Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
48% |
| liczba ocen: |
150 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Them Crooked Vultures "Them Crooked Vultures"
|
Nazwa zespołu: Them Crooked Vultures
Tytuł płyty: "Them Crooked Vultures"
| Utwory: |
Elephants; New Fang; Scumabag Blues; Dead End Friends; Bandoliers; Mind Eraser; Gunman; Daffodils; Interlude With Ludes; Caligulove; Warsaw; Nobodys Loves Me |
| Wykonawcy: |
Josh Homme - gitara, wokal; John Paul Jones - gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Dave Grohl - instrumenty perkusyjne; Alain Johannes - gitara |
Wydawcy: RCA
Rok wydania: 2009
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6
Jones, Grohl, Homme. Nazwiska znane każdemu entuzjaście muzyki. Pierwszy - basista i klawiszowiec legendarnej grupy Led Zeppelin, drugi - perkusista pionierów muzyki grunge - Nirvany, a poza tym wokalista i gitarzysta Foo Fighters, trzeci zaś to ikona sceny stoner rockowej - gitarzysta Kyuss, wokalista i gitarzysta Queens Of The Stone Age oraz perkusista Eagles Of Death Metal.
Ci muzycy postanowili połączyć swe siły i pod szyldem Them Crooked Vultures nagrać wspólnie płytę. Wszystko zaczęło się od plotek, regularnie podsycanych przez osoby blisko związane z zespołem, m.in. przez Brody Dalle (narzeczona Josha Homme'a, założycielka The Distillers i Spinerette). Zewsząd pojawiały się różne doniesienia na temat współpracy Jonesa, Homme'a i Grohla. Jedni uznawali to za pewne informacje, inni zaś nie wierzyli i pozostawiali temat w sferze marzeń fanów. Koniec końców płyta w końcu się ukazała i pozostawiła ogromne pole do polemik, sporów i dociekań o co tak naprawdę Them Crooked Vultures chodziło.
Bo czegóż można było się spodziewać po takich indywidualnościach, które spotykają się w jednym studiu i nagrywają razem muzykę? Odpowiedź jest prosta. Wszyscy oczekiwali materiału wbijającego w fotel, wywracającego wnętrzności do góry nogami. Czegoś, co we współczesnej muzyce rockowej wyznaczy zupełnie nowe kierunki i podejmie proces eksploracji terytoriów nieznanych dotąd gitarom, basom i perkusjom. W końcu na jednej scenie staneły de facto trzy pokolenia. Każdy z panów w swej dyskografii ocierał się o różne stylistyki. Więc synteza gatunków była tu nieunikniona i przez fanów z niecierpliwością wyczekiwana. Co tak naprawdę dostajemy?
Otóż dzieło Them Crooked Vultures śmiało można nazwać, z całym szacunkiem do Jonesa i Grohla, "solowym" projektem Josha Homme'a. Na pierwszy "rzut ucha" słychać, że rudowłosy jegomość miał bardzo znaczący wpływ na twórczość Them Crooked Vultures. Ta niesamowicie charyzmatyczna postać była w stanie narzucić swą wolę nawet takiej legendzie, jaką jest John Paul Jones. Wszystkie utwory są utrzymane w stylistyce Queens Of The Stone Age. Z pewnościa natchniona gra Jonesa na basie dodaje muzyce pikanterii, tak samo jak nieprawdopodobna rytmiczność Dave'a Grohla. Całokształt pozostawia jednak ogromny niedosyt. Są utwory, które bezspornie zapadają w pamięć, ale podobnie jest w przypadku przesłuchiwania każdej kolejnej płyty QOTSA. Tutaj analogia do poprzedniej kapeli Homme'a nie wystarcza. Spodziewałem się ewidentnych wpływów stoner rocka, odrobiny brudnej odmiany muzyki rodem z Seattle, a także krzty klasycznego rockowego grania. Dostaję album bez fajerwerków, bez mieszaniny stylów, bez pazura. Ot, przyjemna płyta. Bardzo dobry "Scumbag Blues" - z dosyć połamanym rytmem, melodyjny, singlowy "New Fang", znośne "Dead End Friends". Reszta nie zawodzi, ale nie daje też niezapomnianych przeżyć i doznań.
