Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
85% |
| liczba ocen: |
95 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Virgin Steele "Invictus"
|
Nazwa zespołu: Virgin Steele
Tytuł płyty: "Invictus"
| Utwory: |
The Blood Of Vengeance; Invictus; Mind, Body, Spirit; In The Arms Of The Death God; Through Blood And Fire; Sword Of The Gods; God Of Our Sorrows; Vow Of Honour; Defiance; Dust From The Burning; Amaranth; A Whisper Of Death; Dominion Day; A Shadow Of Fear; Theme from "The Marriage of Heaven & Hell"; Veni, Vidi, Vici |
| Wykonawcy: |
David DeFeis - wokal, instrumenty klawiszowe; Edward Pursino - gitara, gitara basowa; Frank Gilchriest - instrumenty perkusyjne |
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Często spotykam się z opiniami, że to co nie jest ekstremalne nadaje się
co najwyżej do słuchania przez staruszki. Dzięki ostatniemu nawałowi
kapel power metalowych, muzyka ta stała się bardzo popularna, a co za
tym idzie komercyjna i ociera się o zły smak. Zastanawia mnie tylko czy
ci, którzy twierdzą, że klasyczny metal to tylko banda wykastrowanych
chłopczyków w białych koszulkach, mają jeszcze resztki słuchu,
aby dosłuchać się podstaw muzyki, jakże prostej i jakże potężnej,
i wciągającej!
Całe życie słuchając Manowar i dziesiątek zespołów, które ich kopiowały,
miałem dość już w kółko tych samych trzech akordów. Szukałem, błądziłem
między death metalem a hard rockiem, aby odnaleźć brzmienie, które by
mnie tak powaliło, jak "Fighting The World" Królów Metalu na początku
mej ekstazy i agonii.
Wybawienie przyszło niedawno. Przeszukując metalowe strony i radia kolejną
noc z rzędu, natrafiłem kolejny raz na nazwę, która się często pojawia na
ustach fanów heavy metalu. Mowa tu o Virgin Steele. Kiedyś usłyszałem ich
jeden czy dwa utwory i nie robiły na mnie specjalnego wrażenia. Ale co
tam, aby się upewnić, że to kolejna kicha kupiłem jedną kasetę. Był to
"Invictus". Płyta wydana w 1998 roku przez dwóch niezwykle mieszających
w świecie ciężkiego grania ludzi: Davida DeFeisa i Edwarda Pursino.
Początek to przechwałka Pra-Boga, o tym jak ma zamiar wygnać dynastie
niebios i objąć tam rządy. Kiedy odjeżdża na swym koniku, słyszymy
bardzo śmieszny, bym powiedział, ale i ciekawy riff gitarowy. Zaraz po
nim następuje symfonia. I coś, co przypomina zwrotkę z "Black Wind,
Fire And Steel" Manowar. Słuchając tego po prostu odleciałem, jedna
piosenka, druga, trzecia. Nie mogłem zdjąć tego z uszy, chociaż nauka
i praca czekały, środek nocy, a "Invictus" dalej atakuje moje uszy.
Głos Davida, raz zarywający growlem, raz krzykiem, a raz wysokimi
tonami pokazuję jakim wielkim jest wokalistą. Wspaniałe ciężkie riffy i
solówki. To było wprost nie do opisania. Słyszymy motywy z poprzednich
płyt, słyszymy także te które będą częścią piosenek nagranych na "House
Of Atreus" i czasami jest bardzo pięknie, melodyjnie, czasami szybko
i niszcząco. Virgin Steele to naprawdę "małżeństwo nieba i piekła"...
Grom, pioruny, trzęsienie ziemi. Wojna, aż tu po siedmiu latach zdobywamy
niebiosa, wyganiamy z nich wszystkie bóstwa i sami, my ludzie, obejmujemy
tam rządy. Endyamon, wódz ludzkich wojowników koronuje nas Królami Świata.
I album po ponad 90 minutach się kończy. To było straszne, dlaczego tylko
90 minut? Chcę co najmniej drugie tyle. Przez to do dzisiaj, czyli już
ponad półtora miesiąca co dzień raz muszę przesłuchać tego dzieła.
Porównując tę płytę do innych tego zespołu, mogę powiedzieć tylko, że
jest najcięższa. Ostra i wprost wgniatająca w krzesło (ale czy ktokolwiek
usiądzie przy takiej mocy?). Musicie mi wybaczyć ten entuzjazm, lecz kiedy
ktoś słyszy setki płyt, zawierających chłam i nagle w jego życiu pojawia
się kapela taka jak Virgin Steele, natychmiast jego miłość do metalu
ożywa na nowo. Ten zespół prezentuje dorosły epicki metal. Znajomość
mitologii u głównego kompozytora jest doprawdy imponująca.
Nie spotkamy na tym krążku, utworów o miłości albo balladek. To po prostu
jedna atmosfera i jedna epicka opowieść! Dlatego stawiam temu wydawnictwu
najwyższą ocenę. Bo ten concept-album jest dziełem sztuki i sądzę, że
najlepszą płytą tego dziesięciolecia (a może tysiąclecia?). Teraz wiem,
że moje poszukiwania się zakończyły, bo znalazłem Bogów Metalu!
autor: Arch Angel
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
Invictus
Byczek (gość, IP: 95.49.39.*), 2011-08-02 21:04:56
| odpowiedz | zgłoś
Płyta oczywsicie ze genialna!!! Szkoda tylko za na Masters of rock 2011 zagrali bez Edka Pursino i tylko niecała godzine mieli do dyspozycji!!!
|
| |
Genialna płyta, arcydzieło
muria (gość, IP: 95.49.163.*), 2010-11-15 21:28:12
| odpowiedz | zgłoś
Trochę żal, że po House of Atreus i Virgin Steele odeszli od tak potężnego i agresywnego grania,co prawda każdy prawdziwy talent powinien ewoluować...
Mastering Invictusa mógłby być lepszej jakości. Nie zmienia to faktu, że płyta jest arcydziełem i nie raz wycisnęła mi łzy z oczu.
|
| |
!
Archi (gość, IP: 83.27.167.*), 2008-05-31 18:28:56
| odpowiedz | zgłoś
Genialna rzecz!
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
zespół: Virgin Steele
"Invictus"
autor: Arch Angel
|
|