Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
87% |
| liczba ocen: |
148 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
Nazwa zespołu: Camel
Tytuł płyty: "Rajaz"
| Utwory: |
Three Wishes; Lost And Found; The Final Encore; Rajaz; Shout; Straight To My Heart; Sahara; Lawrence |
Wydawcy: Camel Productions
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
Ponad trzy lata kazał swym fanom czekać Andy Latimer, zanim skończył
pracę nad najnowszym albumem zespołu. Oczekiwanie na nowy materiał
nieco osłodziła nam obecność grupy w Polsce w 1997 roku oraz koncerty
Colina Bassa w 1998 i 1999 roku. Nie mniej jednak słuchy o nowym
albumie chodziły już od ubiegłego roku i mocno podsycały apetyty ludzi
wrażliwych na estetykę muzyki Camel. W składzie zespołu pojawił się znów
Ton Scherpenzeel, pianista który grał na albumach Wielbłąda już wcześniej.
Nowa płyta Camela zaczyna się tak, jak kończy się poprzednia - czyli
szumem fal morskich, ale słuchając dalej zorientujemy się, że tematyka
tego albumu jest zupełnie inna. "Three Wishes" - oparty na klawiszowym
rytmie początek z oniryczną linią gitary. Po pojawieniu się perkusji
utwór nagle się ożywia i odkrywa nam, że płyta będzie zdecydowanie
żywsza i bardziej optymistyczna niż "Harbour Of Tears". Miejmy nadzieje,
że czas który upłynął, uleczył rany po śmierci ojca Latimera. Chwilami
mamy poczucie dużej prędkości, tak jakby muzyka autentycznie biegła
albo może biegnie sam Latimer, szczęśliwy że nadal może grać. Utwór
urywa się nagle i niemal bez przerwy przechodzi w "Lost And Found" -
tu Latimer zaczyna śpiewać. Na uwagę zwraca ciekawe zgranie głosu i
wiolonczeli. W środku solo Scherpenzeela na klawiszach. "The Final
Encore" zaczyna się bardzo tajemniczo, co podkreślają synteazatory
brzmiące równie tajemniczo co orientalnie. Za chwilę jesteśmy już pewni,
że to krocząca w jednostajnym rytmie karawana. Latimer zaczyna śpiewać
słowami "Afterwords and Long Goodbyes..." - czy komuś to coś mówi? Mnie
kojarzy się tylko z jednym - to nawiązanie do jednej z najsłynniejszych
i pomijanej ostatnio na koncertach płyty "Stationary Traveller". Mamy
tu też fragment sola gitarowego, charakterystycznego dla ostatnich
dokonań Camela - krótkie, proste ale jakże ujmujące. Gitara klasyczna
to początek tytułowego "Rajaz". Mamy tu również wiolonczelę, co w
połączeniu z wokalem tworzy piękną balladę. W drugiej części pojawia
się również flet i gitara elektryczna, operujące prostymi środkami,
tworzącymi znów piękny efekt muzyczny. "Shout" to kolejna ballada,
z tłem gitarowym do złudzenia przypominającym dokonania Dire Straits.
"Straight To My Heart" - jedna ze smutniejszych propozycji na albumie,
w tle gitara akustyczna. Drugi i ostatni utwór instruimentalny to
"Sahara", niczym muzyka filmowa, od początku zaczyna przewijać nam przed
zamkniętymi oczami obrazy, krajobrazy jak z filmu. Za chwilę muzyka
przyspiesza, a Latimer po cichych improwizacjach zaczyna prowadzić
gitarę nieco bardziej przemyślaną drogą. Mamy tu jeszcze przypomnienie
orientalnych klimatów i spokojną końcówkę. Ostatnia propozycja na płycie
to "Lawrence" - ponad 10-minutowa suita z dość spokojnym wstępem. W
drugiej części długie solówki Latimera, warsztatowo zagrane,
aczkolwiek nie robią tego wrażenia, co krótkie tematy z np. "Straight
To My Heart" czy "The Final Encore".
Po niemal doskonałym albumie "Harbour Of Tears", każdy oczekiwał
czegoś co najmniej równie doskonałego. Takie podejście utrudnia niestety
należytą ocenę płyty. Po pierwszym przesłuchaniu nie "chwyciło" mnie tak jak
po "Harbour...". Zadawałem sobie pytanie, czy to jest płyta nad którą
Latimer pracował ponad 2 lata? Przesłuchałem ją po raz drugi, trzeci... i w
końcu zaczęła działać tak jak powinna. Dziś to moja płyta roku
1999. Martwi mnie tylko jedno - od dłuższego już czasu Camel przestał
być zespołem, a stał się jedną osobą - Andy Latimerem, który uparł się
na albumy koncepcyjne, w całości skomponowane przez niego. Na "Rajaz"
zaśpiewał sam wszystkie partie wokalne, zapominając już całkowicie o
równie dobrym głosie Colina Bassa. Tak sobie myślę, że jeśli za dwa lub
trzy lata pojawi się kolejny koncepcyjny Camel, noszący wszelkie cechy
solowego albumu Latimera, to zacznę poważnie tęsknić za czymś w stylu
"I Can See Your House From Here".
autor: Przemysław Semik
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
Ta płyta jest po prostu jest genialna
mariano (gość, IP: 87.204.126.*), 2011-04-02 10:21:00
| odpowiedz | zgłoś
Najbardziej Camelowa , z niesamowitą aurą nagrana w roku 1999r. a pamiętajmy ,że jest to rok w którym Lacrimosa nagrała Elodię.To były czasy!!!
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|