zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 19 czerwca 2021

recenzja: Aeternus "...and so the night became"

29.09.1998  autor: ezraa
okładka płyty
Nazwa zespołu: Aeternus
Tytuł płyty: "...and so the night became"
Utwory: there's no wine like the bloods crimson; as i march warrior of the cresent moon; blodsverging; when the crows shadow falls; ild dans; ...and so the night became; fyrndcheimen
Wykonawcy: ares - instrumenty perkusyjne, gitara; k. nordeide - instrumenty perkusyjne, lutnia, lira, gitara, pianino; morrigan - gitara basowa, instrumenty klawiszowe; janto - wokal
Wydawcy: Hammerheart Records
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Bardzo ładny, czarno-czerwony, rozkładany na czworo (tzn. w kształcie krzyża) digipak przywiózł Matthew The Gravedigger z wywczasów w Berlinie. Po odchyleniu pierwszej części okładki, spoglądamy na dwóch "pomazańców" - jeden z gromem w rękach, drugi z gustowną, kolczastą biżuterią wokół szyi. Odchylamy drugą część okładki - oto niewiasta, w morcznym makijażu, dzierży siekierę w rękach. Odsłona trzecia - zdjęcie kapeli i w końcu czwarta część krzyża - płyta. Play.

Symfonicznie i strasznie posępnie. Wojna! Wściekłe uderzenia kotłów wzywają z najodleglejszych zakątków mroku tych, którzy będą walczyć w pyle, wyrzynając wszystko dokoła. Rzeź! Czerwone niebo zasnute czarnymi chmurami, z których zaraz lunie deszcz. Woda, błoto i krew...

Takie mniej więcej obrazy nasuwają mi się, gdy słucham tego albumu. Epicki black metal, zawierający elementy melancholii i refleksji (gitara akustyczna, fortepian...). Trochę kojarzy się z Hades, ze względu na powolne marszowe pasaże, ale Aeternus gra bardziej czysto, łagodniej (czyste brzmienie gitar i perkusji - więc i wydaje się łagodnie). Niemniej, jest trochę wściekłej sieki (ale nie to co tygiery lubią najbardziej :-)) oraz bardzo ładna aranżacja każdego z utworów (tu jakieś ptaszysko, tam szum morza), że aż "chce się słuchać".

Sam album jest długi (ok 63 minut), utwory nie schodzą poniżej sześciu minut, więc długie, ale nie nudzą się. Musowo trzeba posłuchać takich kawałków jak "there's no wine like...", "blodsverging", "ild dans" czy ostatni "tryndcheimen" - wtedy człowiek poczuje się, jakby stał na skalistym szczycie i patrzył na pole, gdzie przed paroma godzinami rozegrała się bitwa...

"...i raise my hammer of war
to call my vulture
up high it flies from the fields
from its kingdom it sees
the most wonderful sights
dead men - wounded worms
the remains of a conquered land
my slaughtery and victory..."

Komentarze
Dodaj komentarz »