zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 24 maja 2018

recenzja: Arctic Monkeys "AM"

29.10.2013  autor: Dominik Zawadzki
okładka płyty
Nazwa zespołu: Arctic Monkeys
Tytuł płyty: "AM"
Utwory: Do I Wanna Know?; R U Mine?; One For The Road; Arabella; I Want It All; No. 1 Party Anthem; Mad Sounds; Fireside; Why'd You Only Call Me When You're High?; Snap Out Of It; Knee Socks; I Wanna Be Yours
Wykonawcy: Alex Turner - wokal, gitara; Jamie Cook - gitara; Nick O'Malley - gitara basowa, wokal; Matt Helders - instrumenty perkusyjne, wokal
Wydawcy: Domino Records
Rok wydania: 2013
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Arctic Monkeys jest ostatnio w polskich mediach bardzo chwalone. Jako że Małpki są zespołem o ugruntowanej pozycji, to recenzje ich najnowszego albumu, nazwanego po prostu "AM", opublikowały nie tylko czasopisma i portale branżowe - można było o płycie poczytać również w działach kulturalnych ogólnopolskich gazet i tygodników opinii. Dodam, że w przeważającej większości recenzje owe były pozytywne lub wręcz entuzjastyczne. Chyba żaden zespół rockowy nie miał w Polsce ostatnimi czasy tak dobrej prasy, jak Anglicy (no, może ostatni album Queens Of The Stone Age został odebrany podobnie, ale z pewnością nie na tym poziomie entuzjazmu graniczącego z histerią).

Naturalnie większość pozytywów, na które zwracali uwagę recenzenci muzyczni, pokrywa się z tym, co sam myślę o najnowszym dziele zespołu. To naprawdę dobra płyta. Jednak na odtrucie od wszechobecnej medialnej wazeliny powiem, że wbrew temu, co można przeczytać tu i ówdzie, "AM" nie jest najlepszym krążkiem Turnera i spółki. Ich najlepszym albumem był debiut i nie piszę tego na zasadzie upartego nie dopuszczania do siebie myśli o nieuchronnym rozwoju zespołu (klasyczny i najlepszy przykład takiego myślenia: "Metallica skończyła się na 'Kill'em All'"). Tak po prostu jest. Debiut był szaloną post-punkowo - rockową jazdą, świeżą, melodyjną i szalenie wkręcającą. Im dalej w las, tym słabiej, co nie znaczy, że kolejne płyty były złe, wręcz przeciwnie, ale debiutowi nie dorównywały.

Po opublikowaniu ostatniego jak do tej pory longplaya grupy, "Suck It And See", zaczynałem wątpić w chłopaków. Zespół, będący rockowym głosem swojego pokolenia, zaczął zjadać własny ogon i mimo że (znów) nie był to krążek ewidentnie zły, to po raz pierwszy podczas słuchania płyty Arctic Monkeys zacząłem się nudzić. Widać nie tylko ja miałem takie wrażenie, bo "Suck It And See" zebrał średnie recenzje, a przed zespołem pojawił się dylemat: grać to samo i jechać na opinii, czy uciec do przodu odświeżając artystyczną formułę, na której dotychczas się opierał, proponując choćby kosmetyczne zmiany.

Na szczęście Alex Turner, jak na prawdziwego artystę przystało, wybrał tę drugą, trudniejszą drogę. Efekt? Bardzo dobra muzyka, choć debiutu nie przeskoczyli. Jedno się w twórczości Arctic Monkeys nie zmieniło. Mianowicie dźwięk szlifowany pod okiem Jamesa Forda. Można odnieść wrażenie, że z płyty na płytę zespół brzmi coraz bardziej staroświecko, co jest zresztą całkowicie zamierzonym działaniem. Ale to nie ono jest tu najistotniejsze, ale styl. I w tej kwestii nowości pojawia się akurat sporo. Lider zespołu Alex Turner nigdy nie ukrywał, że dobrze czuje się w dźwiękach wywodzących się z lat 60 i 70. Tym razem jednak zaprezentował słuchaczom całą ich paletę, wykraczającą poza ramy muzyki rockowej. Najlepiej na "AM" słychać inspirację brzmieniem artystów z wytwórni Motown. Jest kilka takich numerów opartych na soulowych, a miejscami lekko funkowych klimatach. Nie wiem, jak wytrzymają to rockowi puryści, mnie taka delikatna wolta stylistyczna odpowiada, także dlatego, że w tej odświeżonej wersji Anglicy brzmią autentycznie. Te soulujące piosenki, oparte na prostej grze perkusji, wyeksponowanej linii basu i (najczęściej) wysokim śpiewie Turnera (co dodaje im przebojowości), to ponad połowa albumu. W większości z nich riff jest tłem dla melodii, ukrytym gdzieś za wokalem i pulsującym basem. Takie są choćby "One For The Road", "Why'd You Only Call Me When You're High?" czy będące już soulem na całego "Knee Socks" (ze świetnym udziałem Josha Homme'a z QOTSA) i "I Wanna Be Yours".

