Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
42% |
| liczba ocen: |
7 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Bio-Tech "Natural Source Of Vitamines"
|
Nazwa zespołu: Bio-Tech
Tytuł płyty: "Natural Source Of Vitamines"
| Utwory: |
Beginning; My Own; Sorrow; Next; Friends; Somethink To Afraid; N.S.O.V (Natural Source Of Vitamines); My Way; Putto (instrumental); Parents Different; Past |
| Wykonawcy: |
Faja - wokal, gitara; Cinel - gitara, wokal; Kawał - wokal, gitara basowa; Marcin - instrumenty perkusyjne |
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6
Ten album nie został jeszcze oficjalnie wydany, premiera przewidywana
jest na marzec 1998... Jestem jednym ze "szczęśliwców", którzy mogą
go posłuchać przed premierą. Gdy dostałem kasetę Bio-Techu, byłem
bardzo ciekaw, co też wykombinowali moi ziomkowie - tak się akurat
składa, że zespół pochodzi z mojej miejscowości.
No i poszło... I co ja słyszę? Industrialne dżwięki, dziwne granie
gitar, wokal jak w "Bloody Roots" Sepultury... hmm... miło...
zobaczymy, co dalej. A dalej tak, jakbym słyszał mieszankę Korna,
Ministry, Nine Inch Nails i Merlin Mansona, czyli nienajgorzej. Od
czwartego utworu ("Next") słychać już niestety tylko Korna. Widać
wyraźnie, że Faja starał się śpiewać pod Jonathana Davis'a (wokal
Korna), całe szczeście, nie ma na tym albumie żadnych szeptów.
Wokalista naprawde mógł się troche wysilić i wypracować własny styl
śpiewania, choć czasami słychać przebłyski własnej inicjatywy Faji.
Gitary też podchodzą pod Korna, choć można powiedzieć, że czerpią
też z dorobku innych zespołów, które zajmują się graniem muzyki na
pograniczu industrialu i metalu. Chłopaki Ameryki nie odkryli,
wykorzystali sprawdzone sposoby, czyli albo szybko przez cały kawałek,
albo zmiany tempa szybko-wolno-szybko plus w obu przypadkach piski
gitar ala Korn. Bas słychać tylko w wolniejszych częściach utworów,
bo w szybkich kawałkach zagłuszają go gitary i perkusja. Perkusja
czasami przypomina Flapjackowego "Obeliksa", choć tylko w 2 czy 3
utworach, reszta sekcji rytmicznej jest OK, choć czasami perkusja
wydaje się grać bez sensu, takie walenie po garach bez składu
i ładu. Niekiedy dzwięk perkusji przypomina granie na indiańskich
bębenkach. Moim zdaniem najlepszym kawałkiem na płycie jest "My
Own", to zdecydowanie najbardziej interesujący utwór na całej
płycie.
Prawde mówiąc, to najciekawsze są cztery pierwsze utwory, reszta
jest podobna do siebie. Jedenasty kawałek znalazł się chyba na tym
albumie przez przypadek, jest on instrumentalny, a chłopaki
grają w nim muzyke pochodzenia hiszpańsko-meksykańskiego, takie
flamenco, które nie pasuje wogóle do reszty płyty. Podsumowując,
Bio-Tech nie jest zły, technicznie (umiejętności) stoją na bardzo
wysokim poziomie, grają to, co akurat jest na topie wśród niektórych
warstw braci metalowej. Jedyne, co można im zarzucić, to kopiowanie
zachodnich kapel. Album podobac sie bedzie na pewno fanom bandy
Jonathana Davis'a. Życzę zespołowi jak najlepiej, ale nie wystarczy
naśladować innych, żeby się wybic, trzeba coś włożyć od siebie do
muzyki, którą się gra. Ja obwołuje Bio-Tech Kornem polskiej sceny
muzycznej. :)))
autor: tymothy
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|