zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 6 lipca 2020

recenzja: Soup "Remedies"

26.05.2020  autor: Meloman
okładka płyty
Nazwa zespołu: Soup
Tytuł płyty: "Remedies"
Utwory: Going Somewhere; The Boy And The Snow; Audion; Sleepers; Nothing Like Home
Wykonawcy: Espen Berge - instrumenty perkusyjne; Erlend Aastad Viken - wokal, instrumenty klawiszowe; Orjan Jensen Longnes - gitara, saksofon, instrumenty klawiszowe; Jan Tore Megard - gitara basowa
Wydawcy: Crispin Glover Records
Rok wydania: 2017
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

W przeciwieństwie do wydawnictw wielu zespołów, które znam i których twórczość śledzę - na tę płytę nie czekałem. Nie mogłem, bo jeszcze niedawno nie znałem tej norweskiej grupy. Dopiero podczas jedenastej edycji "Ino-Rock" (2018) usłyszałem ich po raz pierwszy, no i... szczęka mi opadła. Soup nie jest debiutantem. Początki twórczości to rok 2004, a "Remedies" jest piątym albumem w dorobku formacji i został wydany w 2017 roku.

Krążek zawiera tylko pięć nagrań o łącznym czasie trwania niewiele ponad czterdzieści dwie minuty. To cztery rozbudowane kompozycje przedzielone dwuminutowym instrumentalnym kawałkiem. Muzyka na tym albumie fascynuje i wciąga swym niesamowitym klimatem progresywnego rocka i jego okolic. Nawet czasami może się wydawać, że już coś podobnego kiedyś w przeszłości słyszeliśmy, ale bez wątpienia zdecydowanie inaczej. Jedno jest tu najważniejsze - formacja opiera się na brzmieniu zespołowym, czyli cała moc twórcza skierowana jest na harmonię poszczególnych instrumentów i wokalu. Kompozycje w większości są łagodne i płynne w swej konstrukcji, praktycznie bez wyróżniających się partii solowych.

Na otwarcie stawki w "Going Somewhere" mamy gitarę akustyczną i nostalgiczny śpiew oraz łagodne pasaże na klawiszach przechodzące w mocniejsze frazy gitar elektrycznych. Kolejny utwór, "The Boy And The Snow", ma dwie odsłony, które się przeplatają. Pierwszą spokojną, z pianinem i subtelnym wokalem, oraz drugą dynamiczną - gitarową, o pełnym brzmieniu. Wspomniany już instrumentalny "Audion" to solo na kościelnych organach. Najważniejszym numerem na albumie jest wyśmienita ponad trzynastominutowa kompozycja "Sleepers", która momentami nawiązuje do twórczości Pink Floyd ("Echoes") i Archive ("Again") oraz nazwą przypomina legendarne nagranie ekipy Galahad z 1995 roku. Być może ta zbieżność nie jest przypadkowa, tego akurat nie wiem. Na koniec słyszymy balladę "Nothing Like Home" z kapitalnym melodyjnym motywem w finale i z gościnnym udziałem dętego instrumentu zwanego flugabone (można opisać go jako połączenie trąbki i tuby).

Wydawnictwo przyciąga także niesamowitą okładką, na której widnieje twarz człowieka pokryta jakby potokami lawy wulkanicznej. Bardzo dobra płyta Norwegów, zawierająca charakterystyczne dla Skandynawii elementy tajemniczości i mistyki, co odróżnia ją od tradycyjnego nurtu rocka progresywnego.

Komentarze
Dodaj komentarz »