zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 25 lutego 2021

recenzja: RPWL "Beyond Man And Time"

26.02.2012  autor: Meloman
okładka płyty
Nazwa zespołu: RPWL
Tytuł płyty: "Beyond Man And Time"
Utwory: Transformed; We Are What We Are (The Keeper); Beyond Man And Time (The Blind); Unchain The Earth (The Scientist); The Ugliest Man In The World (The Ugly); The Road Of Creation (The Creator); Somewhere In Between (The Dream Of Saying Yes); The Shadow; The Wise In The Desert (I. The Wise In the Desert, II. The Silenced Song); The Fisherman (I. High As A Mountain Part 1, II. The Abyss, III. High As A Mountain Part 2); The Noon (The Eternal Moment Of Return)
Wykonawcy: Yogi Lang; Kalle Wallner; Markus Jehle; Werner Taus; Marc Turiaux
Rok wydania: 2012
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Nazwa RPWL pochodzi od pierwszych liter nazwisk artystów z początkowego składu powstałego w okolicach 1997 roku zespołu (Rissettio, Postl, Wallner, Lang). Najpierw grali tylko covery Pink Floyd (wykonują je zresztą do dziś, o czym można przeczytać tutaj). "Beyond Man And Time" ("Ponad Człowiekiem i Czasem") jest szóstym studyjnym albumem sympatycznych Niemców z Bawarii, licząc od ich debiutu w 2000 roku. Od ostatniego wydawnictwa, zatytułowanego "the rpwl experience", minęły cztery lata. Formacja gościła w Polsce na serii koncertów promujących ten longplay wiosną 2010. Potem ekipę opuścił basista Christian Postl, by poświęcić się twórczości solowej, a jego miejsce zajmuje obecnie Werner Taus.

Nowy krążek to pierwszy w historii bandu album koncepcyjny. Tekstowo nawiązuje do poematu "Tako rzecze Zaratustra", którego pierwsze linijki kończą się zdaniem: "6000 stóp ponad człowiekiem i czasem...". Podobnie jak u Friedricha Nietzschego, bohater historii RPWL podróżuje i spotyka różne postaci częściowo zaadaptowane z "Zaratustry". Niemalże wszystkie tytuły nagrań są opatrzone w podtytuły. W trakcie muzycznej wędrówki po świecie "poza człowiekiem i czasem" razem z bohaterem trafiamy kolejno na strażnika jaskini w "We Are What We Are (The Keeper)", dobrowolnie ociemniałego przy "Beyond Man And Time (Blind)" czy naukowca w "Unchain The Earth (The Scientist)". Dalej spotykamy najbrzydszego człowieka, twórcę, cień, mędrca na pustyni i rybaka.

Kiedy oczyma wyobraźni widzimy te wszystkie postaci, jednocześnie zgłębiamy się w świat dźwięków prezentowany przez RPWL. Tutaj też udajemy się w ciekawą i inspirującą podróż. Zacznę od tego, że muzyka w dużej mierze nacechowana jest elementami krótkich syntezatorowych lub klawiszowych zagrań. W kawałku "We Are What We Are" w stylu minimooga Czesława Niemena. Dalej mamy klimaty drżąco-pulsujących akordów klawiszowych, których prekursorem był Rick Wright, przypomnianych na płycie Marillion ("Brave") przez Marka Kelly'ego. Ma to miejsce najwyraźniej w utworach "Unchain The Earth" (we wstępie) i "The Wise In The Desert". Na nowym krążku słychać stosunkowo niewiele solówek gitarowych Wallnera, a jeśli już są, to bardzo krótkie. Od czasu do czasu odzywa się też sitar. Oprócz tego sporo tu hinduskich efektów perkusyjnych. Gra perkusisty charakteryzuje się także miejscami sporym ożywieniem, szczególnie w "The Road To Creation". Natomiast Lang śpiewa swoje partie niezwykle ciepło i subtelnie. Generalnie grupa brzmi bardziej zespołowo niż na poprzednich wydawnictwach. Gra żadnego z muzyków nie jest specjalnie eksponowana. W stawce utworów są także dwie dwuminutowe nastrojowe miniatury. Otwierający całość instrumentalny, elektroniczny "Transformed", a także zwiewny "Somewhere In Between" z delikatnym śpiewem, dzwoneczkami i swobodnymi frazami gitary. Natomiast "The Shadow" może być kandydatem na rockowy przebój. No i jeszcze "Unchain The Earth" jest przyjazny dla każdego ucha.

Na szczególne wyróżnienie na tej w sumie bardzo równej płycie, oprócz propozycji numer dwa z podtytułem "The Keeper" oraz tytułowej (wolno płynąca ballada z typową gitarą), zasługuje szesnastominutowa kompozycja "The Fisherman", która jest daniem głównym. Tak w ogóle ostatnie trzy kawałki, trwające łącznie około dwudziestu sześciu minut, stanowią najbardziej zintegrowany muzycznie fragment. Bo "The Wise In The Desert" jest jakby prologiem do "Rybaka", który składa się z trzech części. Pierwsza, spokojna - z motywami Orientu. W części drugiej: sporo instrumentalnego grania, w tym dużo gitary oraz wstawki syntezatora (kłania się King Crimson) i organów. Natomiast odsłona trzecia to powrót wokalnych partii oraz orientalnego tematu. Na koniec "The Moon" - bardzo spokojny, wręcz genialny finał z wytrawnie pięknym wyciszeniem całości.

A jak wyraża się o płycie lider zespołu Yogi Lang w materiałach poprzedzających jej wydanie? "Celem jest otworzyć oczy, patrzeć dalej, widzieć więcej i inaczej. Słowa, które każdy aprobuje, nie będą prowadziły do rozwoju. Nazywamy to impasem ducha. (...) Jest to apel do oryginalnego myślenia, rozłamu, wyzwolenia. Apel. Żadna poezja. Żadna nauka".

Jakby nie słuchać i oceniać, to wychodzi, że "Beyond Man And Time" jest bardzo udaną propozycją RPWL. Jedną z najlepszych w dotychczasowej twórczości. Jak nowe pozycje zaprezentują się na żywo, przekonamy się już pod koniec kwietnia 2012 roku, bo formacja zapowiada, że trasa promocyjna odwiedzi pięć miast Polski (Poznań, Konin, Warszawa, Bielsko-Biała i Piekary Śląskie).

Komentarze
Dodaj komentarz »
Wspaniał a płyta
Renata i Maria (gość, IP: 46.169.129.*), 2012-05-13 13:53:22 | odpowiedz | zgłoś
Zgadzam sie z oceną jak najbardziej. Chcę dodać, że na żywo zespół jest jeszcze o wiele, wiele, wiele lepszy!!! Więcej solówek i niesamowity kontakt z publicznością.