zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 10 grudnia 2019

recenzja: Glenn Tipton "Baptizm Of Fire"

23.04.1997  autor: Sinner
okładka płyty
Nazwa zespołu: Glenn Tipton
Tytuł płyty: "Baptizm Of Fire"
Utwory: Hard core; Paint it black; Enter the storm; Fuel me up; Extinct; Baptizm of fire; Healer; Cruise control; Kill or be killed; Voodoo brother; Left for death
Wykonawcy: Glenn Tipton - gitara, wokal
Rok wydania: 1997
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 5

Mija siedem lat od momentu, kiedy Judas Priest wydali swój ostatni album "Painkiller", siedem lat, przez które tysiące fanów na całym świecie czekało na na nowe arcydzieło "Bogów Metalu". Niektórym może się wydawać, że sa to lata zmarnowane. Tak jednak nie jest... przynajmniej dla genialnego gitarzysty Judas...

To, jak wielkim talentem jest Tipton, możemy się przekonać na jego debiutanckim albumie. Glenn Tipton: "Świetny gitarzysta powinien nie tylko wygrywać znakomite solówki, popisywać się błyskotliwymi trikami technicznymi, ale powinien także być doskonałym kompozytorem..." Zgadzam się z Tiptonem w stu procentach... ten album zawiera wszystko to, co gitarzysta wymienił powyżej.

Piosenka po piosence:

"Hard core" - ciekawe intro, niezły riff i... zaskoczenie: ktoś tu do cholery śpiewa. Po chwili okazuje się, że to Tipton postanowił zrobić Halfordowi konkurencję. Przyznam się, że oczekiwałem albumu instrumentalnego i kiedy usłyszałem głos Glenna, czułem się lekko zawiedziony. Jednak gitarzysta Priest wykonał wszystkie partie wokalne na tym albumie bardzo poprawnie i "Hard core" nie jest tu wyjatkiem. 3+

"Paint it black" - jeszcze jedna wersja (tym razem thrashowo-punkowa) słynnego utworu Rolling Stones. Bardzo podoba mi sie brzmienie głosu i gitary Tiptona... Utwor ten spodoba sie kazdemu!!! 3+

"Enter the storm" - no i żarty sie skończyły... Spokojne intro, coś w stylu kapel z Seattle, a po chwili rozpętuje się prawdziwa burza... Tipton swym wyciem powoduje szybsze bicie serca u fanow Pantery, do tego fantastyczne solo i dobra praca bębnów....w sumie: 5-

"Fuel me up" - prawdę mówiąc, jest to utwór, który mnie niczym nie porwał (podobnie jak "Cruise control"). Ciężkie riffy, jednostajne tempo i przeciętny wokal - w porównaniu do innych kompozycji nie zachwyca. Brzmi to solidnie i trochę jak w dobrze rozpędzonej maszynie... Bez fajerwerków, ale też bez wstydu. 3-

"Extinct" - ulubiony utwór mojego 28-letniego kumpla. Coś dla ludzi, którzy poszukują w muzyce czegoś więcej niż tylko ciężkiego grania. Właściwie utwór ten jest pod każdym względem znakomity... do maksymalnej noty brakuje tu tylko wokalu Halforda... 5-

"Baptizm of fire" - arcydzieło... Jedyny instrumentalny utwór na tej płycie... prawdziwa perła w koronie. Cozy Powell i Billy Sheehan popisują się swoimi wspaniałymi umiejętnościami technicznymi (szczególnie Sheehan gra fenomenalnie), wspomaga ich Don Airey (organy kościelne w środku utworu), ale to jedynie tło w porównaniu do tego, co Glenn Tipton wyprawia z gitarą... Jego gitarowe popisy zapierają dech w piersiach... każdym dźwiękiem udowadnia, że należy mu się tytuł "Wirtuoza Gitary"... Jest to najlepszy instrumentalny utwór, jaki kiedykolwiek słyszalem... ten utwór jest wybitny... 5+

"Healer" - w utworze tym swoje "trzy grosze" dorzuca legendarny basista The Who John Enthwistle. Wszystko jest tu na swoim miejscu: wokal, solówka i ciężkie riffy, które podobają mi się bardzo... Ten utwór doskonale będzie sprawdzał się na koncertach jako "pierwszy"... Szanse na zobaczenie Tiptona "live" będziemy mieli jednak dopiero po wydaniu jego drugiej płyty, która zapowiedziana jest po zakończeniu "Jugulator World Tour". 4+

"Cruise Control" - jest to utwór w zasadzie dla miłośników metalu alternatywnego, ja osobiście nie przepadam za tym gatunkiem muzyki. Poza tym brakuje mi w tym utworze solówki z prawdziwego zdarzenia, dlatego ocenie ten song na: 3-

"Kill or be killed" - killer... Gdy usłyszałem ten utwór po raz pierwszy, od razu przypomniały mi sie czasy "Defenders of the faith" i "Freewheel burning"... Wysoka tonacja głosu Tiptona przypomina mi trochę wokal Halforda, utwór ten mógłby śmiało być jeszcze jedna speedowa kompozycja Judas... a ja takie uwielbiam! 5-

"Voodoo brother" - w utworze tym oprócz Tiptona śpiewa wokalista Ugly kid Joe, właściwie to wspomaga go w refrenie... Ciężko mi sklasyfikować ten utwór, a to z powodu bardzo oryginalnego brzmienia gitar. Tipton popisuje się również kilkoma efektownymi zagrywkami technicznymi, co czyni ten utwór jeszcze ciekawszym. 4-

"Left for death" - jedyna ballada na tej płycie, umieszczona tu, aby podbić radiowe listy przebojów... przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie. Utwór ten przypomina mi trochę kompozycje Extreme czy Bon Jovi. Jest jednak jedna rzecz, która wyróżnia go od "balladowych masowek", mianowicie Glenn gra tu na banjo!!! 3+

W sumie debiutancki album gitarzysty Judas Priest może zachwycić różnorodnością prezentowanego materiału oraz jego doskonałym wykonaniem. Tipton po raz kolejny udowadnia, że jest jednym z najbardziej kreatywnych i wpływowych instrumentalistów w muzyce rockowej. Udowadnia też, że jest jednym z najlepszych gitarzystów, stąpających po naszym globie.

Komentarze
Dodaj komentarz »
5/10?!
oldsmugg (gość, IP: 83.24.89.*), 2008-03-11 22:24:15 | odpowiedz | zgłoś
Jakim cudem,po tak dobrej recenzji ta płyta dostała tylko 5/10?Myślę,że autorowi skala ocen pomyliła się z sześciostopniową,proponuję zmienić ocenę na odpowiednią:)

Oceń płytę:

Aktualna ocena (85 głosów):

 
 
76%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Którą kuchnię lubisz najbardziej?