zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 17 stycznia 2019

recenzja: Black Label Society "Mafia"

10.06.2005  autor: tomush
okładka płyty
Nazwa zespołu: Black Label Society
Tytuł płyty: "Mafia"
Utwory: Fire It Up; What's In You; Suicide Messiah; Forever Down; In This River; You Must Be Blind; Death March; Dr. Octavia; Say What You Will; Too Tough To Die; Electric Hellfire; Spread Your Wings; Been A Long Time; Dirt On The Grave
Wykonawcy: Zakk Wylde - wokal, gitara, pianino; Nick "Evil Twin" Catanese - gitara; James Lomenzo - gitara basowa; Craig "Louisiana Lightning" Nunenmacher - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Artemis Rec.
Rok wydania: 2005
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Niezmordowany Zakk Wylde, który już od ponad 10 lat co roku zaskakuje nas uczestnictwem w różnych projektach - czy to nagrywając gitary dla starego Ozzy'ego, dla różnych artystów solowych, bądź na trybutach, czy też wydając własne płyty - powraca z nowym materiałem firmowanym logiem Black Label Society. Okładka tym razem nie straszy nową konfiguracją czaszek, a w swojej prostocie jest w pewnym sensie symboliczna - są kości, jest ogień a także sam tytuł albumu mówi sam za siebie - "Mafia"! Zatem na pewno będzie groźnie...

Trzeba powiedzieć, że stylistyka, jakiej podejmuje się Zakk, jest dosyć ciężka do eksploatacji. Ileż można w końcu wyprodukować piosenek opartych na 2-3 funtach, dających równie potężnego kopa, zachowując przy tym podobny, rozpoznawalny styl? Okazuje się jednak, że pokłady są niewyczerpane bo na krążku zmieściło się aż czternaście kompozycji. Jeśli chodzi o formę to Zakk utrzymał heavy metalowe ramy i styl - jest ciężko a wręcz bezkompromisowo (chociaż są dwie ballady).

Na płycie każdy fan Zakka znajdzie z pewnością to wszystko za co go uwielbia. Jest oczywiście obniżony strój gitary, mięsiste, potężne brzmienie a także jedyne "takie" flażolety w muzycznym światku. Także wokal Wylde'a jest wyjątkowo dobry - w wielu kawałkach muzyk zachował styl śpiewania a la Ozzy Osbourne znany już z poprzedniego albumu - "The Blessed Hellride" - w pozostałych operuje znaną wszystkim barwą czyli "po męsku" i "na ostro".

