Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
83% |
| liczba ocen: |
30 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Morgion "Solinari"
|
Nazwa zespołu: Morgion
Tytuł płyty: "Solinari"
| Utwory: |
The Serpentine Acrolls / Descent to Arawn; Canticle; Solinari; Nightfall Infernal; All the Glory... all the Loss; Blight; ...The Last Sunrise; ... |
Wydawcy: Relapse Records / Mystic Production
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
Uwielbiam wędrówki po podziemiach. Po mrocznych korytarzach piekieł,
do których boją się zstąpić grzeszni aniołowie. Właśnie tam bardzo
często natknąć się można na prawdziwy nieoszlifowany diament, na
szlachetną perłę, która tylko w otchłani mroku uzewnętrznia swe piękno
i czar. Właśnie w ten sposób, podczas jednej z takich enigmatycznych
podróży odnalazłam Morgion.
Przyznam, że "Solinari" była pierwszą płytą tej formacji, którą dane mi
było usłyszeć. Dopiero potem doszły do mnie słuchy, że to nie debiut,
a jedynie kontynuacja przeraźliwie smutnego misterium. Tak czy inaczej,
album zrobił na mnie ogromne wrażenie. Już dawno nie obcowałam z tego
typu muzyką. Morgion uwalnia wszelkie negatywne emocje i uczucia od dawna
skrywane na dnie zdruzgotałej duszy. Przez dźwięki raz po raz przenika
ból, cierpienie, dramatyzm, mrok. A z każdą następną chwilą, w każdym
następnym utworze jest ich jakby coraz więcej. Doom metal - tak w nie
do końca precyzyjnym skrócie można określić tę muzykę. Ale jest to doom
z krwi i kości, ten nieco odległy i zapomniany. Wiadomo - obecnie ten nurt
słynie raczej z romantycznych, wzruszających melodii, kobiecych sopranów
i delikatnych klawiszowych podkładów. A wszystko dodatkowo polewane jest
gotyckim sosem. Smaczny to kąsek nie zaprzeczam, ale nierzadko chciałoby
się usłyszeć w tym wszystkim jakąś cięższą gitarę, poczuć depresyjny
wstrząs, oddać się bez reszty "słodkiemu" cierpieniu. Przy "Solinari"
wszystko to jest możliwe, a raczej niemożliwym jest brak pogrążenia się
w czeluściach desperacji i strachu. Morgion często przyrównywany jest
do wczesnego My Dying Bride, Paradise Lost czy Anathemy. Osobiście
najbardziej skłaniałabym się ku temu trzeciemu wzorcowi. "Solinari"
niekiedy dość intensywnie pachnie "Crestfallen" czy "Serenades" Anathemy
(podobne melodie gitar, podobny ciężar i ogólna koncepcja). Wrażenie to
momentami też potęguje growling, który ma w sobie coś z wczesnego Darrena
J. Whitea. Bardzo wolno, walcowato, mrocznie i ciężko. Z drugiej strony
w jakimś stopniu przypomina to Unholy - nie chodzi może o same dźwięki,
a raczej o wszechobecny lament i osamotnienie. Oba zespoły tworzą
do szpiku kości depresyjną, absolutnie niekomercyjną muzykę, dostępną
dla wybrańców. Oczywiście jest na "Solinari" dużo ładnych melodii, są
klawisze, które budują niesamowicie mroczny klimat. Ale całe to piękno
wybudowane jest na totalnej depresji, na ociężałych, surowych gitarach. Tu
każda nuta płacze cierpieniem i oddycha przeraźliwie głębokim bólem. Nie
ma tu miejsca na nadzieję, na chwilowe zapomnienie i rozmarzenie. Nie ma
miejsca na kobiece wokale i wzniosły romantyzm. Jest za to dramatyczny
growling, mrok, niezrozumienie i szczerość. Jest dobijająca prawda i
cierpienie. Jest lęk, przed którym tak często ucieka się przez całe
życie...
Nie jest to na pewno muzyka łatwa w odbiorze. "Solinari" nie będzi też
hitem sezonu, czy czymś w tym rodzaju. To gęsta otchłań męki, w którą
skoczą tylko wytrwali poszukiwacze smutku i ciemności. Tak już prawie nikt
nie chce grać. Morgion to szlachetny unikat na doomowej scenie. Dlatego
wymaga szczególnej opieki i pielęgnacji. Pogrążeni w żalu i cierpieniu
- oto nadszedł wasz czas...
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|