zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 5 grudnia 2019

recenzja: Black Sabbath "13"

17.06.2013  autor: Dominik Zawadzki
okładka płyty
Nazwa zespołu: Black Sabbath
Tytuł płyty: "13"
Utwory: End Of The Beginning; God Is Dead?; Loner; Zeitgeist; Age Of Reason; Live Forever; Damaged Soul; Dear Father
Wykonawcy: Ozzy Osbourne - wokal, harmonijka; Tony Iommi - gitara; Geezer Butler - gitara basowa; Brad Wilk - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Universal Music
Rok wydania: 2013
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Chyba nie w tym będzie przesady, jeśli napiszę, że powrót tego zespołu to wydarzenie bez precedensu. Na tym samym poziomie oczekiwań ustawiłbym ewentualną nową płytę Led Zeppelin (nie jest to wcale aż tak nierealny scenariusz), a większą sensacją byłyby chyba tylko powroty zupełnie (ze zrozumiałych względów) niemożliwe np. Nirvany lub The Beatles.

Black Sabbath, mimo (a może właśnie dlatego) że nie istniał od prawie 20 lat, to jest marką tak gorącą i popularną, że na samą myśl o powrocie grupy niejeden fan lub anty fan Anglików dostawał gęsiej skórki. Ja również, bo to dla mnie legenda - zespół, który dla metalu znaczy tyle, ile The Beatles albo The Rolling Stones dla rocka. Lubię każde wcielenie Black Sabbath i choć miewali okresy słabsze ("Forbiden", "Eternal Idol" z Martinem na wokalu, końcowy okres z Osbournem), to w każdym z nich było coś magicznego, charakteryzującego tylko tę jedyną w swoim rodzaju formację. I choć dla mnie wokalistą wszech czasów, symbolizującym najlepsze płyty kapeli, pozostanie na zawsze Ronnie James Dio, to pierwszą fazę istnienia kapeli z Ozzym uważam za absolutnie kultową.

Jak to się stało, że mimo szczerych chęci członków pierwszego składu, nacisków ze strony menedżerów, presji środowiska krytyków oraz niesłabnącego zainteresowania fanów musieliśmy na kolejne studyjne nagrania Sabbs czekać tak długo (18 lat od wydania feralnego "Forbiden")? Trudno znaleźć jedną przyczynę, nie da się jednak ukryć, że chłopakom (ups... nie brzmi to najlepiej - może więc niech będzie: panom) wiele razy było pod górkę. Wiadomo, każdy z nich ma swoje projekty solowe oraz inne kapele, w które jest zaangażowany. Od 1997 roku, czyli od koncertów w Birmingham (wydanych później na albumie o znamiennej nazwie "Reunion"), kiedy Ozzy zadeklarował chęć nagrania kolejnego albumu pod szyldem Black Sabbath, powstało wprawdzie kilka nowych utworów, ale zespół generalnie nie był z nich zadowolony na tyle, by podjąć decyzję o wydaniu pełnej płyty. Brak czasu to jedno, ale problemy innej natury również nie opuszczały brytyjskiej legendy ciężkiego grania. Po pierwsze - Bill Ward. Wieloletni bębniarz Sabbsów miał zagrać na najnowszym albumie, ale najpierw przeszedł zawał, a później zaczął się wykłócać o pieniądze i zarzucać reszcie zespołu niedotrzymywanie umów (doszło nawet do tego, że żalił się, iż kapela żąda od niego występowania za darmo na... koncercie charytatywnym). Ostatecznie na "13" gra na perkusji znany z Rage Against The Machine Brad Wilk. Problemów z biegiem czasu przybywało. Niedawno w mediach gruchnęła wiadomość, że Tony Iommi ma wczesne stadium chłoniaka i musi podjąć się terapii chemicznej. Osbourne i Geezer Butler jeździli do niego w, jak to określił basista, "dobre dni", by coś tam nagrywać, ale wiadomo, że w takich warunkach praca nie mogła iść szybko do przodu. Jeszcze wcześniej, najwyraźniej zmęczeni przedłużającą się pracą i wzajemnymi podchodami oraz fochami Ozzy'ego, Iommi i Butler postanowili nagrać z drugim najsłynniejszym składem Black Sabbath (Iommi, Butler, Appice, Dio) album pod szyldem (względy prawne) Heaven & Hell. Płyta udała się świetnie, mnie rozłożyła na łopatki. W zeszłym roku zmarł jednak Ronnie Dio, a świadomość tego, że są coraz starsi i tak naprawdę w każdej chwili któryś z członków oryginalnego składu może być następny, być może przyspieszyła decyzję o podjęciu współpracy.

