Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
77% |
| liczba ocen: |
40 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Non Opus Dei "Yfel"
|
Nazwa zespołu: Non Opus Dei
Tytuł płyty: "Yfel"
| Utwory: |
Wpiekłowstąpienie; Księżyc-Oko Diabła; Take Me Beyond; Beyond (Satans Kingdom); The Entrance to the Land Called Hell; Zaślubiny z Ciszą; Gdzie Grobowców Biel... |
Wydawcy: Non Opus Dei
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
Po pierwszym przesłuchaniu byłem trochę zdziwiony (pozytywnie)
zawartością "Yfel", musiałem przesłuchać kasetę parę razy, aby
przyzwyczaić się do tego wydawnictwa. Dlaczego? Otóż byłem raczej
nastawiony na black z klawiszami, z thrashowo brzmiącymi gitarami,
a tu niespodzianka.
Non Opus Dei w erze elektroniki, wydali album pozbawiony keyboardu.
Czy to źle? Raczej nie, bo materiał zawarty na "Yfel" jest ciekawy.
Metalom starszej daty może zakręcić się nawet łezka w oku, podczas
słuchania Non Opus Dei. Kapela gra dość prosty, szybki black. Nie
znaczy to, że to jakieś prymitywne szarpanie za struny, o nie,
muzyka nie jest może arcybogata, ale ma swój klimat.
Od "Yfel" aż zionie ciemnością, nienawiścią, nawet pewnym szaleństwem.
Non Opus Dei zrobilo na mnnie spore wrażenie, bo odważyli sie wydać
materiał niezybt pasujący do obecnej "mody" w blacku, dla mnie jest
on w pewien sposób nawiązaniem do kultowych nagrań kapel z poczatku
lat '90. Muzyka na "Yfel" pełna jest diabelskiej wściekłości, furii,
bólu, chaosu i wyrastającej z niego metody. Wspomnieć też trzeba
o ekstremalnych tempach, niestety nie zmieniają się one zbyt często,
ale po co, skoro utwory trwaja po 3 min. Wokalizy to wściekły blakowy
"jazgot", ale nie tylko - w "Take Me Beyond", "Zaślubiny z Ciszą"
i "Gdzie Grobowców Biel..." słyszymy męską deklamację i śpiew.
Nie obyło się też bez wykorzystania żenskich wokaliz, które wcale
nie ujmują ciężkości "Yfel". Wszystkie wokale są wywarzone między
soba i uzupełniaja się nawzajem, dodają też płycie kontrastów.
Trochę może rozczarować perkusja, bo czasami brzmi jak bezduszny
automat perkusyjny. Ciekawostką jest kilkudziesieciosekundowy
instrumentalny "Beyond (Satans Kingdom)". Non Opus Dei czują się
dobrze nie tylko w ekstrmie muzycznej, potrafia też zagrać brdziej
"uczuciowo", a mowa tu o wspomnianych wcześniej "Zaślubiny..."
i "Gdzie Grobowców...", przy czym ten ostatni jest swojego roczaju
wyciszaczem na koniec płyty, klsyczne delikatne gitary, męska
deklamacja, spokój ogarniający umysł i ciało. Dużym plusem,
przynajmniej dla mnie jest to, że większość liryków jest śpiewanych
w naszym ojczystym języku (Non Opus Dei jest z Olsztyna).
"Yfel" nawiązuje do pocztków blacku, do jego "starego", kultowego
brzmienia, może niezbyt pięknego i wyuzdanego muzycznie, ale pełnego
mrocznego klimatu. Cieszy mnie bardzo, że nie wszyscy grają ostatnio
bardzo modny symfoniczny black i intenieją kapele, które chołdują
starym wzorcom.
Kontakt z zespołem:
Tomasz Klimczyk
ul. Barcza 19/35
10-685 Olsztyn
autor: tymothy
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|