zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 25 kwietnia 2018

recenzja: Satyricon "Deep Calleth Upon Deep"

24.03.2018  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Satyricon
Tytuł płyty: "Deep Calleth Upon Deep"
Utwory: Midnight Serpent; Blood Cracks Open The Ground; To Your Breathren In The Dark; Deep Calleth Upon Deep; The Ghost Of Rome; Dissonant; Black Wings And Withering Gloom; Burial Rite
Wykonawcy: Satyr - wokal, gitara; Frost - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Napalm Records
Rok wydania: 2017
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Przy okazji opisywania ostatniej do czasu "Deep Calleth Upon Deep" płyty Satyricon ("Live At The Opera", 2015), zaryzykowałem stwierdzenie, że lider tej legendarnej norweskiej formacji, Sigurd "Satyr" Wongraven, do szczętu zwariował. Jakoś wierzyć mi się nie chciało, że dożyłem czasów, kiedy to za robienie operetek z koncertów metalowych wezmą się kolesie, którzy dla mnie stali się gwiazdami pozując do zdjęć w misiurkach, szyszakach i z siekierami w dłoniach. O ile jestem w stanie to pojąć u zespołów pokroju Dimmu Borgir, gdzie tego typu efekty specjalne od zawsze były immanentną częścią filozofii grania, tak w przypadku Satyricon po prostu tego nie rozumiem, nie kupuję i nie trawię. Przecież w tym zespole zawsze chodziło o coś innego. Dla przypomnienia - o solidne pierdolnięcie kopytem w glebę i trucie czarcim gazem atmosfery skandynawskiej kniei. Oczywiście zaraz pojawią się zarzuty, że ktoś tutaj zatrzymał się w swoim niedorozwoju w latach 90, odmawiając Norwegom prawa do poszukiwań i twórczej ekspresji. Względnie przypomni, że wojna dawno się skończyła i czas przekłuć włócznie na lemiesze, jak Pan Jezus kazał, ale bardziej obiektywnych powodów do złośliwego podszczypywania Satyra niestety nie brakuje. Dostarcza ich przede wszystkim w "nowszej" studyjnej twórczości Sigurd Co. Wcale nie przechujowy, ale już z pewnością balansujący na granicy muzycznej nijakości, tym boleśniejszej, im mocniej wspieranej przez marketingowe zapewnienia o tym, że "może nawet jak na pierwszy rzut ucha ludzie nie zakumają, to po latach pokochają" (vide: wywiady z okresu wydania "Satyricon").

Od czasu premiery płyty "Volcano", a więc od dobrych 17 lat, nie mogę doszukać się na tych wydawnictwach jakiegoś spektakularnego jebnięcia, do jakiego ten zespół mnie przyzwyczaił. O ile i ja pobujam się dla polepszenia humoru przy akompaniamencie przebojowej, rytmicznej, ale zupełnie zwyczajnej "Now Diabolical" , tak od jej następców trąci już zupełnie odorem rozkładu, niemocy, silenia się na próżno i, o zgrozo, największym wrogiem muzyki... pierdoloną nudą. Mimo tego muzycy Satyricon odcisnęli swego czasu na mojej psychice tak silne piętno, że kupuję te ich płyty. Ponarzekam, popierdzę sobie w kącie, wyżyję się na kocie, przypalę jajecznicę i wyczekuję z nadzieją kolejnej... już nawet nie takiej, jaką sobie wymarzyłem (do "Rebel Extravaganza" włącznie). Po prostu lepszej, takiej, na jaką duet z Oslo z pewnością stać.

W tym miejscu do wrót tego przydługiego wstępu kołacze jego bohater - "Deep Calleth Upon Deep" via Napalm Records, za tzw. moich czasów gnojonej stajni, której katalog obecnie pyszni się dużymi nazwami i przybiera rozmiary piekłoskłonu. To, wraz z okładką podebraną z twórczości Edvarda Muncha, jakoś nie zapowiadało rewelacji, bo pewien byłem, że na dzień dobry zacznie się dyskusja nie na temat muzyki, a raczej ryzykownego zabiegu umieszczania szkicu sławnego Norwega na froncie płyty. Nie myliłem się. Kiedy jednak już wszyscy w kraju przestali sobie nadawać od ignorantów i upośledzonych, głos zabrały single i wciąż jakoś super się nie robiło. Kawałek tytułowy, zarzucony na dzień dobry, jednych rozśmieszył riffem i znanym z poprzedniej płyty zawodzeniem ugodzonego w krocze samca w tle, innych zaś uwiódł od razu przebojowym zacięciem. Ja ulokowałem się gdzieś w środku stawki, czyli niebezpiecznie blisko słuchowego ośrodka wydalniczego. Może być, ale nie musi. Jest na tyle intrygujący, ale i "poprawny politycznie", że nawet jeżeli nie zachęca do sięgnięcia po całość, to z pewnością od takiego pomysłu nie odwodzi, i dobrze, bo tam bywa już dużo ciekawiej.