Dla amatorów nieco ostrzejszych dźwięków kapela przygotowała "R U Mine?", "I Want It All" i nieco doorsowski "Fireside" (organy Hammonda mają zapewne wpływ na to skojarzenie). "I Want It All" to połączenie naprawdę ciężkiego gitarowego riffu z falsetem wokalisty - mnie kojarzy się ewidentnie z kawałkami Queens Of The Stone Age.

W klimat cofania się w czasie świetnie wpisuje się beatlesowsko - britpopowy "No. 1 Party Anthem", a najciekawszym nawiązaniem do twórczości innych artystów jest według mnie chyba "Mad Sounds", który brzmi jak żywcem wyjęty z którejś z płyt Lou Reeda (choćby "Transformer") lub - jak kto woli - The Velvet Underground. Jest to utwór o prostej konstrukcji i tak samo niechlujnie zaśpiewany, jak miał to w zwyczaju autor "Perfect Day".

No i na koniec rzecz najbardziej hitowa, nie bez przyczyny wybrana na pierwszy singiel. Mowa o "Do I Wanna Know?", które jakby zaprzecza tezie, że Arctic Monkeys nie potrafią pisać hymnów. Otóż potrafią. I choć nie jest to utwór stricte rockowy (znowu gitara jest prosta i pełni rolę tła dla ciekawej linii wokalnej i wyeksponowanego basu), to nie wierzę, że refren nie będzie chóralnie odśpiewywany na koncertach. Dodam jeszcze, że o ile zazwyczaj nie wypowiadam się o tekstach (prosty człowiek jestem, nie znam się na poezji, nawet tej rockowej), to słowa napisane przez Turnera do tego utworu bardzo do mnie trafiają. Kto mnie zna, po przeczytaniu tekstu będzie wiedział o co chodzi. Zresztą czy jest ktoś, kto może z czystym sumieniem powiedzieć, że nie miał nigdy podobnych odczuć, co lider Arctic Monkeys?