Czuję się nieswojo słuchając tej płyty. Gdzieś już to wszystko słyszałem i wcale nie brakowało mi Johna Paula Jonesa ani Dave'a Grohla. Po prostu krążek został zdominowany przez jednego artystę. Narzucił bezceremonialnie reszcie kapeli swoją wizję, co u odbiorców wywołuje mieszane odczucia. Sądzę, że płyta "Them Crooked Vultures" to jednorazowy wyczyn i nie ma co czekać na kolejne wydawnictwo. Choć może wówczas usłyszelibyśmy Led Zeppelin revival, co na pewno ucieszyłoby niejedno ucho.
autor:
Przemek Bizoń
|
tutaj od 7.01.2010
|
|
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Zobacz:
Wasze komentarze (poniżej)
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
Z dużej chmury mały deszcz..
.. a właściwie kapuśniaczek ;) niestety, mało ciekawy ten album i już nie chodzi o te nazwiska. a gdybym był złośliwy, to powiedziałbym, że to najsłabszy krążek w dorobku.. Queens of the Stone Age ;p
|
| |
2/10
Justin (gość, IP: 195.85.249.*), 2010-01-15 09:55:34
| odpowiedz | zgłoś
Ta płyta jest słaba. Wyobraźmy sobie, że nie została nagrana przez supergrupę, ale młodych muzyków, o zupełnie nieznanym rodowodzie. Przeszłaby bez echa i skończyła na półce z wyprzedażą ..... Smętne to i na siłę.
|
| |
Dla mnie płyta jest rozczarowaniem
Jędrzej S. (gość, IP: 81.190.118.*), 2010-01-12 12:16:26
| odpowiedz | zgłoś
Spodziewałem się czegoś ciekawszego, nawet nie ze względu na nazwiska, a na to, że jest to projekt Homme'a. Niestety, płyta brzmi jak odrzuty z sesji QotSA i to nie te najlepsze. Jest kilka spoko kawałków, ale generalnie album rozczarowuje.
|
| |
re: Dla mnie płyta jest rozczarowaniem
SzalonyIkar (gość, IP: 79.184.186.*), 2010-01-12 13:00:48
| odpowiedz | zgłoś
święte słowa
|
| |
Płyta nadzwyczaj ciekawa
no code (gość, IP: 83.14.84.*), 2010-01-10 20:18:39
| odpowiedz | zgłoś
Hmm.. Płyta zdominowana przez Josha? Ja bym ujął to inaczej, choć podobnie jak niektórzy z moich przedmówców - Josh gra tu na gitarze i jest wokalistą, więc, na miłość boską, oczywiście że występuje niebagatelny jego wpływy na brzmienie całości, i oczywiście że będą nawiązania do QotSA. Proponował bym nie traktować tego jako minus, wręcz przeciwnie. Dla mnie płyta TCV jest kolejnym przykładem na wirtuozerie gitary pana Homme'a. Ale o dominacji nie ma mowy, bynajmniej dla mnie. Widzę (słyszę) za to świetną współpracę i radość wspólnego grania (pierwsza minuta Elephants) Przy każdym kolejnym przesłuchaniu, oprócz tego że świetnie się bawię, wyłapuje coraz to nowe smaczki - i nie tylko gitarowe. Bas brzmi wyśmienicie (wspomnieć tu chociażby Scumbag Blues oraz Warsaw), a o bębnach nie wspomnę. Słucham tej płyty i pytam dlaczego Dave "marnuje się" grając na codzień na gitarze? (muszę tu wspomnieć o niepozornym, acz świetnym pod względem perkusyjnym Bandoliers). Niesamowita energia, czucie gry Dave'a wpływa chociażby na to, że nie traktuje tej płyty jako zdominowanej przez Josha. Każdy z muzyków włożył solidne kilka groszy w brzmienie i charakter tej płyty, a słychać to wyraźnie. Chcę poruszyć jeszcze jedną kwestię, mianowicie to, że nie pierwszy raz spotykam się z tym, że oczekuje się od tej płyty "bóg-wie-czego". Owszem, wielkie osobowości, indywidualności, ale - co słychać na płycie - liczyło się po prostu dobre, wspólne granie, bez zbędnego spinania się i dmuchania balonu pod szyldem: Płyta, która wyznaczy nowe kanony w muzyce gitarowej. Tak nie jest, i bardzo dobrze! Dla mnie - świetna, nieszablonowa płyta, która pokazuje, że opinie na temat klasy każdego z członków grupy nie są przesadzone. Jeśli jednak ktoś szuka ugłaskanych melodii i grania na zasadzie zwrotka - refren - zwrotka - refren, to zdecydowanie nie polecam.
