Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
89% |
| liczba ocen: |
79 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
Nazwa zespołu: Rage
Tytuł płyty: "XIII"
| Utwory: |
Overture; From The Cradle To The Grave; Days Of December; Changes (Sign Of Heaven, Incomplete, Turn The Page); Heartblood; Over And Over; In Vain (I Won't Go Down); Immortal Sin; Paint It, Black; Just Alone; Another Wasted Day (Bonus track); Tom Sawyer (Bonus track) |
Wydawcy: Gun Records
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
"XIII" był pierwszym albumem Rage jaki słyszałem. Od początku wiedziałem
jednak, że trzydzieści kilka marek, które poszły na zakup tego
wydawnictwa, zwróciły mi się po tysiąckroć. Uczucia, jakie towarzyszą
słuchaniu (może powinienem napisać: przeżywaniu) tej muzyki są warte
każdych pieniędzy. Potem postanowiłem zapoznać się z innymi płytami
Rage. I tu zaczęły się schody. W warszawskich sklepach albo nie było
kompletnie nic z dyskografii tej grupy albo jedynie "Lingua Mortis"
i "XIII". Potem sytuacja się nieco poprawiła, a to za sprawą EMPIKu, w
którym za przyzwoite ceny mogłem nabyć wiekszość tytułów tego niemieckiego
zespołu. Jednak nawet teraz, gdy na półkach zalegają "Perfect Man",
"Trapped!", czy "Black In Mind" nigdzie, ale to dosłownie nigdzie nie
ma albumu "The Missing Link"! Dziwne. W zdobyciu tej pozycji bardzo
pomocny okazał się być sklep internetowy (czekałem ponad cztery tygodnie,
ale warto było). Zawsze, kiedy idę do sklepu po jakiś album Rage, spotyka
mnie to samo. Pytam sie pani kasjerki, czy dostanę w sklepie płytę
mojego ulubionego zespołu, a o ona z uśmiechem na twarzy odpowiada,
że owszem. Informuje mnie, jednak, że dostępne są tylko dwie pozycje
"Evil Empire" i album tytułowy. Nie ma się co dziwić tej pani, ale jest
to trochę frustrujące, kiedy za każdym razem, gdy wspominam komuś o Rage
(nieważne, czy pani w sklepie, czy znajomemu) słyszę to samo pytanie:
"chodzi ci o Rage Against The Machine?". Już nie mam sił tłumaczyć, że
nie o ten zespół mi chodzi. A swoją drogą nazwanie człowieka, którego gra
na gitarze sprowadza się do zabawy przełącznikiem i pokrętłami jednym
z najlepszych gitarzystów rockowych to lekka przesada. Ale nie o RATM
mam tu pisać... Przejdźmy do sedna.
"XIII" to album niezwykły. Objawia się to przede wszystkim w połączeniu
muzyki klasycznej i metalowej. Teraz to nic nadzwyczajnego, ale jeszcze
dwa lata temu było to nie lada wydarzenie. Teraz wiele zespołów stara
łączyć się te odległe stylistyki, ale śmiem twierdzić, że Rage robi
to najlepiej. Panowie Hetfield, Ulrich, Hammett i Newsted powinni
byli najpierw zapoznać się z "XIII", a potem nagrywać (albo nie)
swoje wątpliwej jakości dzieło, jakim jest "S&M". U Rage wszystko
idealnie do siebie pasuje. Zespół gra swoje, a orkiestra stanowi tło i
dopełnienie jego muzyki. Tak jest najlepiej... Bo gdy zespół i orkiestra
mają tyle samo do powiedzenia i co gorsza "mówią" zupełnie coś innego,
wtedy brzmi to jak karykatura muzyki (vide "S&M"). Ale orkiestra to nie
wszystko. Bowiem bez genialnych kompozycji "XIII" nie byłoby w połowie
tak wspaniałym dziełem. Tutaj nie ma nic, czego być nie powinno. Wszystkie
dźwięki są niezbędne, każde uderzenie w bębny jest dokładnie zaplanowane,
każde szarpnięcie strun jest precyzyjne i przemyślane. Tym się objawia
geniusz. Nie podejmuję się opisywania utworów, bo jest to po prostu
niemożliwe. Nie można za pomocą słów oddać piękna muzyki zawartej na
"XIII", muzyki przejmującej, podniosłej i po stokroć niezwykłej. Takie
arcydzieła jak to zdarzają się naprawdę rzadko. Wydaje mi się, że Rage
już nigdy nie nagra takiego albumu. Ich ostatnia produkcja "Ghosts",
mimo, że jest naprawdę wyśmienita, nie ma już tej mocy i potęgi co
"XIII". Ale każdy wielki zespół ma w swojej dyskografii taki album,
po którym nic lepszego już nie może zostać nagrane. Na przykład dla
Helloween jest to "Keeper Of The Seven Keys Part I", dla Mercyful Fate -
"Don't Break The Oath", dla Manowar - "The Triumph Of Steel" itd. Dziwne
może wydawać się jedynie to, że bardzo wiele czasu musiało upłynąć zanim
Rage nagrali takie cudo. No, ale artystom wielkie dzieła nie wypadają spod
ogona, trzeba na nie trochę poczekać, czasami nawet bardzo długo. Dlatego
ja nie tracę wiary i czekam na jakieś nowe objawienie na scenie muzycznej,
album, który tak jak niegdyś "Master Of Puppets", "Powerslave", czy
właśnie "XIII" zachwieje budowlą zwaną "rock" i znowu rozbudzi ogień
drzemiący w sercach spragnionych wspaniałych dźwieków ludzi. Póki co jest
"XIII".
Każdy, kto nie ma jeszcze tej płyty, powinien (musi) natychmiast udać
się do sklepu celem jej nabycia. Tego nie można zlekceważyć, tego nie
można pominąć... Chyba, że ma się plastikowy umysł i plastikowe serce,
naładowane plastikową pseudo-muzyczną papką. Wtedy wskazane jest trzymanie
się z daleka od "XIII", bo obcowanie z tym klejnotem będzie zbyt trudne
dla pospolitego pożeracza list przebojów. Pozostali: marsz do sklepów... i
bez "XIII" mi nie wracać!
autor: Comeill
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|