Zespół nagrywał nowy materiał pod kierunkiem Ricka Rubina w jego studiu "Shangri - La" w Malibu. Rubin to producent legenda, współpracował z takimi kapelami, jak Slayer, Red Hot Chilli Peppers czy Danzig, ale również z Shakirą czy Run DMC. Jak wspominają pracę pod okiem brodatego Amerykanina członkowie Black Sabbath? Narzucił im reżim fizyczny (zero alkoholu), nagrywał na "setkę" i... kazał im słuchać w kółko pierwszych płyt grupy.

I to słychać. Jeśli puszczanie w kółko pierwszych albumów miało dać zespołowi inspirację, to się udało. I to nie na 100, ale na 110 procent. Od pierwszych dźwięków czuć, że to Black Sabbath. I co ważniejsze, gdyby puścić laikowi jedną po drugim "13" i dajmy na to "Paranoid", to nie sądzę, by był w stanie powiedzieć, że te krążki dzieli taki szmat czasu. Produkcja jest wyborna, zespół brzmi, jakby wprost wyciągnięty z lat 70. Te same cięte riffy, nieskomplikowane sola, klekoczący bas Butlera i Ozzy śpiewający w swoich rejestrach (czyli nie za wysoko). Wszystko w starym, dobrym stylu. Jasne, można zauważyć, że momentami zespół trochę przeszarżował z inspirowaniem się samym sobą (początek, no i w sumie cały pomysł na konstrukcję "End Of The Beginning" do złudzenia przypomina "Black Sabbath" z debiutu), ale prawdopodobnie nie dało się tego uniknąć, a efekt jest jak dla mnie rewelacyjny.

Ze wszystkich kawałków przebija mroczna atmosfera, było to słychać już w pierwszym udostępnionym fanom nagraniu, czyli "God Is Dead?". Okazuje się, że cały album jest taki. Mrok podkreślają też teksty autorstwa (uwaga, uwaga) Geezera, nie zaś Osbourne'a. Ozzy ponoć nie był zadowolony z tego, co napisał i dał wolną rękę przy tworzeniu liryków Butlerowi, ten wywiązał się z zadania - trzeba przyznać, że teksty mają klimat.

Wspomniałem o "God Is Dead?". Miałem wątpliwości co do tej piosenki, ale im dłużej jej słucham, tym bardziej mi się podoba. Jest w niej, podobnie jak w przypadku reszty płyty, jakiś podskórny niepokój charakteryzujący wczesne płyty Sabbs. Utwór może jest trochę przydługi (ciągnące się zwrotki), ale za to są w nim świetne riffy, co charakterystyczne dla Iommiego - zostające w głowie na dłużej. "Loner" trochę przypomina mi "Sweet Leaf" - podobny rytm, akustyczne zwolnienie, a potem znów galopada do przodu. Tony serwuje tu też nieco dłuższe solo (sporo na "13" króciutkich solówek) na koniec. Na "Paranoid" mogłyby się spokojnie znaleźć "Age Of Reason" czy "Live Forever", oparte na ciężkich, potężnych riffach na początku i galopujące na złamanie karku w dalszej części. W tym pierwszym Iommi gra w pewnym momencie bardzo nowoczesny, prosty riff, ale doskonale pasujący do całości, no i jest tu świetna, wirtuozerska solówka.