Satyricon przede wszystkim zaskoczył mnie królewskim wręcz otwarciem tej płyty i już tutaj sobie stwierdzę, że gdyby tak wyglądała jej całość, byłby to mój krążek 2017 roku. "Midnight Serpent", o którym mowa, zdecydowanie zabija. Takiego impetu, jadu, naporu, Satyr nie produkował od czasów przecinających oś "Rebel Extravaganza" - "Volcano". Doskonały, kaskadowy riff rozprowadza monumentalne, kąsające zwolnienia, a oczyma podświadomości wręcz widzę sceny biczowania dźwiękiem i chlastania po ryju. Wspaniałości. Dalej już tak różowo nie jest, bo zaczyna się dobrze znany, satyriconowe mamejowanie. Na serio, konkretne zagrywki "Blood Cracks Open The Ground" rozbiegają się melodyjką rodem z niedzielnego przeglądu wydarzeń rolniczych telewizyjnej jedynki. Kiedy już człowiek zaczyna machać banią, zaraz potyka się o jakieś grabie i tak w kółko. "To Your Breathren In The Dark" to z kolei przykład, jak mogłaby brzmieć poprzednia płyta, "Satyricon", gdyby doszczętnie nie pozbawiono jej brzmieniowych jaj. Tutaj patos nie służy już podniosłemu ululaniu do pościeli, jeno rzeczywiście marszczy brew na wojowniczym czole. Być może brakuje temu numerowi jakiegoś kulminacyjnego, znamiennego momentu, ale i tak wypada klawo w zestawieniu z koszmarnym "The Ghost Of Rome". Tam już muzyczny jarmark goni Pana Sławka Świerzyńskiego i jego Bayer Full, w kolejnych relacjach z podróży po południowo zachodnich prowincjach Republiki Chin. Takie jaja z pogrzebu ze skrzeczanym wokalem. Typowy wypełniacz, który zdaje się ma znów uratować wyjec Caligula w tle.

Całe szczęście wykończenie "Deep Calleth Upon Deep" jest już prawie całkowicie mistrzowskie. Co ciekawe, za urywacza głowy robi pierwej najbardziej eksperymentalny w stawce "Dissonant", w którym rwane ciosanie żyletek gitar doskonale współgra z saksofonami pożyczonymi z płyt kumpli po fachu, czyli Ihsahna i jego pomagierów z formacji Leprous. Już zupełnie klasycznie, staroszkolnie i blackmetalowo poprawia najdłuższy "Black Wings And Withering Gloom", wypełniający świetnie dwudziestokilkuletnią lukę, wynikającą z braku w "nowszym" repertuarze takich kawałków, jak pomnikowy "Mother North". Na do widzenia Satyricon macha jeszcze pięcioma minutami "Burial Rite", który zrobi dobrze fanom takich tytułów, jak "To The Mountains", i to byłoby na tyle.