Wg mnie, mocne 8/10.
I jeszcze jedno, ja z wielką radością przyjął bym kolejne wydawnictwo TCV. Czas pokaże.
|
| |
...
Raju. Podziwiam Cie za to, ze dales rade ten album przesluchac do konca. Ja sobie odpuscilem.
|
| |
hm.
czyżby drogi recenzent celowo pominął fakt, że Dave Grohl swego czasu grał i nagrywał z QOTSA ? ;) wątpię, żeby Homme go zdominował, jakkolwiek to brzmi. ;) u mnie płyta ma 8 z plusem.
|
| |
8/10
Gumirez (gość, IP: 79.185.143.*), 2010-01-09 10:37:43
| odpowiedz | zgłoś
Problem w tym drogi recenzencie, że z Joshem nie gra ani Kurt Cobain ani Jimmi Page. Chyba wiele osób spodziewało się Bóg wie czego, tylko nie zwróciło uwagi na nazwiska a nazwy zespołów. To nie jest kapela LedZeppRvanaStone. Czemu tu się dziwić, że płyta zdominowana przez Homme'a? Gra w niej na gitarze i do tego śpiewa to chyba wystarczający powód, żeby odcisnąć znaczne piętno na stylu muzyki.Do tego Grohl zagrał na całej płycie Songs For The Deaf QOTSA, więc dołożył swoje. Przy całym szacunku do sekcji rytmicznej, Ci Panowie zawsze stali w cieniu. Paul Jones w cieniu Page'a i Planta, Grohl Kurta. A płyta świetna. Czy zespół nazywa się Them Crooked Vultures czy QOTSA to sprawa drugorzędna. Jeśli ktoś się spodziewał nowoczesnego stonergrungowego Zeppelin to niech dalej buja w obłokach ;-)
|
| |
9+/10
Tomaszekk (gość, IP: 80.240.175.*), 2010-01-08 16:29:51
| odpowiedz | zgłoś
dla mnie jest to niekwestionowany (obok Alice in chains) rockowy album roku... Zauważylem, że sporo osób nie podziela mojego zachwytu, ale widze po komentarzach, że nie brakuje i zwolenników albumu. Nie bylo lekko.. mnie od pierwszego razu nie zaczarowało, zwlaszcza poczatek plyty mozolny.. w tej chwili nie potrafie się nim nie bawić. Wg. mnie bardzo zróżnicowana (wbrew pozorom) , rewelacyjna rockowa płyta, jest sporo momentów zapadających w pamięci, nie potrafię nie jarać sie teraz Caligulove, Dead End Friends, Bandoliers, Warsaw.. ale w zasadzie uwazam, że na tym albumie każdy kawałek ma swoj charakter i jest naprawde fajny.
|
| |
Them Crooked Vultures
matMA (gość, IP: 83.30.174.*), 2010-01-08 12:10:40
| odpowiedz | zgłoś
Moim zdaniem płyta rewelacyjna i właśnie w odróżnieniu od autora recenzji gdy pierwszy raz ja usłyszałem byłem zszokowany połączeniem stylów i brzmienia pokoleń. Muzyka na niej zawarta to te trzy nazwiska które ją tworzą nie widzę żadnego zdominowania charakterem QOTSA a słysze niesamowite połączenie brudu delikatności i chaosu. Naprawde piękna płyta
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|