Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
96% |
| liczba ocen: |
223 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Mercyful Fate "Don't Break The Oath"
|
Nazwa zespołu: Mercyful Fate
Tytuł płyty: "Don't Break The Oath"
Wydawcy: Roadster Music / Roadrunner Records
Rok wydania: 1984
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
Wykopałem Mercyful Fate. Kupiłem go stosunkowo niedawno, ale materiał
ma już 16 lat... To kupa czasu w światku muzycznym, a mimo wszystko
"Don't break the oath" trzyma się dobrze. Ale zacznijmy od początku.
Mercyful Fate chyba wszyscy znają. Pomalowane gęby, King Diamond na
wokalu i gigantyczna porcja klimatu. Pomalowane gęby można by uznać
za początki blackowego malowania się, ale jednak Mercyfule robili i
robią to z nieodłącznym stylem i smakiem. Wokal Kinga Diamonda jest
niepowtarzalny - zazwyczaj wyciągający jakieś dwie oktawy wyżej niż
przeciętny heavy-metalowy wokalista, a gdy już śpiewa normalnie, w jego
głosie słychać taką dawkę depresyjnych emocji, że słuchacz sam roni łzy. O
tym wokalu nie da się pisać - to trzeba usłyszeć. W pierwszym momencie
słuchacz (lub oczywiście słuchaczka ;) staje jak wryty i sprawdza, czy mu
się kaseta do walkmana nie wciąga. Potem drapie się w łepetynę i czuje
coraz większe przerażenie. Po chwili jednak zaczyna się śmiać - i tu
następuje najważniejszy moment... Czy przyjmie ten wokal, czy będzie się
z niego śmiał... Bo przyznać trzeba, że brzmi on momentami śmiesznie, ale
gdy już uznamy, że to po prostu jeden ze środków stylistyczno-muzycznych,
używanych przez Mercyfule - wszystko jest ok.
Co do klimatu... Muzycznie jest to rockowa jazda, momentami zahaczająca o
Black Sabbath, ale mimo wszystko Mercyful Fate ma własny styl - wyraźne
gitary, jeszcze donośniejszy bas, talerzasta perkusja i elektronika
jedynie w intrach i przerywnikach. Teksty często traktują o klimatycznych
tematach, okultyzm i Szatan są tu na porządku dziennym - choć w mniej
antyxiańskiej otoczce niż to dzieje się dzisiaj. Tytuły mówią same za
siebie - "Night of the Unborn", "Gypsy", "Welcome Princess of Hell",
"Come to the Sabbath".
Mercyful Fate trzeba poznać. Wokal Kinga stał się wizytówką tej kapeli
i jest to naprawdę ważny zespół w historii rocka/metalu. Jeżeli spodoba
Ci się ta muzyka - trzeba pamiętać, że na "Don't Break the Oath" we
wszystkich utworach maczał palce King Diamond, a występuje on także
solowo. Więc jest dużo płyt, w których można wybierać, ale ta (pomimo,
że to jedno z pierwszych wydawnictw Mercyfuli) wydaje mi się najlepszą.
autor: szalony KaPelusznik
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
Mercyful Fate "Don't Break The Oath"
vonsmroden (gość, IP: 94.75.121.*), 2010-08-01 23:24:40
| odpowiedz | zgłoś
Panie autor.W Mercyful to tylko King się maluje, chyba że ci się zdjęcia pomyliły z Mardukiem i jakie oktawy? King jedzie falsetem! Może i jest śmieszny, ale co w takim razie z całym tym kabaretem z Norwegi?
A płyta to kult!!!
|
| |
Mercyful Fate
Madafakadiamond (gość, IP: 86.63.88.*), 2010-07-30 14:05:04
| odpowiedz | zgłoś
Rzeczywiście. Ja na początku jak pierwszy raz to słuchałam to się śmiałam jednak po chwili uznałam że facet ma głos i to sie chyba falset nazywa. Co do albumu jest piekielnie gorący. Dużo hiciorków skomponował Hank Shermann. Wszystkie piosenki są super.
|
| |
re: Mercyful Fate
Mnie też się podobają wszystkie piosenki z tej płyty ;)
|
| |
mercyful fate
limes_inferior (gość, IP: 85.89.185.*), 2009-04-20 23:46:00
| odpowiedz | zgłoś
Wspaniały album, niesamowity klimat i świetne instrumentarium
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|