zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 26 czerwca 2019

recenzja: Death Breath "Stinking Up The Night"

10.09.2011  autor: Szamrynquie
okładka płyty
Nazwa zespołu: Death Breath
Tytuł płyty: "Stinking Up The Night"
Utwory: Death Breath; Chopping Spree; Heading For Decapitation; Dragged Through The Mud; Coffins Of The Unembalmed Dead; A Morbid Mind; Reduced To Ashes; Christ All Fucking Mighty; Flabby Little Things From Beyond; Cthulhu Fhtagn!
Wykonawcy: Robert Pehrsson - wokal, gitara; Nicke Andersson - instrumenty perkusyjne, gitara; Magnus Hedquist - gitara basowa; Scott Carlson - wokal; Jorgen Sandstrom - wokal; Fred Estby - wokal
Wydawcy: Black Lodge
Rok wydania: 2006
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Death Breath to jeden z zespołów Nicke Anderssona, niegdyś dobosza, szerzej znanego Entombed. Nicke nie jest typowym garowym, ponieważ w grupach, w których się udziela, sporo komponuje, pisze trochę tekstów i dorzuca parę groszy na gitarze albo wręcz "przesiada się" na gitarę. Jednakże gra dość konwencjonalnie i zapewne lubi w niespodziewanych momentach ściągać przepocone obuwie. Na "Stinking Up The Night" jest autorem bądź współautorem 70% utworów. Drugim twórcą muzyki i tekstów jest "śpiewający" gitarzysta: Robert Pehrsson. Nie słyszałem o nim wcześniej, ale podejrzewam, że nie dba przesadnie o higienę jamy ustnej. Podstawowy skład uzupełnia basista o wdzięcznym imieniu Magnus. Również on nie jest szerzej znany w Polsce. Domyślam się jednak, że ma problemy z gastryką. Na płycie pojawia się też dodatkowo trzech wokalistów. Niektórych z nich możecie kojarzyć z takich zespołów, jak Grave, Dismember czy wspomniany już Entombed. Dlaczego aż trzech? Zapewne żaden z nich nie mógł wytrzymać z podstawowym składem zbyt długo w studiu. Ogólnie jednak założenie zespołu było ponoć takie, że grają klasyczny death metal. Dodatkowe warunki to: żadnych siedmiostrunowych gitar, pięciostrunowych basów i triggerów na bębnach (to już nie moje domysły, ale info zaczerpnięte z profilu na MySpace). Tak więc jeśli drogi czytelniku twoim ulubionym zespołem jest np. Fear Factory albo Rhapsody Of Fire, możesz spokojnie odpuścić sobie nagrania Death Breath. Jeśli jednak masz niezdrowy pociąg do serów pleśniowych typu gorgonzola, maślanki z jagodami czy kaszanki podsmażanej z cebulą, a najlepiej tego wszystkiego razem, przy akompaniamencie Slayera, Entombed, Sodom etc., jest spora szansa, że "Stinking Up The Night" przypadnie ci do gustu.

Brzmienie "Stinking Up The Night" jest obleśne. Na pewno nie spodoba się nikomu w sanepidzie, genialnie pasuje jednak do riffów. Z takim brzmieniem Death Breath mogą zagrać w każdym miejscu - od najmniejszych kanciap do Wacken - i wszędzie pozostawią za sobą smród. O ile przesłuchanie jakiegoś numeru np. Dimmu Borgir może wywołać na twarzy przeciętnej lali oglądającej Vivę niesmak i komentarz w stylu "daj se siana", to po kawałku Death Breath całkiem prawdopodobne są wymioty i krótkie "spierdalaj". Taką moc ma ta muzyka. Ma też totalny potencjał koncertowy i powoduje wysokie ryzyko kontuzji mięśni szyi. Weźmy taki "Chopping Spree". Toż to najprawdziwszy pulsujący wrzód. Urokliwe są numery, w których Death Breath zaczynają wolnym motywem, gdzie zombie wypełza z grobu, a potem przyspieszają i zombie zaczyna pogoń za pierwszą napotkaną dewotką. Tak dzieje się w "Death Breath" czy "Dragged Through The Mud". Jeden numer jednakże wyróżnia się szczególnie. Jest to "Cthulhu Fhtagn!". Prawie nie ma tu wokalu, ale atmosfera przez te parę minut jest po prostu chora. Czysty horror wytworzony za pomocą zwykłego rockowego składu. Świetne zamknięcie albumu. Noc się kończy. Zombie wraca do grobowca.

Okładka przedstawia komiksowe rysunki o kolorystyce gnilno - siarczanej, czyli wszystko pasuje jak ulał. Wnętrze książeczki jest jednak ubogie. Prawie same teksty piosenek. Dziwne, że nie wpadli na pomysł, żeby zamieścić tam jakiś komiks o przygodach gnijącego Svena (postać z frontowej okładki).

"Stinking Up The Night" pokochają miłośnicy muzycznego oblechu i zepsucia, a oleją piewcy sterylności dźwiękowej. Przyznam szczerze, że kupiłem tę płytę, bo jestem fanem Entombed - i nie zawiodłem się.

Komentarze
Dodaj komentarz »
album kopie
Marcin Kutera (wyślij pw), 2012-10-09 13:14:23 | odpowiedz | zgłoś
Rewelacja ten album. Death Breath kopie po dupsku jak te najlepsze szwedzkie kapele za dawnych lat!!! Zresztą nie dziwota jak w tym macza palce Nick Andersson.
10/10 a 9/10 to przynajmniej.
Również zabija "coverowy" Let It Stink
Oj wybrał bym się na koncert na nich. Od ponad 4 lat oba albumy dosyć często młócę.
klawa płytka!
EmilRegis (wyślij pw), 2011-09-16 11:30:03 | odpowiedz | zgłoś
ta płyta zasługuje na 10! bez kitu!
8 punktów? tylko?
minus
minus (wyślij pw), 2011-09-14 22:14:18 | odpowiedz | zgłoś
to jaka płyta death metalowa z ostatnich 10 lat ma dostać 10?
re: 8 punktów? tylko?
kobiotch
kobiotch (wyślij pw), 2011-09-16 10:44:31 | odpowiedz | zgłoś
Żadna.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (41 głosów):

 
 
70%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy zdarzyło Ci się zrezygnować z udziału w koncercie z powodu upału?