Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
90% |
| liczba ocen: |
267 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Anathema "Eternity"
|
Nazwa zespołu: Anathema
Tytuł płyty: "Eternity"
| Utwory: |
Sentient; Angelica; The Beloved; Eternity part I; Eternity part II; Hope; Suicide Veil; Radiance; Far Away; Eternity part III; Cries On the Wind; Ascension |
| Wykonawcy: |
John Douglas - instrumenty perkusyjne; Duncan Patterson - gitara basowa; Daniel Cavanagh - gitara; Vincent Cavanagh - wokal, gitara |
Wydawcy: Metal Mind Productions / Music For Nations
Rok wydania: 1996
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
Chyba nikt do końca nie wiedział, w jakim kierunku pójdzie Anathema
po niewątpliwie przełomowej płycie "The Silent Enigma". To właśnie
tam po raz pierwszy Vincent wystąpił w roli wokalisty, a i sama muzyka
przeszła pewną metamorfozę. Przypuszczeń i domysłów było całe mnóstwo,
ale żadne z nich tak naprawdę nie było prawdziwe. Brytole zaskoczyli
ponownie. Kolejny raz zamknęli usta tym wszystkim, którzy skazali ich
na zagładę po odejściu Darrena.
"Eternity"... album niezwykle urzekający i... kontrowersyjny. Dla jednych
to potworne nudziarstwo, dla innych Absolut i niedoścignione piękno. Po
nieco surowej jeszcze "The Silent Enigma" Anathema stworzyła prawdziwie
głęboką i mistyczną płytę. Nie da się ukryć - płytę bardziej wyłagodzoną,
wysublimowaną, często wręcz delikatną i spokojną. Wielu doszukuje się tu
ducha Pink Floyd. Przyznać trzeba, że porównania (a raczej skojarzenia) te
mają sens, faktycznie bowiem "Eternity" pozostaje pod jakimś tam wpływem
floydowskiej atmosfery. Nie bez znaczenia jest zresztą cover "Hope",
"wyrwany" właśnie z repertuaru tegóż zespołu. Nie można jednak zarzucać
Brytolom ani kopiowania, ani podążania w stronę komercji. Bo wbrew pozorom
"Eternity" do łatwych, szybko przyswajalnych, albumów nie należy. Owszem,
muzyka go wypełniająca nie brzmi już tak ciężko i szaleńczo jak w
przeszłości. Poza charakterystyczną anathemową atmosferą (która odczuwalna
w tych dźwiękach była zawsze), nie przypomina nawet "Enigmy". Jednak
osobisty wkład w powstanie tego dzieła nie pozwala przejść obok niego
obojętnie. Czuje się bowiem - zarówno w dźwiękach, jak i poruszających
tekstach - szczerość i zaangażowanie. Muzycznie "Eternity" lokalizuje
się gdzieś między metalem klimatycznym, a rockiem progresywnym. Trochę tu
nawet psychodelii. Na pewno na podziw zasługują śliczne solówki gitarowe
(brawo Danny!). To właśnie one w dużym stopniu kształtują niepowtarzalny,
trudny do podrobienia i pomylenia, styl Anathemy. Urzec mogą delikatne,
nostalgiczne klawisze (szczególnie "Sentient" i "Ascension") i kojące
gitary akustyczne ("Suicide Veil", "Angelica"). Na pewno zaskakuje
wokal Vincenta - pełen uczucia i ekspresji. Może balansujący jeszcze
na granicy fałszu, lecz jakże emocjonalny i naturalny. I w sumie to
liczy się niekiedy o wiele bardziej niż "zaprogramowana" technika i
zawodostwo. Wszystkie te elementy okryto całunem piękna, tęsknoty i
smutku. Połączone w jedną całość momentalnie hipnotyzują i uzależniają.
Może to nie "The Silent Enigma", a "Eternity" był tym przełomowym
krążkiem Brytoli? Obcując z kolejnymi dziełami, trudno nie oprzeć się temu
wrażeniu. To chyba właśnie ten album wskazał im drogę, po której do dziś
kroczą. Piękno, głębia, smutek, ból... Szczerość, emocje, pasja... Niby
to takie proste, a jednak tak niewielu potrafi naprawdę wzruszyć.
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
Niesamowita płyta
mariano (gość, IP: 80.50.238.*), 2009-11-27 14:20:08
| odpowiedz | zgłoś
fantastyczna kapela i jej urzekające klimaty, polecam
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|