zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 7 kwietnia 2020

recenzja: Dream Theater "Images And Words"

5.09.2001  autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Dream Theater
Tytuł płyty: "Images And Words"
Utwory: Pull Me Under; Another Day; Take The Time; Surrounded; Metropolis part I; Under A Glass Moon; Wait For Sleep; Learning To Live
Wykonawcy: James LaBrie - wokal; John Petrucci - gitara; Mike Portnoy - instrumenty perkusyjne; John Myung - gitara basowa; Kevin Moore - instrumenty klawiszowe
Rok wydania: 1992
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

Na początek krótki rys historyczny... Płyta ta, w przeciwieństwie do poprzedniczki, cieszyła się całkiem dużym zainteresowaniem i w samych Stanach Zjednoczonych sprzedano ją w nakładzie ponad sześciuset tysięcy egzemplarzy. Równie wielkim powodzeniem cieszyła się w Europie i Japonii. Na pewno swój udział w tym miała zmiana wokalisty. Charlie Dominici bez wątpienia ma niezły głos i umie śpiewać, ale na pewno nie jest wokalistą wybitnym. Poza tym na linii Dominici-reszta zespołu istniał spory brak zrozumienia: Dominici był znacznie starszy od reszty składu, nie do końca czuł muzykę Dream Theater, a także nie najlepiej sprawdzał się na koncertach. Poszukiwania trwały naprawdę długo, a przez pewien czas DT grali nawet tylko instrumentalne kawałki, nie mogąc się zdecydować na nowego wokalistę. Wreszcie, po wielu przesłuchaniach, postanowiono przyjąć do składu niejakiego Chrisa Cintrona. Jednak dosłownie chwilę wcześniej dotarła do zespołu taśma od wokalisty kanadyjskiego zespołu Winter Rose - Jamesa LaBrie. Zrobiła ona na muzykach DT takie wrażenie, że to właśnie on został nowym wokalistą zespołu. I trzeba przyznać, że była to w stu procentach słuszna decyzja, bo LaBrie ma rzeczywiście niesamowitą skalę głosu i mało który wokalista równie swobodnie czuje się w nastrojowych balladach, jak i ostrych, metalowych numerach. Krótko mówiąc, jest po prostu fantastyczny i jest moim, obok Bruce'a Dickinsona, ulubionym wokalistą.

Po tym historycznym wstępie pora przejść do samej płyty. Od razu trzeba stwierdzić jedną, podstawową rzecz, gdyż jest ważne by ona nie umknęła: jest to płyta genialna. Jest na niej osiem utworów, z których każdy jest diamentem... chociaż nie, właściwie brylantem, który jest tak oszlifowany, że błyszczy - pięknie rozszczepiając światło - każda nutka. Każde nagranie ma swój niepowtarzalny klimat, a jednocześnie wszystkie znakomicie pasują do siebie. Nie ma żadnej możliwości, by uwolnić się od cudownych solówek Johna, zwalającego z nóg głosu Jamesa, pulsującego basu Myunga, pokręconych klawiszy Kevina i piekielnej perkusji Mike'a. I to nawet przy próbie progresywnego, poplątanego rytmicznie, stukania głową w ścianę... (prób nie polecam :) ). Aha, zanim zacznę opisywać poszczególne utwory, jeszcze jedno: jeśli przy czytaniu tego tekstu ktoś odniesie wrażenie, że zbyt często powtarza się słowo "genialny", to nie będzie to przejaw jego paranoi, tylko jak najbardziej prawidłowe spostrzeżenie. Ale co tu kryć: po prostu, choć mam niezły zasób słownictwa, to do tego albumu najlepiej pasuje właśnie przymiotnik "genialny"...

"Pull Me Under" - pierwszy singiel i pierwsze video w karierze DT; nawiązuje do szekspirowskiego Hamleta, do którego można znaleźć sporo odniesień w tekście ("falling sparrow gives new meaning to it all", "Living my live too much in the sun", "I'll take seven lives for one..." - a Hamlet jest w sztuce odpowiedzialny w bardziej lub mniej bezpośredni sposób, za śmierć siedmiu osób); spokojny gitarowy początek z klawiszami w tle szybko zmienia się w ostry, brutalny riff z morderczą podwójną stopą Mike'a; do tego jakby "ulatujący" wokal Jamesa; nagranie ma genialny wręcz bridge między zwrotkami i refrenem; na koniec jeszcze rozdzierająca gitara, pokręcona perkusja z pulsującym basem... cytat z Hamleta kończy ten genialny początek genialnej płyty.

"Another Day" - delikatne klawisze drażnią uszy przez pierwsze sekundy utworu, a James cichutko nuci melodię; potem mamy cudowną solówkę, która na zawsze zostaje w pamięci; piosenka jest subtelną, przepełnioną nadzieją, a jednocześnie bólem, prośbą do kogoś umierającego o pozostanie "kolejny dzień"; piękny tekst, smutny, przejmujący głos LaBrie i genialny, pełen uczucia, drżący saksofon - wszystko to powoduje, że nagranie naprawdę rozdziera serce; utwór genialny i wzruszający.

"Take The Time" - ta kompozycja jest o tym wszystkim, przez co przeszli DT do roku 1992, a ciekawostką jest fakt, jak go pisano: okazało się, że każdy ma nieco inne spojrzenie na przeszłość, w związku z czym doszli do wniosku, iż najlepiej będzie się podzielić. I tak każda zwrotka jest dziełem kogo innego, a refren został napisany wspólnie - i wyszło to świetnie; "TTT" zaczyna genialna perkusja, która napędzana rękami Mike'a pulsuje jak żywa, potem krótka chwila dla Johna i, zgodnie z tytułem, uspokojenie; przy śpiewaniu pierwszej zwrotki James prezentuje po raz kolejny swoje unikalne umiejętności wokalne ("it's time for a change"); część instrumentalna tego nagrania jest rewelacyjna, pełna zmian rytmu i wspaniałych melodii - co chwile inny członek zespołu przejmuje stery w swoje ręce; nagłe wyciszenie i delikatnie nucący James, a potem kolejna rewelacyjna, rozpruwająca solówka Johna; gdy utwór zaczyna cichnąć, ma się ochotę podkręcać coraz bardziej głośność, bo to, co zanika, jest po prostu, zresztą jak całe nagranie, fantastyczne.

