które mogą mnie przekonać do danej pozycji. Revelation of Doom kupił mnie bez problemu swoją bezkompromisową miksturą death, thrash i black metalu. Zarówno od strony kompozycyjnej, jak i produkcyjnej wszystko znajduje się na swoim miejscu. Kompozycje są proste, ale przemyślane i w żadnym wypadku nie nudzą. Produkcja nie jest plastikowa, powiedziałbym, że anty-nowoczesna z premedytacją. Bardzo podoba mi się brzmienie basu - brudne, głośne, znakomicie uzupełniające resztę instrumentów. Materiał jest utrzymany w tempach średnich i szybkich, z naciskiem na te drugie, sądzę, że świetnie będzie sprawdzał się na żywo. Gdybym miał porównywać "Unholy Goatfuck" do klasycznych pozycji to padłyby tu nazwy: Sodom, Asphyx, Deicide, rodzime Witchmaster oraz Pandemonium ze względu na barwę głosu Longinusa. Jeśli chodzi o poszczególne numery, na szczególne wyróżnienie zasługują kapitalny numer tytułowy, "Destroyer", "Agonized", "Massgrave Ritual" (byłby to może najlepszy numer gdyby nie fakt, ze riff przewodni bardzo przypomina mi Deicide "The Truth Above") czy "Nuclear Bastardizer". Na deser mamy dwa covery: "Cmentarna Kurwa" z repertuaru Master (bardzo dobry pomysł) i ukryty "Dethroned Emperor" - moim zdaniem chybiona idea. Numer ten został ograny przez wiele kapel do bólu (Vital Remains, Vader czy niegdyś Engraved).

Reasumując "Unholy Goatfuck" to fajna retrospekcja, spełniająca wszelkie wymogi czasów obecnych. Materiał obowiązkowy dla wszystkich tych, którzy trzepią się na widok przedrostka "old" i gardzą modnym plastikiem, masowo produkowanym w obecnych czasach. Materiał warty posłuchania dla wszystkich tych, którzy lubią szczery, agresywny, bezpretensjonalny, kopiący po mordzie metal. Mam nadzieję, że zespół nie poprzestanie na obiecującym debiucie.

Komentarze
Dodaj komentarz »