Arctic Monkeys może już nigdy nie dogonią udanego debiutu. Ale świetnie, że starają się rać stosując nieograne patenty. Chwała im za to. Stawiam "AM" punkcik za świetne "Whatever People Say I Am, That's What I'm Not". A teraz wracam do słuchania, bo ta płyta wkręca.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Arctic Monkeys "AM"
Szamrynquie
Szamrynquie (wyślij pw), 2013-12-26 10:20:22 | odpowiedz | zgłoś
Przyjemna płyta. Bardzo lubię "One For The Road" i "Arabella" za te wieczorowe gitary. Recka też przyjemna i wartościowa, ale nie wiem Dominik o co ci chodzi z tym głosem pokolenia. Czy oni w jakichś wywiadach na trzeźwo mówili, że chcą być głosem pokolenia? Czy gość śpiewający "chcę być twoim odkurzeczem..." to jakiś buntownik? Czy ktokolwiek widzi na okładce tego albumu wykres nastrojów społecznych czy czegoś w tym rodzaju? Tu jest coś innego i nie trzeba obejrzeć teledysku (zajebistego swoją drogą) do "Do I wannna know?" żeby to zobaczyć.
re: Arctic Monkeys "AM"
Marcin Kutera (wyślij pw), 2013-11-02 11:24:27 | odpowiedz | zgłoś
album niezły, mimo to ja wolę z takiego rocka niezależnego (indie rock): Tinderstricks, National, czy Hugo Race'a a w szczególności jeden z jego ostatnich albumów Fatalists (2010).
re: Arctic Monkeys "AM"
universal_soul (gość, IP: 83.7.63.*), 2013-10-31 08:24:57 | odpowiedz | zgłoś
Jak dla mnie poprawna acz miałka płyta. Dobra jak na indie, ale jak ktoś tutaj napisał: jakby nie potrafili niczego docisnąć. Liryki na tyle na ile się wsłuchałem to raczej barbaduszenie niż cokolwiek poważnego.
Wydaje mi się, że AM to naprawdę dobry reprezentant 'rockowego' bezzębnego pokolenia dzisiejszego dnia.
re: Arctic Monkeys "AM"
wac
wac (wyślij pw), 2013-11-02 12:48:08 | odpowiedz | zgłoś
rzadko się zgadzamy ale tu trzeba przyklasnąć odnośnie tego bezzębnego rocka, na chuj w ogóle jeszcze ci ludzie się starają?
re: Arctic Monkeys "AM"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2013-12-26 11:09:53 | odpowiedz | zgłoś
Płacą dobrze za takie granie, zapraszają na stadiony i festiwale jako gwiazdę, to co się nie starać.
Dla mnie drugi taki zespół jak Arctic Monkeys to Muse, chyba jeszcze bardziej znany niestety. I bardziej bezjajeczny.
re: Arctic Monkeys "AM"
boleń (gość, IP: 31.182.138.*), 2013-10-30 21:31:26 | odpowiedz | zgłoś
zupelnie nie przemawiaja do mnie te kapele ktore rzekomo odnawiaja oblicze rocka; nawet ukuto tutaj termin 'nu rock revolution'; dla mnie to sa zespoly ktore z rasowym rockiem powiazane sa tylko tytularnie, znacznie wiecej zawdzieczaja scenie indie, czyli nigdy nie moga tak na serio nabrac czadu; to tez jest bolaczka AM, goscie jakby bali sie wcisnac guzika z napisem 'przester', na alternatywe tez sa za malo wyrazisci, nie potrafia pisac tak dobrych numerow jak R.E.M czy pavement (uznawani za prekursorow alt/indie); do tego jest to kolejna kapela ktora cierpi na brak wyrazistych osobowosci, na tych gosci patrzy sie z umiarkowanym zainteresowaniem i tak tez sie ich slucha; a niestety wyrazisty wizerunek, otoczka towarzyszaca kapeli w duzym stopniu wplywa na odbior; nowa plyta AM jest dokladnie taka sama jak poprzednie: do posluchania, pobujania sie i zapomnienia; wolalem juz rewolucje nu'metalowa i tych wszystkich durstow
re: Arctic Monkeys "AM"
Wolrad (gość, IP: 89.72.64.*), 2013-10-31 19:09:01 | odpowiedz | zgłoś
Najgorzej, że ten kierunek w muzyce ma się dobrze. Nawet PJ tak gra i cieszą się chłopki, że nagrali piosenkę stadionową na nowej płycie.

Może nie rozumiem tego podejścia...
re: Arctic Monkeys "AM"
Wolrad (gość, IP: 89.72.64.*), 2013-10-30 20:54:46 | odpowiedz | zgłoś
Jak dla mnie to mogę czasami Małp posłuchać, ale ciarki po plecach mi nie przechodzą. Czy jest to głos pokolenia?
Pewnie tak, ale jest to pokolenie Emo, bardzo nijakie, bez jakiegoś celu, nie buntujące się przeciw rzeczywistośći.

I taka jest muzyka Arctic, gdzieś już słyszałem ich dźwięki u innych. Niby przebojowo, ale wypada szybko z głowy.
re: Arctic Monkeys "AM"
Vince_Vega (wyślij pw), 2013-10-30 10:52:10 | odpowiedz | zgłoś
A może tak kulturalnie napisać o co chodzi żebyśmy mogli nawiązać jakąś polemikę? Bo stanąć w opozycji do określenia "bzdety" trochę trudno.
re: Arctic Monkeys "AM"
Czarne Warzywo (gość, IP: 79.191.150.*), 2013-10-30 15:25:37 | odpowiedz | zgłoś
Zaiste dobrze prawisz Vincencie.
« Nowsze
1