zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 15 grudnia 2019

recenzja: Behemoth "The Apostasy"

10.07.2007  autor: Zagreus
okładka płyty
Nazwa zespołu: Behemoth
Tytuł płyty: "The Apostasy"
Utwory: Rome 64 C.E.; Slaying The Prophets Ov Isa; Prometherion; At The Left Hand Ov God; Kriegsphilosophie; Be Without Fear; Arcana Hereticae; Libertheme; Inner Sanctum; Pazuzu; Christgrinding Avenue
Wykonawcy: Nergal - wokal, gitara; Orion - gitara basowa; Inferno - instrumenty perkusyjne; Seth - gitara
Wydawcy: Mystic Production
Rok wydania: 2007
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

No i stało się... Behemoth po raz pierwszy w swojej karierze stanął w miejscu, nie dokonał jakościowego skoku, co więcej rozpoczął powolny proces pożerania własnego ogona. Wielu zapewne oburzy się na to stwierdzenie: "A chóry? A dęciaki? Tego jeszcze nie było!" zakrzykną w (nie)świętym oburzeniu. I będą mieli rację. Niestety tylko częściowo... Na płycie faktycznie sporo się dzieje, są to jednak działania pozorne, tak naprawdę nie wnoszące niczego nowego. To tylko nowy, kolorowy i przyciągający uwagę lukier na, nie pierwszej świeżości, zakalcowatym cieście. Słuchając "The Apostasy" nie można się oprzeć wrażeniu, że wszystko to już jednak gdzieś było, wszystko już gdzieś słyszeliśmy, że Gdańszczan dopadł w końcu "syndrom Vadera", objawiający się nagrywaniem płyt wprawdzie doskonałych pod względem wykonawczym i brzmieniowym, jednak pozbawionych tego nieuchwytnego "czegoś", co odróżnia arcydzieła od sprawnego rzemiosła.

Oczywiście nie jest to płyta słaba. Jest jak przystało na Behemoth perfekcyjnie zagrana, porywa potężnym brzmieniem i doskonałą produkcją, jednak już na poziomie kompozytorskim, jeśli nie zawodzi zupełnie, to przynajmniej pozostawia spory niedosyt. Wszystko, począwszy od poszczególnych riffów, a na konstrukcji kawałków kończąc, otwiera w głowie słuchacza szufladki z odniesieniami do poprzednich dokonań grupy, zwłaszcza z okresu "Demigod" i "Zos Kia Cultus". Być może dzieje się tak również za sprawą produkcji, mocno zbliżonej do tej z poprzedniego krążka gdańskiej formacji, choć w moim odczuciu nieco słabszej. Pewną oryginalność wykazuje właściwie jedynie utwór "Inner Sanctum", lecz dzieje się tak głownie ze względu na mocno wyeksponowaną w tym kawałku obecność gościnnie występujących muzyków: genialnego jazzowego pianisty Leszka Możdżera oraz znanego z formacji Nevermore wokalisty Warrela Dane'a... Przy tej okazji dochodzimy do jednego z największych mankamentów płyty, jakim jest wokal Nergala, tym razem zadziwiająco słaby, jednowymiarowy i nużący, jakże różny od fantastycznych partii, jakimi raczył nas frontman Behemotha na poprzednich wydawnictwach.

By jednak nie wprowadzić słuchacza w błąd słów kilka o plusach. Jak zwykle nie zawodzi Inferno, siejący zniszczenie za pomocą swojego zestawu perkusyjnego, wybijając ultraszybkie rytmy z iście nieludzką prędkością i precyzją. Nie rozczarowują gitary, choć riffom daleko do maestrii tych pochodzących chociażby z "Thelema 6", a solówki nie dorównują świeżością i oryginalnością popisom z "Demigod". Teksty napisane przez Nergala do spółki z Krzysztofem Azarewiczem, jak zwykle trzymają poziom i wprowadzają odpowiedni klimat, a wizerunku całości dopełnia, tradycyjnie już niesamowicie dopracowana i przemyślana oprawa graficzna (nie byłbym jednak sobą, gdybym nie dodał, że sam motyw zdobiący okładkę niespecjalnie mi się podoba).

Gdybym nie znał i aż tak bardzo nie cenił wcześniejszych dzieł Behemotha, pewnie dałbym "The Apostasy" znacznie wyższą notę. Dopóki bowiem rozpatruje się ten materiał w oderwaniu od poprzednich dokonań grupy, robi on na słuchaczu jak najlepsze wrażenie. Wystarczy jednak zmienić punkt odniesienia poprzez odwołanie się do poprzednich krążków i natychmiast pojawiają się uwagi i wątpliwości. Wychodzi niestety na jaw pewna wtórność i schematyczność płyty, jej słabość w porównaniu do genialnych poprzedniczek.

Z pewnością większość fanów gdańskiej formacji nie zgodzi się z tezami zawartymi w tej recenzji i wcale nie będę miał im tego za złe. Każdy ma bowiem prawo do własnej opinii. Recenzja to jednak dość specyficzny gatunek, z założenia subiektywny i odzwierciedlający jedynie poglądy piszącego, niezależnie od tego, czy są one dla większości wygodne, czy nie. Zapewniam jednak, że akurat tym razem nie jestem w swoich sądach całkowicie odosobniony...

Komentarze
Dodaj komentarz »
Niestety...
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2011-07-26 18:16:00 | odpowiedz | zgłoś
po 4 latach gdy emocje już opadły stwierdzę tylko - świetne, najlepsze w ich karierze brzmienie bębnów. Ogół materiału jednak przepompowany i przegadany. W sumie nie więcej niż 6/10. Następca przynajmniej o punkt lepszy.
Apostazja
jotunblod (gość, IP: 82.177.224.*), 2010-08-05 13:31:57 | odpowiedz | zgłoś
Tak, tak i jescze raz tak."The Apostasy" jest wtórna i bez wyrazu.Prawdę mówiąc "Evangelion" jest niewiele lepsza... Słucham sobie właśnie nowego Lost Soul i zachodzę w głowę dlaczego to właśnie wrocławianie nie święcą teraz największych triumfów. Z której strony by nie przyłożyć ucha Lost Soul są nieporównywalnie potężniejśi niż Behemoth kiedykolwiek był. Albo choćby Azarath...Co za siła, co za klimat! Nie, nie łapie fenomenu Behemoth.
re: Apostazja
Owczur_ (gość, IP: 195.38.12.*), 2010-08-05 16:02:58 | odpowiedz | zgłoś
A moim zdaniem Lost Soul sa slabi, i zupelnie nie czaje jarania sie ta ich nowa plyta, ale moze to kwestia tego ze jakos nie jestem zapalonym death metalowcem, za to Behemoth najnowszy mnie miazdzy :]

Oceń płytę:

Aktualna ocena (965 głosów):

 
 
76%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Metallica "Death Magnetic"
- autor: Ugluk

Machine Head "The Blackening"
- autor: Mrozikos667

Slipknot "Iowa"
- autor: kaRel

King Crimson "In The Court Of The Crimson King"
- autor: Grzegorz Kawecki

Led Zeppelin "II"
- autor: Kajetan Pawełczyk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Muzyki ilu pochodzących z Azji zespołów rockowych lub metalowych często słuchasz?