"Deep Calleth Upon Deep" jest jedną z tych dziwnych płyt, do których trudno się ustosunkować. Mimo pozornej prostoty potrzebowałem sporo czasu, żeby ją odpowiednio przetrawić i nie przypierdolić Norwegom zbyt pochopnie. Już nieraz mnie zawiedli, najbardziej chyba przy okazji "Self-titled album", którego kazali mi słuchać tak długo, aż zajarzę, a jak się okazało jarzyć to tam nie ma czego. Gdybym sam założył kaptur i przyłbicę, celując tylko w wąski korytarz twórczości Satyricon, to mogę spokojnie napisać, że to ich najlepsza płyta przynajmniej od "Now Diabolical", ale wciąż nic specjalnego. Są na niej ze cztery kompletnie zwalające z kulasów kawałki, trzy średniawe i jeden zupełnie żenujący. Po odsłuchu takiego "Midnight Serpent" wciąż stoję na stanowisku, że to czyste napierdalanie wychodzi temu duetowi nie tylko najlepiej, ale i na zdrowie. Korciło mnie, żeby z sentymentu dać wyższą ocenę, ale to byłoby zdecydowanie przeważenie zawartości tej płyty. Potencjał złota jest, ale póki co - na doskonały mini album. Z pewnością cieszy fakt, że po tylu latach grania zespół daleki jest od artystycznego zgonu. A na żywo? Cóż, na żywo wciąż więcej, niż tylko daje radę.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Satyricon "Deep Calleth Upon Deep"
makrowacław (gość, IP: 83.26.245.*), 2018-04-07 22:36:39 | odpowiedz | zgłoś
Płyta może i taka sobie, za to recka, jak to u Megakruka w najlepszych czasach! Zdecydowanie "żażatko" pisze recenzje. BTW. Czy w "przekłuć włócznie" nie powinno być "przekuć włócznie"? Czepialstwo, ale poza tym recka miodzik :)
re: Satyricon "Deep Calleth Upon Deep"
Szamrynquie
Szamrynquie (wyślij pw), 2018-04-01 20:18:37 | odpowiedz | zgłoś
Dla mnie to świetna płyta. Od tytułowego kawałka do końca praktycznie bez potknięć jadą. Najciężej przyzwyczajałem się do brzmienia, o wiele suchszego niż na poprzednim albumie. Choć pasuje do surowej okładki i w sensowną całość się to składa.
re: Satyricon "Deep Calleth Upon Deep"
bazyliszek55 (gość, IP: 83.26.245.*), 2018-03-26 20:13:20 | odpowiedz | zgłoś
ghost of rome jest najlepszy na tej płycie,to miał być hit,ale niektórzy nie zajarzyli hehehe
re: Satyricon "Deep Calleth Upon Deep"
bandrew78
bandrew78 (wyślij pw), 2018-03-25 22:48:15 | odpowiedz | zgłoś
Recenzja skłoniła mnie do dania temu albumowi kolejnej szansy, bo wcześniej się już od niego odbiłem. Niestety nadal jestem na nie. Z tej płyty wylewa się wszechogarniająca nuda, tak jak i z poprzedniej. Słucham, przysypiam, słucham, po zakończeniu czuję ulgę, że mogę wreszcie puścić coś fajnego, po chwili prawie nic z tego albumu nie pamiętam. Na poprzedniczce przynajmniej były "Phoenix" i "Nekrohaven", to nie były dobre numery, ale zostawały w głowie (niepokojąco zostawały w głowie, nawet gdy człowiek chciał o nich jak najszybciej zapomnieć:)) a tu nic, zero. Naprawdę się dziwię, że ten album dostał od Kruka o punkcik więcej od takiego "Now, Diabolical" i chyba wielu ludziom się podoba, bo ja nie czuję go zupełnie.
re: Satyricon "Deep Calleth Upon Deep"
KajaK
KajaK (wyślij pw), 2018-03-26 18:47:09 | odpowiedz | zgłoś
Ja mam podobnie. W moim przypadku pierwsze podejście zakończyło się gdzieś w połowie płyty. Po rewelacyjnym koncercie w Krakowie spróbowałem ponownie i było odrobinę lepiej, ponieważ dosłuchałem album do końca i nawet spodobał mi się tytułowy numer. Generalnie dałem sobie jednak spokój. Po przeczytaniu recenzji męczę tę nieszczęsną płytę dość często, ale raczej nie spodziewam się nagłego olśnienia pod wpływem być może ukrytego geniuszu "Deep Calleth Upon Deep". Tak było choćby z "Rebel Extravaganza", której przez lata zwyczajnie trawiłem.
