zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 28 stycznia 2021

recenzja: Dark Tranquillity "Moment"

9.01.2021  autor: Grzegorz Pindor
okładka płyty
Nazwa zespołu: Dark Tranquillity
Tytuł płyty: "Moment"
Utwory: Phantom Days; Transient; Identical to None; The Dark Unbroken; Remain in the Unknown; Standstill; Ego Deception; A Drawn Out Exit; Eyes of the World; Failstate; Empires Lost to Time; In Truth Divided
Wykonawcy: Mikael Stanne - wokal; Anders Jivarp - instrumenty perkusyjne; Martin Brandstrom - instrumenty klawiszowe; Anders Iwers - gitara basowa; Christopher Amott - gitara; Jonas Reinholdz - gitara
Wydawcy: Century Media Records
Rok wydania: 2020
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Nie trzeba być wielkim znawcą melodyjnego death metalu, aby wiedzieć, że Dark Tranquility to uznana firma, w dodatku jedna z nielicznych, które - trzymając się względnie podobnej formuły - nie splamiły się dotąd słabym wydawnictwem. Ostatnie dziesięć lat dla Szwedów to okres prawdziwego prosperity i choć w składzie nie ma już ojców założycieli grupy, Niklasa Sundina i Martina Henrikssona, sekstet pozostaje na fali wznoszącej. "Moment" wita na pokładzie Johana Reinholdza (m.in. NonExist) i samego Christophera Amotta (Arch Enemy) w rolach pojedynkujących się solówkami gitarzystów, i jest to, z całym szacunkiem dla dorobku Sundina i Henrikssona, powiew świeżości i szansa na to, aby kompozytorski duet Jivarp - Brandstrom wkroczył na nowe terytoria.

Na tle trzech ostatnich płyt, przede wszystkim w porównaniu do "Atoma", dwunasty w karierze krążek jest jednym z lżejszych w całym dorobku Dark Tranquility, miejscami ociera się niemal o gotyckie brzmienia i subtelną elektronikę. To ostatnie panowie zwykli pokazywać w utworach bonusowych (nie inaczej jest tym razem) i z niecierpliwością czekam na moment, kiedy wreszcie popuszczą wodze fantazji - i chyba głównie z racji na wiek i staż na scenie, odejdą od metalu jeszcze bardziej niż na "Moment". Zresztą za wyjście poza schemat warto głównie podziękować Mikaelowi Stanne'owi, który wreszcie pokusił się o to, aby znacznie częściej czysto śpiewać (stąd też moje goth rockowo - metalowe skojarzenia). Kojący głos Szweda to najmocniejszy punkt płyty, a w połączeniu z warstwą muzyczną, jak w hitowym "Standstill", formacja może zyskać nowych fanów, poszukujących przestrzeni i większego nacisku na głębokie emocje.

Co jednak z (death) metalem w brzmieniu Dark Tranquility? W pierwszej dekadzie nowego millenium zespół pokazywał, że ma w sobie dużo ikry, aby pisać koncertowe szlagiery pełne blastów i zmian temp. Mniej więcej od "We Are The Void", na którym co rusz słyszeliśmy charakterystyczne "umpa-umpa" i mocno wysunięte do przodu w miksie klawisze, grupa dryfuje w stronę szeroko pojętego heavy metalu, oszczędnie cedując elementy znane z poprzednich płyt. Inaczej rzecz ujmując, w 2020 roku wcale nie trzeba było grać gęsto i brutalnie, aby nadal być zespołem ciężkim i agresywnym ("Ego Deception", "Eyes of The World", "Failstate"). Kto miał okazję zobaczyć premierowy koncert (stream w internecie), w trakcie którego w teatralnej scenerii usłyszeliśmy cały nowy materiał, powinien zrozumieć o co chodzi.

Lekkość, z jaką gra ten zespół, i to, jak świetnie porusza się pomiędzy różnymi gatunkami, jednocześnie zachowując przy tym własny charakter, nie pozostawia złudzeń co do tego, że to właściwy - nomen omen - "Moment", aby Dark Tranquility weszło na salony, do mediów, fanów i lineupów póki co wstrzymanych festiwali. Muzycy mają w zanadrzu zarówno stadionowe momenty (refren "The Dark Unbroken", unisono w "Identical to None"), niemal thrashową werwę ("Empires Lost To Time"), jak i nosa do "ballad", jakich nie powstydziłaby się Katatonia ("In Truth Divided"). Zdecydowanie jedna z lepszych płyt 2020 roku.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Dark Tranquillity "Moment"
Spike (gość, IP: 79.184.221.*), 2021-01-11 16:48:00 | odpowiedz | zgłoś
Czy.. 'my' słuchaliśmy tej samej płyty? :P
re: Dark Tranquillity "Moment"
starbreaker (wyślij pw), 2021-01-10 00:55:37 | odpowiedz | zgłoś
Świetny gitarzysta. Na debiucie Scorpions - "Lonesome Crow" wymiata niemożebnie. Zawsze zastanawiałem się, jak wyglądałaby muzyka Scorpions, Gdyby Michael nie zdecydował się na przejście do UFO.