Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
78% |
| liczba ocen: |
788 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Behemoth "The Apostasy"
|
Nazwa zespołu: Behemoth
Tytuł płyty: "The Apostasy"
| Utwory: |
Rome 64 C.E.; Slaying The Prophets Ov Isa; Prometherion; At The Left Hand Ov God; Kriegsphilosophie; Be Without Fear; Arcana Hereticae; Libertheme; Inner Sanctum; Pazuzu; Christgrinding Avenue |
| Wykonawcy: |
Nergal - wokal, gitara; Orion - gitara basowa; Inferno - instrumenty perkusyjne; Seth - gitara |
Wydawcy: Mystic Production
Rok wydania: 2007
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7
No i stało się... Behemoth po raz pierwszy w swojej karierze
stanął w miejscu, nie dokonał jakościowego skoku, co więcej
rozpoczął powolny proces pożerania własnego ogona. Wielu zapewne
oburzy się na to stwierdzenie: "A chóry? A dęciaki? Tego jeszcze
nie było!" zakrzykną w (nie)świętym oburzeniu. I będą mieli
rację. Niestety tylko częściowo... Na płycie faktycznie sporo
się dzieje, są to jednak działania pozorne, tak naprawdę nie
wnoszące niczego nowego. To tylko nowy, kolorowy i przyciągający
uwagę lukier na, nie pierwszej świeżości, zakalcowatym
cieście. Słuchając "The Apostasy" nie można się oprzeć
wrażeniu, że wszystko to już jednak gdzieś było, wszystko
już gdzieś słyszeliśmy, że Gdańszczan dopadł w końcu
"syndrom Vadera", objawiający się nagrywaniem płyt wprawdzie
doskonałych pod względem wykonawczym i brzmieniowym, jednak
pozbawionych tego nieuchwytnego "czegoś", co odróżnia arcydzieła
od sprawnego rzemiosła.
Oczywiście nie jest to płyta słaba. Jest jak przystało na
Behemoth perfekcyjnie zagrana, porywa potężnym brzmieniem i
doskonałą produkcją, jednak już na poziomie kompozytorskim,
jeśli nie zawodzi zupełnie, to przynajmniej pozostawia spory
niedosyt. Wszystko, począwszy od poszczególnych riffów, a na
konstrukcji kawałków kończąc, otwiera w głowie słuchacza
szufladki z odniesieniami do poprzednich dokonań grupy, zwłaszcza z
okresu "Demigod" i "Zos Kia Cultus". Być może dzieje się tak
również za sprawą produkcji, mocno zbliżonej do tej z
poprzedniego krążka gdańskiej formacji, choć w moim odczuciu
nieco słabszej. Pewną oryginalność wykazuje właściwie
jedynie utwór "Inner Sanctum", lecz dzieje się tak głownie ze
względu na mocno wyeksponowaną w tym kawałku obecność
gościnnie występujących muzyków: genialnego jazzowego pianisty
Leszka Możdżera oraz znanego z formacji Nevermore wokalisty Warrela
Dane'a... Przy tej okazji dochodzimy do jednego z największych
mankamentów płyty, jakim jest wokal Nergala, tym razem zadziwiająco
słaby, jednowymiarowy i nużący, jakże różny od
fantastycznych partii, jakimi raczył nas frontman Behemotha na
poprzednich wydawnictwach.
By jednak nie wprowadzić słuchacza w błąd słów kilka o
plusach. Jak zwykle nie zawodzi Inferno, siejący zniszczenie za
pomocą swojego zestawu perkusyjnego, wybijając ultraszybkie rytmy z
iście nieludzką prędkością i precyzją. Nie rozczarowują
gitary, choć riffom daleko do maestrii tych pochodzących chociażby
z "Thelema 6", a solówki nie dorównują świeżością i
oryginalnością popisom z "Demigod". Teksty napisane przez Nergala do
spółki z Krzysztofem Azarewiczem, jak zwykle trzymają poziom i
wprowadzają odpowiedni klimat, a wizerunku całości dopełnia,
tradycyjnie już niesamowicie dopracowana i przemyślana oprawa
graficzna (nie byłbym jednak sobą, gdybym nie dodał, że sam motyw
zdobiący okładkę niespecjalnie mi się podoba).
Gdybym nie znał i aż tak bardzo nie cenił wcześniejszych dzieł
Behemotha, pewnie dałbym "The Apostasy" znacznie wyższą notę.
Dopóki bowiem rozpatruje się ten materiał w oderwaniu od
poprzednich dokonań grupy, robi on na słuchaczu jak najlepsze
wrażenie. Wystarczy jednak zmienić punkt odniesienia poprzez
odwołanie się do poprzednich krążków i natychmiast pojawiają
się uwagi i wątpliwości. Wychodzi niestety na jaw pewna
wtórność i schematyczność płyty, jej słabość w
porównaniu do genialnych poprzedniczek.
Z pewnością większość fanów gdańskiej formacji nie zgodzi
się z tezami zawartymi w tej recenzji i wcale nie będę miał im
tego za złe. Każdy ma bowiem prawo do własnej opinii. Recenzja to
jednak dość specyficzny gatunek, z założenia subiektywny i
odzwierciedlający jedynie poglądy piszącego, niezależnie od
tego, czy są one dla większości wygodne, czy nie. Zapewniam
jednak, że akurat tym razem nie jestem w swoich sądach całkowicie
odosobniony...
autor: Zagreus
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
Niestety...
po 4 latach gdy emocje już opadły stwierdzę tylko - świetne, najlepsze w ich karierze brzmienie bębnów. Ogół materiału jednak przepompowany i przegadany. W sumie nie więcej niż 6/10. Następca przynajmniej o punkt lepszy.
|
| |
Apostazja
jotunblod (gość, IP: 82.177.224.*), 2010-08-05 13:31:57
| odpowiedz | zgłoś
Tak, tak i jescze raz tak."The Apostasy" jest wtórna i bez wyrazu.Prawdę mówiąc "Evangelion" jest niewiele lepsza... Słucham sobie właśnie nowego Lost Soul i zachodzę w głowę dlaczego to właśnie wrocławianie nie święcą teraz największych triumfów. Z której strony by nie przyłożyć ucha Lost Soul są nieporównywalnie potężniejśi niż Behemoth kiedykolwiek był. Albo choćby Azarath...Co za siła, co za klimat! Nie, nie łapie fenomenu Behemoth.
|
| |
re: Apostazja
Owczur_ (gość, IP: 195.38.12.*), 2010-08-05 16:02:58
| odpowiedz | zgłoś
A moim zdaniem Lost Soul sa slabi, i zupelnie nie czaje jarania sie ta ich nowa plyta, ale moze to kwestia tego ze jakos nie jestem zapalonym death metalowcem, za to Behemoth najnowszy mnie miazdzy :]
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|