Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
89% |
| liczba ocen: |
633 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Dimmu Borgir "Puritanical Euphoric Misanthropia"
|
Nazwa zespołu: Dimmu Borgir
Tytuł płyty: "Puritanical Euphoric Misanthropia"
| Utwory: |
Fear and Wonder; Blessing Upon the Throne of Tyranny; Kings of the Carnival Creation; Hybrid Stigmata - the Apostasy; Architecture of a Genocidal Nature; Puritania; IndoctriNation; The Maelstrom Mephisto; Absolute Sole Right; Sympozium; Perfection or Vanity; Burn in Hell |
| Wykonawcy: |
Shagrath - wokal; Silenoz - gitara; Galder - gitara; Simen - gitara basowa, wokal; Mustis - instrumenty klawiszowe; Nicholas - instrumenty perkusyjne |
Wydawcy: Nuclear Blast Records / Mystic Production
Rok wydania: 2001
Data napisania recenzji: 28.05.2001
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
Dziwny tytuł dla dziwnej płyty - tak mógłbym krótko scharakteryzować najnowsze dzieło Dimmu
Borgir. Poprzednie wydawnictwa tej grupy bardzo mi się podobały, mimo że wolę bardziej
"skomplikowany" symfoniczny black metal - kwintesencją tego gatunku jest dla mnie Cradle of
Filth, ale nie o nich miałem tu pisać. Skupmy się więc na najnowszym "dziecku" Norwegów...
Na ten krążek trochę musieliśmy czekać. Poprzedni ("Spiritual Black Dimensions") ukazał
się o ile dobrze pamiętam w 1999 roku. Muszę powiedzieć, że na "Putitanical Euphoric
Misanthropia" (sami przyznacie, że dość zakręcony tytuł:) czekałem ze zniecierpliwieniem i
wiązałem z nim wielkie nadzieje. Mój apetyt co jakiś czas rozbudzały słowa Shagratha
(wokalista), który stwierdzał, że będzie to największy i najlepszy album Mrocznej Twierdzy. Do
nagrania tej płyty zaproszono dwunastoosobową orkiestrę pod kierunkiem sławnego norweskiego
dyrygenta Gaute Storasa i właśnie to chyba najbardziej mnie ucieszyło. W końcu cały symfoniczny
nastrój będzie budowany nie tylko przez klawisze; zagra przecież najprawdziwsza orkiestra! Tak
też się stało i spotkanie z "Puritanical..." rozpoczynamy od instrumentalnego intra. To novum w
muzyce Dimmu, na poprzednich wydawnictwach czegoś takiego właściwie nie było... Czyżby
ukłon w stronę Cradle of Filth? Intro jest bardzo udane, Skomponowane zostało przez
klawiszowca Mustisa i widać, że gość zna się na swojej robocie. A jeśli
już jesteśmy przy składzie to zaszły w nim zmiany. Grupę tworzy teraz Shagrath, Galder (nowy
gitarzysta, grający w Old Man' s Child), Mustis, Silenoz, Simen Heastnes (bas, dodatkowo w paru
momentach wspiera Shagratha wokalnie) oraz na perkusji Nick Barker (grający wcześniej
w... Cradle of Filth). Po pierwszym przesłuchaniu tej płyty sądziłem, że do składu powrócił
Nagash, ale nie w charakterze basisty, lecz wokalisty! Dlaczego tak pomyślałem? Otóż wokal jest
teraz zupełnie inny, niż na poprzednich wydawnictwach. Bardzo przypomina właśnie śpiew Nagasha
(dla przypomnienia - obecnego wokalisty Kovenant). I za to stawiam pierwszy minus. Nie
powiem, wokal jest ok., ale wydaje mi się, że jakoś nie pasuje do muzyki. Wcześniejszy śpiew
Shagratha był po prostu rewelacyjny - żeby tak krzyczeć trzeba mieć mocne gardło. Ten obecny
jest taki jakiś nijaki...
Troszkę także zmieniła się muzyka. Dimmu Borgir jest oczywiście zespołem black metalowym i ich brzmienie jest
bardzo brutalne, wręcz furiackie, ale to co się teraz dzieje przerasta ludzkie pojęcie! Młócka,
siekanina, rzeźnia - takie przymiotniki same przychodzą na myśl. Perkusja to po prostu karabin
maszynowy, ale na tym polu znamy już możliwości Nicka. Muzyka jest jednocześnie ostrzejsza i
nie. Mimo, że muzycy "strugają" istne pandemonium, to brzmienie wydaje mi się bardziej
"gładkie". I to jest właśnie wina wokalu, który psuje cały rzeźnicki nastrój płyty.
Posłuchajcie któregoś z wcześniejszych albumów... Tam, aż kipi. Nienawiść i wściekłość staje się
wręcz namacalna! Teraz niestety tak nie jest. Ten nieszczęsny śpiew to moim zdaniem największa
wada płyty. Drugi minus stawiam za muzykę. Nie chodzi mi o to, że utwory są nieudane i nie
wpadające w ucho (jeśli w takim gatunku jest to możliwe). Kompozycje są długie, ciekawe, ale
brak im tego czegoś... Tego starego "...tchnienia nieświętego...".
Album jest bardzo dobry; może nie jest wybitnym osiągnięciem bijącym inne
zespoły na głowę, ale na prawdę warto posłuchać. Uważam, że jest to najbardziej profesjonalne
wydawnictwo Dimmu Borgir i myślę, że ocena 8 zadowoli zarówno zespół jak i fanów.
Ciekawostka - oczywiście okładka została ocenzurowana...
autor:
Shagrath
tutaj od 14.07.2001
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Zobacz:
Wasze komentarze (poniżej)
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|