zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 21 września 2017

recenzja: Dave Meniketti "Meniketti"

2.10.2002  autor: Rafał "Negrin" Lisowski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Dave Meniketti
Tytuł płyty: "Meniketti"
Utwory: Messin' with Mr. Big; No Lies; Hard as I Try; Though Luck Avenue; I Remember; Storm; It's Over; All in This Together; I Can't Take It; Lay Me Down; The Other Side; Tell Me (Why I Should); Take My Time
Wydawcy: Dream Catcher
Rok wydania: 2002
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Każdy szanujący się fan powie Wam to samo: stary dobry rock nigdy umarł, a do tego nawet nie ma się źle. Potwierdza to swoim drugim solowym albumem niedoceniany dinozaur gitary Dave Meniketti. Przyznam, że jakimś trafem nie miałem wcześniej styczności z tym muzykiem, ani z jego dawnym zespołem Y&T, uważanym przez niektórych za największe przeoczenie rocka lat osiemdziesiątych. I chyba faktycznie trochę jest czego żałować, bo, jako fana hardrockowego grania solidnie zaprawianego bluesem, dotychczasowe przedsięwzięcia muzyka mogłyby mnie zapewne zainteresować. Ale nic to, wszystko da się jeszcze nadrobić.

Pierwsze skojarzenie, jakie natychmiast zaświtało mi w głowie po zaledwie kilkunastu sekundach pierwszego utworu - i (niestety?) zostało ze mną właściwie aż do końca płyty - brzmi: Gary Moore. Budowa kompozycji, a także w ogóle styl gry i śpiewania Menikettiego - wszystko to silnie przypomina dokonania Irlandczyka z Belfastu. Jednakże w przypadku muzyki nie roszczącej sobie w żadnym razie pretensji do oryginalności - więcej nawet: zdającej się w ogóle nie zauważać upływu czasu i nie zwracać uwagi na obecnie panujące trendy - samo w sobie nie może to być zarzutem. W tym miejscu, wspomniawszy może jeszcze o wirtuozerskich, chwilami karkołomnych - chociaż nie w stylu wyścigowego Malmsteena ani nowoczesnego Satrianiego - solówkach, można by właściwie niniejszą recenzję zakończyć. W graniu, z jakim mamy do czynienia na tej płycie, chodzi wszak nie odkrywczość, a o rockową energię w kawałkach dynamicznych i bluesowy feeling w spokojniejszych. Tych pierwszych znajdziemy na krążku nieco więcej niż tych drugich. Wart oddzielnej wzmianki jest natomiast najdłuższy z całej trzynastki utwór "The Other Side". Meniketti zrywa w nim z bardzo tradycyjnym stylem całego albumu na rzecz atmosfery niepokoju, budowanej przez basowy riff oraz "przestrzenne" zagrywki gitarowe, znajdującej ujście w mocnym refrenie.

Co tu dużo mówić - płyta "Meniketti" raczej nikogo nie zaskoczy. To niemal 40 minut gitarowego blues-rocka, z akcentem na ten drugi człon. Dosyć solidna pozycja, która spodoba się zapewne tradycjonalistom i wypróbowanym zwolennikom takiej muzyki, nie przysporzy natomiast muzykowi nowych fanów wśród osób preferujących dźwięki czy to bardziej awangardowe, czy też po prostu nowocześniejsze.

Komentarze
Dodaj komentarz »