Album zaczyna się naprawdę wspaniale, obecnie być może moim ulubionym kawałkiem z udziałem Zakk'a. "Fire It Up" - potęga prostoty (dosłownie trzy akordy grane powoli na zmianę), połączona z użyciem talk-boxa do wyjęczenia refrenu, dodatkowo okraszona kapitalną, zawodową solówką. Utwór niesamowicie przesycony energią jest tak mocnym punktem płyty, że aż dziw, że nie został wybrany na singla. Do tej roli przeznaczony został trzeci (zaraz po solidnym, typowo Zakkowym "What's In You") utwór "Suicide Messiah" - skądinąd bardzo dobry, ale jakby żywcem wyjęty z "TBH" a w dodatku okraszony tragicznym teledyskiem o facetach w aluminiowych hełmach. Dalej mamy pieśń "Forever Down", która niestety niczym się nie wyróżnia - mocne uderzenie, flażolety i do przodu. Zmianę nastroju przynosi dopiero numer piąty - "In This River". O dziwo, ballada o tym samym tytule, również z wokalem Zakka pojawiła się niedawno na samym końcu solowej płyty Dereka Sheriniana - "Mythology" (polecam). Piosenki nie są jednak bliźniacze, a ta umieszczona na "Mafii" zdaje się być ciekawszą, bardziej melodyjną i zgrabniejszą kompozycją. Cieszę się, że na taką stać było Zakka zważywszy na brak podobnych momentów na "ciężkich" wydawnictwach Black Label Society. I zwłaszcza dlatego, że dalej czeka nas jeszcze sporo ciężkiej jazdy, niestety momentami dosyć jednostajnej i monotonnej. Przymiotniki te najlepiej określają kolejny utwór - "You Must Be Blind", gdzie można odnieść wręcz wrażenie, że płyta się zacięła. Na szczęście następujący po nim "Marsz Śmierci" odwraca sytuacje - znów jest bardzo dobrze, charakterystyczne pauzy w głównym riffie wespół z perkusją tworzą bardzo rytmiczny utwór przy którym nogi same zaczynają "chodzić" pod stołem. Spragnieni solowych popisów otrzymają zaraz potem trwający niecałą minutę przerywnik - "Dr.Octavia" - fajnie się go słucha, już dawno nikt nie nagrał czegoś pokroju "Eruption" Van Halena. Z drugiej jednak strony po tylu latach od, jak mi się wydaje, pierwowzoru, Zakka stać było na coś bardziej powalającego, a przynajmniej dłuższego. Niemniej jest to raczej nietypowy punkt w programie metalowym, zatem wydaje mi się, że można ocenić go jak najbardziej in plus. Zaraz po nim zaczyna się już żwawa, ostra jazda do końca albumu, dla którego wyciszeniem będzie dopiero spokojniejszy "Dirt On The Grave" (z fortepianem i rzewnym motywem na gitarze z użyciem kaczki) zamykający "Mafię". Do tego czasu jednak mamy jeszcze pięć utworów, które mają jedną wspólną cechę - są dosyć monotonne, a jednak każdy ma pewien wyróżniający element. Niestety ogólnie mam wrażenie, że Zakkowi zaczęły kończyć się pomysły i zapychał płytę nijako na siłę. "Say What You Will" - nieco szybszy od "Death March" ale utrzymujący jego klimat, potem "Too Tough To Die" z bardzo przyjemnym refrenem, w którym aż chce się powtarzać słowa za Zakkiem, "Electric Hellfire" z prostym riffem i wykrzykiwaniem "Fire!!!", co powoduje już niestety, że muzyka zaczyna robić się mdła. Podobne uczucia wywołuje u mnie kolejny "Spread Your Wings" gdzie poza melodyjnym, nijako chóralnym refrenem (zauważyłem, że to jeden ze sposobów Zakka na chwytliwy utwór) niewiele można znaleźć ciekawego. Ostatnim niewymienionym utworem jest "Been A Long Time", w którym Wylde znów stosuje pauzy między kolejnymi mocnymi uderzeniami z siarczystym wibrato, jednak to nie wystarczy aby na koniec słuchacza zaskoczyć.

Biorąc pod uwagę wszystko co wypisałem powyżej, mam poważne obiekcje co do wysokości oceny. Z jednej strony bardzo lubię Zakka, a "Mafia" jest jedną z najczęściej goszczących w moim odtwarzaczu płyt tego roku i jest wręcz przeładowana energią oraz daje solidnego kopa, co stwarza raczej obraz pozytywny. Z drugiej jednak strony jakoś strasznie się dłuży, chociaż trwa niecałe pięćdziesiąt minut (przy czternastu kompozycjach), niewiele kawałków naprawdę przykuwa uwagę i pozostaje na długo w pamięci, a nade wszystko moim zdaniem nie dorównuje opus magnum Zakka - "The Blessed Hellride", który rzetelnie oceniłbym na 8. Może po prostu po takiej poprzedniczce trudno jest olśnić słuchaczy nowym materiałem. Myślę, że gdyby powycinać pojedyncze utwory z różnych płyt Black Label Society można by utworzyć wzorową płytę heavy metalową. Niestety "Mafia" jako całość zasługuje nie więcej niż na pogranicze 6/7, ale ocenę pozwolę sobie odrobinę zawyżyć w imię sympatii do Zakka i w ramach zachęty dla nieznających twórczości tego znakomitego jednak muzyka. A i sami zatwardziali fani będą na pewno z albumu bardziej zadowoleni niż taki, zdystansowany mimo wszystko, krytyk jak ja.

Komentarze
Dodaj komentarz »