zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 13 grudnia 2017

recenzja: Darth "Buttfucked By Destiny"

28.05.2004  autor: Zwierz
okładka płyty
Nazwa zespołu: Darth
Tytuł płyty: "Buttfucked By Destiny"
Utwory: Wall Of Ignorance; Empire Of The Lie; I Should Be Dead; Forbidden Happiness; Age Of Depression; Self-Exorcism; Buttfucked By Destiny; Amok; Koma
Wykonawcy: M. Klinkmann - gitara; Ralle - instrumenty perkusyjne; A. Zietek - wokal; D. Alberti - gitara basowa
Wydawcy: Crude Entertainment
Rok wydania: 2003
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

Tym razem zespół nie jest młody. Na scenie niemieckiego death core panowie z Darth działają już od 1995 roku. Wykonywana przez nich muzyka nie zalicza się do gatunku, za którym jakoś szczególnie przepadam, jak i sama produkcja płyty jest dla mnie wciąż zbyt "garażowa". Strasznie schowany wokal, dużo "brzęczenia". Sama muzyka przywodzi na myśl prosty motoryczny core pomieszany z mocnymi "przywaleniami" gitar. Wokale także są bliższe starej szkoły śmierć metalu niż core'a. Mimo wszystko jednak nie jest to brudna, zupełnie podziemna produkcja, a raczej coś mającego w sobie odrobinę ducha wczesnych lat 90. W samym materiale czuć pewną siłę i upór, nie ma tu efekciarstwa ani zakręconych solówek. Miło się słucha i macha łbem w takt rytmu wybijanego przez perkusistę, ale nie jest to śmierć metal, w którym ja zwykłem gustować.

Na pierwszy plan wybija się prostota utworów. Do przodu, motorycznie, ale mocno z wykopem i przekazem. Trudno ocenić warsztat techniczny muzyków, acz z drugiej strony nie wyłapałem żadnych potknięć przeszkadzających w odbiorze utworów. Płyta w całości nie jest zła o ile słuchającemu nie przeszkadza swoista core'owa motoryka, wyłażąca na wierzch w wielu miejscach. Obecność starej szkoły śmierć metalu jest mocno wyczuwalna, acz nie dominująca. Niewiele więcej mogę powiedzieć o samej płycie, poza podkreśleniem iż muzycy chcą przekazać swoje przemyślenia światu i dlatego moim zdaniem wybrali taką, a nie inną formę miksu muzycznego. Mam nadzieję, że następny album zaskoczy mnie czymś więcej niż debiut i panowie wypracują swój własny styl, a nie będą się tylko opierać na mieszaniu dwóch gatunków w czytelny ale bardzo prosty sposób. Samo w sobie to nie jest złe, ale nie ma tu niczego czym można by się wybić ponad przeciętność. Być może o to muzykom chodzi, ale tego ja już nie wiem...

Komentarze
Dodaj komentarz »