zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 26 czerwca 2019

recenzja: Led Zeppelin "II"

31.10.2007  autor: Kajetan Pawełczyk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Led Zeppelin
Tytuł płyty: "II"
Utwory: Whole Lotta Love; What Is And What Should Never Be; The Lemon Song; Thank You; Heartbreaker; Living Loving Maid (She's Just A Woman); Ramble On; Moby Dick; Bring It On Home
Wykonawcy: Jimmy Page - gitara; Robert Plant - wokal, harmonijka; John Paul Jones - gitara basowa, organy; John "Bonzo" Bonham - instrumenty perkusyjne
Rok wydania: 1969
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

Jakieś dziwne psychodeliczne dźwięki, odgłosy szczytowania, zawodzenia gitary i nagle kanonada perkusji, a zaraz po niej sekwencja znakomitych solowych zagrywek Page'a. Każdy, kto choć raz słuchał legendarnej audycji Piotra Kaczkowskiego "Mini-Max" z pewnością zna ten motyw doskonale. To najbardziej rozpoznawalny i chyba najlepszy fragment pierwszego utworu na płycie "Led Zeppelin II" - jednym z kamieni milowych muzyki rockowej.

Brytyjczycy nagrali ten album zaledwie kilka miesięcy po wydaniu debiutu, dzięki któremu wdarli się na szczyty list przebojów (co w roku 1969 nie było obciachem, jakim jest dzisiaj). I w opinii wielu krytyków i fanów "Dwójką" przebili "Jedynkę". Ja co prawda nie zgadzam się z tą opinią, nie zmienia to jednak w niczym faktu, że "Led Zeppelin II" jest krążkiem genialnym. Dziewięć kompozycji, opartych luźno na chicagowskim bluesie, jednak skrzących oryginalnością i świeżymi pomysłami, brawurowo wykonanych i wyprodukowanych przez samego Jimmy'ego Page'a w sposób nieosiągalny dla dzisiejszych speców od brzmienia.

Zaczyna się od "Whole Lotta Love", które prócz części wspomnianej już we wstępie zawiera jeden z lepszych riffów lat 60-tych. Robert Plant śpiewa o miłości cielesnej i robi to w sposób tyleż sugestywny, co przekonywający. Potem następuje "What Is And What Should Never Be", oparta na schemacie (wtedy jeszcze nie eksploatowanym tak, jak w latach późniejszych) spokojna zwrotka - ostry refren. Kompozycja pod koniec nabiera jeszcze większej dynamiki, dzięki prostym dźwiękom granym przez gitarzystę i wysokiemu śpiewowi frontmana. Trzecia kompozycja to intrygujący blues "Lemon Song" z mocno wyeksponowanymi partiami gitary basowej autorstwa Jonesa, który gra bardzo swobodnie i niekonwencjonalnie. Tematyka tekstów się nie zmienia: "Squeeze me baby, until the juice runs down my leg". Później jest spokojna ballada "Thank You", z dźwiękami organów, piękną solówką i słowami opowiadającymi i tym razem o sile miłości, ale tej bardziej duchowej. Dalej "Heartbreaker" - klasyczny hardrockowy kawałek ze znakomitym riffem, który zna chyba każdy fan muzyki. Szósta piosenka to motoryczny "Living Loving Maid", nawiązujący do "Communication Breakdwon" z debiutu. Po nim - "Ramble On", podobny pod względem konstrukcji do "What Is And What Should Never Be", z folkowymi zwrotkami, mnóstwem akustycznych gitar i tolkienowskimi tekstami. Przedostatni utwór to "Moby Dick", w większości wypełniony perkusyjnym solem Bonhama, które nie jest może specjalnie efektowne, ale z pewnością interesujące i nietuzinkowe (zwłaszcza że perkusista zamiast pałeczek użył gołych dłoni). Album zamyka klasyczny bluesowy "Bring It On Home". Plant gra na harmonijce i śpiewa zupełnie nie w swoim stylu, imitując bardziej wokalistów murzyńskich. Jednak w połowie piosenka zmienia się w bardzo zeppelinowy hard rock, by na koniec znów powrócić do czystego bluesa.

Te dziewięć kompozycji zdefiniowało niejako nowy styl w rocku i stało się niewyczerpanym źródłem inspiracji dla kolejnych pokoleń muzyków. I tylko szkoda, że Led Zeppelin już nigdy nie zbliżyli się do osiągniętego tu poziomu...

Komentarze
Dodaj komentarz »
Mocne słowa :-)
TomekG (gość, IP: 213.227.67.*), 2009-10-15 14:21:29 | odpowiedz | zgłoś
Mocne słowa, że nie zbliżyli się już do tego poziomu. Zbliżyli się, a w niektórych momentach go przewyższyli. Led Zeppelin III jest na b. dobrym poziomie, tylko że jest inne. O czwórce chyba szkoda pisać, bo już wszystko o niej zostało napisane. Początek końca to Houses Of The Holy. Gdzie naprawdę dobrych rzeczy całościowo jest już niewiele w porównaniu z wcześniejszymi płytami. Więcej jest dobrych pojedynczych momentów w utworach. W Physical graffiti Zepellini osiągają jeszcze wysoki poziom( I część płyty) Presence broni się swoja surowością, a potem jest koniec ;)
re: Mocne słowa :-)
Boomhauer
Boomhauer (wyślij pw), 2018-12-10 12:36:15 | odpowiedz | zgłoś
Nie mnie jest oceniać, czy Dwójka lepsza od Jedynki, ale Dwójka przynajmniej nie była źródłem tylu sporów sądowych. ;)

Oceń płytę:

Aktualna ocena (326 głosów):

 
 
86%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

King Crimson "In The Court Of The Crimson King"
- autor: Grzegorz Kawecki

Metallica "Master Of Puppets"
- autor: Tomasz Kwiatkowski
- autor: Qboot

Pink Floyd "Wish You Were Here"
- autor: Tomasz Kwiatkowski
- autor: GSB
- autor: Tomasz Klimkowski

Deep Purple "In Rock"
- autor: Annoporus

Machine Head "The Blackening"
- autor: Mrozikos667

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy zdarzyło Ci się zrezygnować z udziału w koncercie z powodu upału?