re: Satyricon "Deep Calleth Upon Deep"
HellBach (gość, IP: 162.255.193.*), 2018-03-25 00:19:10 | odpowiedz | zgłoś
Napewno dolaczam do grona braci ktozy witaja pana Kruka z powrotem na lamach rocka i metalu po polsku. A co do plyty, to juz sie wypowiedzialem gdy wypuscili pierwsze dwa zwiastuny. Straszna to kicha. Myslalem ze reszta moze sie opbroni, ale nic z tego. Niestety, ale Satyricon zaczyna zjadac swoj wlasny ogon. Z ostatnich trzech plyt mozna bylo okroic tyle zbednego materialu zeby wyszedl jeden dosyc dobry krazek.
re: Satyricon "Deep Calleth Upon Deep"
necronom (gość, IP: 37.47.13.*), 2018-03-24 23:32:17 | odpowiedz | zgłoś
Recenzja ta jest przykładem typowo subiektywnej oceny, więcej mówi o recenzencie niż o płycie. To coś w rodzaju: nie podoba mi się, nie grają tak, jak bym chciał, ale ocenię. Samo to, że ocenia, świadczy już, że żywo go zainteresowała ta średnio oceniona płyta. Albowiem nie poświęcił by swego cennego pewnie czasu, aby oceniać coś, co ma głęboko w 4L. Częstochowska, nie podoba się, zostawić, olać. Po co posać takie farmazony? To jeden z lepszych albumów mainstreamowego BM ostatnich 3 lat. Świetna, przemyślana, doskonale zgrana. Zabierałem w jej temacie już głos, więc nie będę sie powtarzał. Zirytował mnie recenzent, ale może to właśnie miał na celu szanowny recenzent, zirytować. Brawo, udało się. Przy okazji, fajnie, że zrecenzował, bo można kliknąć. Klikam 10.
re: Satyricon "Deep Calleth Upon Deep"
Nekromantikk (gość, IP: 109.231.51.*), 2018-03-25 12:21:14 | odpowiedz | zgłoś
Recenzje z reguły są materiałami subiektywnymi. Oceniający wypowiada własne zdanie, a nie całego narodu polskiego. Tak więc po co pisać farmazony? Ano pewnie po to, że akurat tak myśli o tej, tu się narażę, przeciętnej płycie, nie kryje się z tym i ma argumenty, by to logicznie poprzeć. Recenzje są nie tylko od tego, by bić pokłony. I wreszcie, recenzent Cię zirytował? A czym pytam? Tym, że śmiał mieć zdanie inne od Twojego? Zabawne... Z gustem jest jak z dupą, każdy ma swoją i myślę, że warto to uszanować, a nie irytować się, że ktoś myśli i odczuwa inaczej. Warto dyskutować w komentarzach, ale wkurwianie się na inne wrażenia co do płyty jest niezwykle, no właśnie, jakie? Choćby skały srały, musi być po mojemu :)
re: Satyricon "Deep Calleth Upon Deep"
HellBach (gość, IP: 162.255.193.*), 2018-03-25 15:09:09 | odpowiedz | zgłoś
Czyli jestes "podirytowany" tym ze pan recenzent ma inny, dodajmy ze subiektywny, poglad na temat plyty. A ze szanowny pan mysli ze Deep... jest majstersztykiem ktory wejdzie do kanonu kazdego black-metalowca. Ktora za 15-scie lat bedzie uznawana jako kultowa i na rowni z powiedzmy 'De Mysteriis...", "A Blaze...", lub "Anthems to..." i nie posiadanie jej bedzie sie rownalo zeslaniem na Sibir. To wszystko nie znaczy ze ktos moze miec inne zdanie na powyzszy temat. Ja sie zgadzam z Krukiem, plyta jest po prostu nudna, a dalem jej pare obrotow. Dodajmy ze panowie WonGraven i Satyr zapeniali ze tym krazkiem otworza nasze umysly na zupelnie inne granie z pod znaku Satyricon. A jak dla mnie, panowie nagrywaja juz ta sama plyte po raz 4-ty. Takze nie wsciekaj sie ze ktos moze miec inne zdanie na ten temat. Jesli myslisz ze recenzent nie ma dobrych argumentow zeby dac tej plycie tylko 7 to do roboty! Zawsze mozesz sam sklecic pare slow i dac swoje argumenty dlaczego twoim zdaniem powinno byc 10. Z calym szacunkiem, pozdrawiam.
re: Satyricon "Deep Calleth Upon Deep"
HellBach (gość, IP: 162.255.193.*), 2018-03-25 20:55:29 | odpowiedz | zgłoś
Oczywiscie mialo byc WonGraven i Frost. WonGraven i Satyr troche dziwnie brzmi, hehe
« Nowsze
1