"Surrounded" - początkowo utwór nosił tytuł "The Longest Night"; jego początek nasuwa skojarzenia z padającym deszczem, potem jakże delikatny, cichy głos Jamesa, a w tle subtelne dźwięki klawiszy Moore'a - wspaniały, uśpiony początek; a potem jedna z wielu, zwalających z nóg solówek Johna, po której następuje przebudzenie - pełnemu ekspresji wokalowi towarzyszy powalający riff gitarowy; po drugiej zwrotce niesamowicie szybkie palce Johna wygrywają rwaną melodię; utwór kończy się równie nastrojowo jak się zaczął - wyciszony wokal z klawiszami w tle.

"Metropolis part I: The Miracle And The Sleeper" - utwór, które zainspirowane zostało legendą o połączonych umysłami braciach Romulusie i Remusie z "Eneidy" Wergiliusza; grzechoczący początek z delikatnymi klawiszami rozpoczyna to dzieło; szybko jednak pojawiają się ostre riffy gitary, które potem rozpoczynają genialne po prostu intro, które jest jak przechodząca nad głowami burza z piorunami zwiastująca coś złego; rewelacyjny, natchniony wokal i cudownie pomieszane rytmicznie, melodyjne riffy; a potem nadchodzi część instrumentalna, która jest tak wspaniała, że nie można jej po prostu opisać słowami: przenikliwe dźwięki gitary przechodzą w piekielne szybki riff, w tle mordercza perkusja Mike'a, potem bas Myunga i szalona partia na klawiszach... i tak jest do końca; wszystko tak perfekcyjnie połączone, że po prostu powala i nie pozwala wstać; potem jeszcze przeciągłe gitara i zamotane klawisze i oto ostatnia zwrotka, spokojnie się rozpoczynająca, by potem nastąpiło wręcz eksplodujące energią wejście; kto wie, czy nie najlepsze nagranie w historii (choć przy takiej ilości fantastycznych kompozycji wybrać konkretną jest piekielnie trudne).

"Under A Glass Moon" - bardzo piękny, jeden z najbardziej poetyckich tekstów w karierze DT: "I smile at the moon, chasing water from the sky, I argue with the clouds stealing beauty from my eyes"; niepokojące dźwięki gitary zaczynają utwór, a potem wchodzi Portnoy, który w tym kawałku gra po prostu z iście piekielną mocą i dynamiką, i jeśli jego grę usłyszeliby Obrońcy Życia Instrumentów Perkusyjnych, z pewnością miałby wielkie problemy; :) naprawdę w tym nagraniu Mike rządzi i momentami wydaje się jakby chciał zamordować te wszystkie bębny i talerze; bardzo dynamiczny i energetyczny kawałek.

"Wait For Sleep" - to taki mały brylant, ponieważ trwa tylko dwie i pół minuty; przepiękny motyw na pianinie i przejęty głos LaBrie; nie ma tu perkusji, gitary ani basu - jest tylko Kevin i James; kontrast między morderczym poprzednikiem dodaje jeszcze uroku temu jakże nastrojowemu i... cóż - genialnemu - utworowi.

"Learning To Live" - wielki finał wielkiej płyty; jedenaście i pół minuty fantastycznego grania; rozsynchronizowany początek po chwili nabiera tempa; warto zwrócić uwagę na świetną współpracę pulsującego basu oraz klawiszy i gitary; i jak zwykle wspaniały głos Jamesa, najpierw delikatny, przepełniony rezygnacją ("I look at the word and see no understanding"), by potem zmienić się w znacznie bardziej optymistyczny i ostrzejszy w refrenie, by przy słowach "Another chance to lift my life..." być pełnym nadziei; jak zwykle znakomicie poplątana gra perkusji i solówki Johna są ozdobą kompozycji, mamy też znakomite klawisze, które przez chwilę powtarzają motyw z "Wait For Sleep"; w końcowej części mamy jeszcze znakomitą partię solową Myunga i subtelny, doskonale wpasowujący się w klimat nagrania, chórek; hmm... jakby to ująć... genialne?... genialne!!!

Z tego co napisałem wyłania się obraz znakomitej, perfekcyjnej płyty i tak jest w rzeczywistości. A jeśli ktoś uważa, że przesadzam, to niech sobie po prostu posłucha... Najkrócej można o niej napisać, nawiązując do tytułu: "Images" - znakomicie pasujące do klimatu płyty i ciekawe, szczególnie płonące serce na tyle okładki, symbolizujące pasję oraz emocje wlewane w muzykę, którą tworzą DT... "Words" - piękne, przemyślane, poetyckie i mądre... "Music" - tego się nie da opisać i to co jest powyżej, jest tylko nędzną próbą zwerbalizowania tego, co wyrabiają panowie Moore, LaBrie, Myung, Petrucci i Portnoy... GENIALNE.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Oceń płytę:

Aktualna ocena (376 głosów):

 
 
94%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

King Crimson "In The Court Of The Crimson King"
- autor: Grzegorz Kawecki

Metallica "Master Of Puppets"
- autor: Tomasz Kwiatkowski
- autor: Qboot

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy obecnie poświęcasz więcej czasu na słuchanie muzyki niż miesiąc temu?