zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 11 grudnia 2017

recenzja: Godsmack "Faceless"

20.04.2004  autor: Ewelina Potocka
okładka płyty
Nazwa zespołu: Godsmack
Tytuł płyty: "Faceless"
Utwory: Straight Out of Line; Faceless; Changes; Make Me Believe; I Stand Alone; Re-Align; I F****** Hate You; Releasing the Demons; Dead and Broken; I Am; The Awakening; Serenity
Wykonawcy: Sully Erna; Tony Ramola; Robbie Merrill; Shannon Larkin
Wydawcy: Universal Music
Rok wydania: 2003
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

"Faceless" to już trzecia płyta Godsmack. Szybko zleciało. Muzycy z tej kapeli nie próżnują. I bardzo dobrze, bo do świata muzyki zawsze wnoszą cos nowego. Tym razem jest to tradycyjna godsmackowa brutalność połączona z niesamowicie głębokim przekazem, uzyskanym poprzez chwytliwe i pięknie zagrane melodie. Wokalista prezentuje swój niebanalny glos w jak najlepszym świetle. Nie ma co ukrywać - jak zwykle jestem zachwycona Godsmackiem.

Dwanaście kompozycji - obrazów malowanych muzyka ciężką, ale wierzcie mi, przemawiająca do słuchacza w każdej nucie. Tego zespołu nie można szufladkować, nie można przylepiać mu jakiejś etykiety, zdewaluowałoby to jego moc i potencjał. Wszechstronność, konsekwencja, styl, który wzbudza szacunek to walory, które sprawiają, ze zespół zawsze wypłynie na powierzchnię.

Tym razem Godsmack postawił na melodyjność. Nie jest już tak ciężko, jak było na poprzedniej płycie, "Awake". Piosenki, nadal gitarowe, kojarzące się z nożem rysującym po szkle, stały się okiełznane, jakby przykryte warstewka balsamu. Tempo nie ulega częstym zmianom, utwory maja klasyczna budowę. W zasadzie każda z piosenek mogłaby być singlem. Ta - jak na zespół o drapieżności Godsmacka - łagodność nie może jednak wynikać z faktu, ze płytę produkował David Bottrill, znany ze współpracy z Peterem Gabrielem, Tool czy Mudvayne. Może to raczej odwet za mocno metalowe "Awake"?

Kłamałabym twierdząc, że płyta jest przyjemna dla ucha każdego potencjalnego słuchacza. Godsmack nie zatracił swego pierwotnego wizerunku, nadal serwują chili. Dowodzi tego "I Am" - utwór pikantny, ociężały, mroczny, a zatem taki, jaki tygryski lubią najbardziej. Bynajmniej nie jest bajeczny. Jest też jeden etniczno-indiański przerywnik - "The Awakening". Przygotowuje nas do pięknego, enigmatycznego, porywającego "Serenity". To naprawdę piękna, spokojna pieśń. Jest już tradycją, że Godsmack pod koniec muzycznej jazdy serwuje słuchaczowi jakiś relaksujący, pulsujący kawałek. Och i ach!

Na "Faceless" najjaśniej błyszczy jednak gwiazda pt. "I Stand Alone". Ten utwór to kunszt przez wielkie K. To moc nieziemska, gromobicie gitar, trzęsienie perkusji. Glos Sully'ego z szorstkiego, złowrogiego zamienia się w zawijane, fantazyjnie brzmiące dźwięki. Uspokaja się, by za chwilę runąć niczym odrzutowiec do oceanu i tonąć w śpiewie na dwa glosy. "I Stand Alone" napawa silą - daje mocnego kopa także za sprawa tekstu. Ta piosenka nigdy się nie znudzi. Teledysk z resztą też.

Trzecia płyta muzyków z Bostonu dotarła do pierwszego miejsca listy Top Internet Albums oraz The Billboard 200. Wniosek, że lżejsza płyta ma większe szanse na sukces, nasuwa się sam. Jednak miło jest potańczyć przy hiciorach Godsmacka... Britney Spears wymięka.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Godsmack "Faceless"
sasa (gość, IP: 212.182.96.*), 2013-02-25 07:34:42 | odpowiedz | zgłoś
No tak, Godsmack to wnosi tyle nowego .... Jednak tą płytę akurat lubię.
Dobrze się słucha
nicknick (gość, IP: 89.70.21.*), 2012-06-16 00:17:43 | odpowiedz | zgłoś
No dobrze się tego słucha, fajne są riffy, wokal no ale na dłuższą metę troche monotonna ta płyta. Podobnie jak u Audioslave, schematyczne są te utwory. Zwrotka, ostry refren, zwrotka, na koniec płyty zafundowali coś innego i ciekawego (chodzi o ostatnią piosenke)Lepiej się prezentują pojedyncze piosenki niż płyta jako całość, co w wypadku zespołu rockowego jest wadą.