zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 29 czerwca 2022

recenzja: UFO "The Wild, The Willing And The Innocent"

11.03.2001  autor: Maciej Mąsiorski
okładka płyty
Nazwa zespołu: UFO
Tytuł płyty: "The Wild, The Willing And The Innocent"
Utwory: Chains Chains; Long Gone; The Wild, The Willing And The Innocent; It's Killing Me; Makin' Moves; Lonely Heart; Couldn't Get It Right; Profession Of Violence
Wydawcy: Chrysalis Records
Premiera: 1981
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Następna płyta UFO po odejściu Schenkera zdaje się utwierdzać w przekonaniu, że grupa i bez niego potrafi świetnie dawać sobie radę. Zastępstwo Paula Chapmana jak widać pozwoliło utrzymać zarówno styl, jak i wysoki poziom muzyczny. Tym razem jego udział w płycie jako kompozytora jest już dużo większy niż na poprzedniej "No Place To Run", a wymiana Paula Raymonda na klawiszach na Neila Cartera (grywającego też na innych instrumentach, m.in. saksofonie) też, jak się okazuje, za wiele nie zaszkodziła.

Otwierający płytę "Chains Chains" (swoją drogą, jakież umiłowanie do dwóch tych samych słów w tytule mają muzycy UFO - było już "Doctor Doctor", "Shoot Shoot", będzie jeszcze "Knock Knock"...) nie pozostawia wątpliwości, z jaką kapelą mamy do czynienia - kolejny porywający "rocker" z niepowtarzalnym, mocnym wokalem Mogga. I zaraz potem prawdziwa perła płyty, ujawniająca wciąż żywe zamiłowanie muzyków do ekspresyjnych aranżacji - zaczynający się intrygującym, nastojowym motywem "Long Gone", przechodzi w typowy "ufowy" czad. No i te smyczki na koniec...

Reszta kompozycji muzycznie również jest bez zarzutu - nie ma tu kopiowania, nudy, bezmyślnego czerpania z wcześniejszych dokonań. UFO daje do zrozumienia, że potencjał twórczy nie tylko się nie wypalił, ale nowi członkie wnieśli do kapeli naprawdę wiele świeżości, nowych pomysłów i uzasadnionych nadziei na długą, owocną działalność bez obaw na wpadnięcie w niechcianą rutynę.

Żeby nie popaść w ślepe uwielbienie, należy zauważyć też parę niepokojących zgrzytów - po pierwsze całkiem przyjemna dla ucha ballada "Profession Of Violence" odbiega jednak znacznie poziomem lirycznego grania od wcześniejszych tworów "łagodnego oblicza" UFO, co może sugerować stagnację twórczych możliwości grupy tej dziedzinie; po drugie utwory "Lonely Heart" i "Couldn't Get It Right" zwiastują niepokojącą tendencję, nasiloną znacznie na późniejszych albumach grupy, do tworzenia "cukierkowatych" piosenek, o wdzięcznej, chwytliwej melodii, właściwych raczej dla wypływających w owych czasach na rynek młodych kapel w stylu Bon Jovi, stanowiących swojego rodzaju fuzję ciężkiego, metalowego grania z tradycjami przebojów The Beatles.

Nie bądźmy jednak zbyt surowi. Te, mimo wszystko jednak dobre utwory, nie negują naprawdę wysokiej wartości muzycznej albumu, na którym znalazły się też i takie rewelacje, jak porywający i niepowtarzalny "The Wild, The Willing And The Innocent", nie mniej udany "It's Killing Me" oraz kolejna perła płyty - bluesujący, ale jakże ufowski "Makin' Moves". I znowu świetna partia wokalna, znowu wprawiający w mimowolne podrygi riff...

"Postschenkerowe" UFO odnotowało kolejny sukces, niestety tym samy osiągnęło jednak szczyt swoich muzycznych możliwości. Może to nasilające się w grupie konflikty, może uderzająca do głowy ulotna sława i stale towarzyszące rock'n'rollowi uzależnienia od używek spowodowały, że od tego albumu kondycja muzyczna UFO zaczęła staczać się po równi pochyłej...

Komentarze
Dodaj komentarz »