Pewnego rodzaju autoplagiatem jest również "Zeitgeist", które kojarzy się z "Planet Caravan". To w całości akustyczna piosenka, podobnie jak w "Planet..." użyto tu charakterystycznych instrumentów perkusyjnych, przetworzony głos Ozza i "kosmiczny" tekst - to mogłaby być druga część "Planet...". Na koniec dostajemy bluesującą solówkę gitarową. Wreszcie "Damaged Soul" - to wolny, stonerowy wręcz kawałek (nic dziwnego, w końcu Black Sabbath właściwie wynaleźli ten gatunek), w którym Ozzy gra na harmonijce ustnej jak za starych czasów. Jest tu nawet jego solo na tym instrumencie, które ładnie przechodzi w solówkę Tony'ego. Ciekawy pojedynek gitary z harmonijką. Ostatni na krążku "Dear Father" od początku wbija w ziemię mocarnym, pełznącym niemal po podłodze riffem. Potwornie ciężką zwrotkę równoważy nieco refren o refleksyjnym charakterze, ale i tak brzmienie tego kawałka miażdży kości.

Po zakończeniu ostatnich nut "Dear Father" z głośników zaczynają płynąć znajome dźwięki - zespół postanowił zakończyć album odgłosami burzy, które rozpoczynały utwór "Black Sabbath" z debiutanckiej płyty o tym samym tytule. Piękna klamra, która chyba zwiastuje koniec zespołu. Nawet Butler wypowiedział niedawno słowa, które są dość jednoznaczne: "Wszyscy trochę się starzejemy, więc będę szczęśliwy, jeśli ta płyta i trasa będą naszymi ostatnimi. Spełniłem życiową ambicję zakończenia tego wszystkiego nowym albumem Black Sabbath".

