zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 24 września 2020

recenzja: Bio-Tech "Natural Source Of Vitamines"

23.01.1998  autor: tymothy
okładka płyty
Nazwa zespołu: Bio-Tech
Tytuł płyty: "Natural Source Of Vitamines"
Utwory: Beginning; My Own; Sorrow; Next; Friends; Somethink To Afraid; N.S.O.V (Natural Source Of Vitamines); My Way; Putto (instrumental); Parents Different; Past
Wykonawcy: Faja - wokal, gitara; Cinel - gitara, wokal; Kawał - wokal, gitara basowa; Marcin - instrumenty perkusyjne
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

Ten album nie został jeszcze oficjalnie wydany, premiera przewidywana jest na marzec 1998... Jestem jednym ze "szczęśliwców", którzy mogą go posłuchać przed premierą. Gdy dostałem kasetę Bio-Techu, byłem bardzo ciekaw, co też wykombinowali moi ziomkowie - tak się akurat składa, że zespół pochodzi z mojej miejscowości.

No i poszło... I co ja słyszę? Industrialne dżwięki, dziwne granie gitar, wokal jak w "Bloody Roots" Sepultury... hmm... miło... zobaczymy, co dalej. A dalej tak, jakbym słyszał mieszankę Korna, Ministry, Nine Inch Nails i Merlin Mansona, czyli nienajgorzej. Od czwartego utworu ("Next") słychać już niestety tylko Korna. Widać wyraźnie, że Faja starał się śpiewać pod Jonathana Davis'a (wokal Korna), całe szczeście, nie ma na tym albumie żadnych szeptów. Wokalista naprawde mógł się troche wysilić i wypracować własny styl śpiewania, choć czasami słychać przebłyski własnej inicjatywy Faji. Gitary też podchodzą pod Korna, choć można powiedzieć, że czerpią też z dorobku innych zespołów, które zajmują się graniem muzyki na pograniczu industrialu i metalu. Chłopaki Ameryki nie odkryli, wykorzystali sprawdzone sposoby, czyli albo szybko przez cały kawałek, albo zmiany tempa szybko-wolno-szybko plus w obu przypadkach piski gitar ala Korn. Bas słychać tylko w wolniejszych częściach utworów, bo w szybkich kawałkach zagłuszają go gitary i perkusja. Perkusja czasami przypomina Flapjackowego "Obeliksa", choć tylko w 2 czy 3 utworach, reszta sekcji rytmicznej jest OK, choć czasami perkusja wydaje się grać bez sensu, takie walenie po garach bez składu i ładu. Niekiedy dzwięk perkusji przypomina granie na indiańskich bębenkach. Moim zdaniem najlepszym kawałkiem na płycie jest "My Own", to zdecydowanie najbardziej interesujący utwór na całej płycie.

Prawde mówiąc, to najciekawsze są cztery pierwsze utwory, reszta jest podobna do siebie. Jedenasty kawałek znalazł się chyba na tym albumie przez przypadek, jest on instrumentalny, a chłopaki grają w nim muzyke pochodzenia hiszpańsko-meksykańskiego, takie flamenco, które nie pasuje wogóle do reszty płyty. Podsumowując, Bio-Tech nie jest zły, technicznie (umiejętności) stoją na bardzo wysokim poziomie, grają to, co akurat jest na topie wśród niektórych warstw braci metalowej. Jedyne, co można im zarzucić, to kopiowanie zachodnich kapel. Album podobac sie bedzie na pewno fanom bandy Jonathana Davis'a. Życzę zespołowi jak najlepiej, ale nie wystarczy naśladować innych, żeby się wybic, trzeba coś włożyć od siebie do muzyki, którą się gra. Ja obwołuje Bio-Tech Kornem polskiej sceny muzycznej. :)))

Komentarze
Dodaj komentarz »