Ktoś powie, że nie ma się czym podniecać, bo to wszystko już było, a muzycy Black Sabbath kopiują tą płytą samych siebie sprzed lat. I co z tego? Dla mnie właśnie fakt że "13" bezpośrednio odwołuje się do tamtego okresu ich twórczości jest największą siłą płyty. I jeśli to będzie ostatni krążek nestorów heavy metalu, to ciężko mi sobie wyobrazić lepsze pożegnanie.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Black Sabbath "13"
universal_soul (gość, IP: 89.243.8.*), 2013-07-02 22:44:32 | odpowiedz | zgłoś
materiał kopie dupę
re: Black Sabbath "13"
ozzysabbath (gość, IP: 10.50.0.*), 2013-07-01 14:43:52 | odpowiedz | zgłoś
po kilkukrotnym przesłuchaniu plyty wreszcie pokochalem ta muze.Black Sabbath ma to do siebie,ze ich muza jest od jakiegos czasu trudna Nawet Ozzy zaczal jakby tworzyc inaczej Dziwne sa te utwory ale generalnie bardzo dobre,Plyta konczy sie burza i dzwonami Dla mnie to jest koniec.Pierwsza plyta tak sie zaczyna a ostatnia tak sie konczy Szkoda bo chetnie bym jeszcze posluchal nowych plyt BS Ja wiem,ze wiek,ze nie domagaja ale przeciez co maja innego do roboty.Niech nagrywaja jak najwiecej bo my fani czekamy.W pierwszej wersji plyta wydawala mi sie denna ale czym wiecej jej slucham slysze stary dobry black sabbath Kilka utworow nawizuje do starych plyt i to jest fajne Tu jakby czas sie zatrzymal,Iommi Gezer i Ozzy stworzyli muzyke jakby kontynuacje tego co razem skonczyli.Pomineli okresy z innymi wokalami To mi sie podoba,ze potrafia wrocic do starego stylu....Rany jaki to wspanialy zespol...Smutno mi sie zrobilo na sercu jak na koncu plyty uslyszalem te dzwony i burze....
re: Black Sabbath "13"
Chopper (gość, IP: 77.253.91.*), 2013-08-13 22:25:54 | odpowiedz | zgłoś
Kolego właśnie to samo llchciałem napisać. + dla Ciebiem
re: Black Sabbath "13"
Mexater (gość, IP: 88.156.4.*), 2013-07-01 12:17:23 | odpowiedz | zgłoś
Wrzuciłbym tą płytę gdzieś między Master of Reality , a Sabbath Bloody Sabbath. Pasująca nić do reszty ubrania
re: Black Sabbath "13"
robsa (gość, IP: 37.109.29.*), 2013-06-28 01:39:46 | odpowiedz | zgłoś
Recenzja na poziomie, płyta Sabbath'ów również. Wysoki poziom, co z tego że skok na kasę? za wkład należy się! Ozzy trochę jakby "śpiewał" zachowawczo, generalnie dobra płyta, oby więcej!? ;)
re: Black Sabbath "13"
oldsabbfan (gość, IP: 77.255.73.*), 2013-06-24 22:11:13 | odpowiedz | zgłoś
To już tyle minęło ... ale sabbath ciągle black & the best.
re: Black Sabbath "13"
jacek__ (gość, IP: 193.9.13.*), 2013-06-24 15:00:18 | odpowiedz | zgłoś
Bardzo dobra recenzja, po lekturze tych roznych zalosnych narzekan w innych miejscach spodziewalem sie, ze tu napotkam to samo - nareszcie jakas odmiana. Odzyskalem wiare w polskie portale.
re: Black Sabbath "13"
ozzzzz (gość, IP: 83.1.193.*), 2013-06-21 15:54:35 | odpowiedz | zgłoś
Wg mnie płyta średnia nie zła nie super,ale średnia. Liczyłem na coś lepszego,ale może wymagałem zbyt wiele....na bank jest to skok na kasę nie da się tego inaczej określić ,ale dla mnie dla fana BS, który dzięki nim poznał prawdziwą magię rocka/metalu jest to pozycja obowiązkowa tak samo jak koncert w Pradze....kiedy miałem naście lat moim marzeniem było zjawić się na koncert Sabbath-ów i jeżeli dzięki tej płycie moje marzenie się spełni to będę ją pamiętał do końca życia a może i dzień dłużej... :)
re: Black Sabbath "13"
Peter B. (gość, IP: 95.40.132.*), 2013-07-02 12:48:57 | odpowiedz | zgłoś
Skok na kasę? Przecież opublikowali nagrania w sieci zanim można było to wydawnictwo kupić. Nie musisz kupować, dzięki BS możesz mieć to za darmo. Płytę kupią tylko ci, którzy uważają,że należy jej się miejsce na półce, obok wcześniejszych klasycznych dokonań. I ja się do tych ostatnich zaliczam i mam nieodparte wrażenie,że wielu innych również.
re: Black Sabbath "13"
DrJeep (wyślij pw), 2013-06-21 14:18:03 | odpowiedz | zgłoś
Przesłuchałem 13-tkę już kilka razy. Parafrazując powiedzonko, i cóż z tego, że Black Sabbath. Płyta nie jest zła i niestety nic więcej. Brakuje tutaj tej paranoi pierwszych płyt, nie ma też rozmachu i potęgi płyt z Dio, ale przede wszystkim brak tu tej pasji grania, którą znajdziemy jeszcze na Heaven & Hell "The Devil You Know". Deep Purple naprawdę dało radę ostatnim albumem, BS niestety nie. Może posuwam się za daleko, ale ta płyta brzmi dla mnie jakby były na niej odrzucone kawałki z sesji nagraniowych pierwszych płyt. Podobno to "zasługa" Ricka Rubina, cóż ten gość zaczyna wyrastać na antybohatera na miarę Phila Spectora ;-)Podsumowując dla mnie 13-tka to markowy produkt, ale nie dzieło.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (451 głosów):

 
 
83%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

All My Life "All My Life"
- autor: RJF

Megadeth "Super Collider"
- autor: Megakruk

Deep Purple "Now What?!"
- autor: Dominik Zawadzki

Metallica "Death Magnetic"
- autor: Ugluk

Behemoth "The Satanist"
- autor: Megakruk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Którą kuchnię lubisz najbardziej?