zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 19 czerwca 2021

recenzja: Haunt "Beautiful Distraction"

22.05.2021  autor: Grzegorz Pindor
okładka płyty
Nazwa zespołu: Haunt
Tytuł płyty: "Beautiful Distraction"
Utwory: Beautiful Distraction; In Our Dreams; Fortune's Wheel; Face of Danger; Sea of Dreams; Keeping Watch; Imaginary Borders; A Fool's Paradise; Hearts on Fire; It's in My Hands
Wykonawcy: Trevor William Church - wokal, gitara, gitara basowa, instrumenty perkusyjne; Fili Bibiano - gitara
Rok wydania: 2021
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Ostatnie lata minionej dekady to prawdziwy renesans heavy metalu, wspaniałe grupy pojawiają się niczym grzyby po deszczu. Wysypu tak nośnej muzyki ani się nie spodziewałem, ani nie potrzebowałem, a jednak okazuje się, że brzmienia, na których wychowały się całe pokolenia, mają szansę trafić na podatny grunt, z siłą jakiej dawno nie widziano. Lista gorących kąsków i przyszłych dużych nazw jest zaskakująco długa i powiększa się, żeby tylko wymienić kilka najważniejszych: Haunt (bohaterowie tej recenzji), Night, Wytch Hazel, Satan's Fall, Butcher, Warrior's Path, wskrzeszony z zaświatów Glacier. Zresztą tyczy się to również thrashu, ale o tym może innym razem. Czas, nazwijmy to, zmian nadszedł (przynajmniej według mnie) wraz z pojawieniem się debiutu Eternal Champion, co dało impuls do działania innym muzykom, a raczej całym ich zastępom. Niekoniecznie hardcore'owcom i wielbicielom crossover (choć to oni grają przednie heavy w tej hordzie), ale też, a może przede wszystkim, jednostkom rozkochanym w twórczej wolności i melodii nierzadko bliższej AOR niż metalowi stricte.

Postacią, która niewątpliwie zasługuje na miano tytana pracy, jest Trevor William Church, głównodowodzący Haunt, multiinstrumentalista, szef wytwórni, ojciec i właściciel głosu niebezpiecznie (dobrze) przypominającego Claudio Sancheza z Coheed And Cambria. Sympatyczny muzyk z Valley Springs pojęcie o grze na instrumentach (a zwłaszcza basie) uzyskał pod czujnym okiem ojca, Williama "Billa" Churcha, który z kolei większość kariery spędził dbając o rytmiczny kręgosłup w zespole Sammy'ego Hagara (Van Halen). Ten skromny wkład zdobyty na scenach i w studiu zaprocentował rozbudzając pasję do muzyki u syna.

Młody muzyk zwrócił się ku mocniejszemu brzmieniu, chwytając za rogi agresję Judas Priest, posiłkując się maidenowskimi harmoniami, ale osadzonymi na niemal punkowym kręgosłupie. Haunt nawet jako jednoosobowy zespół ma w sobie więcej ikry niż niejeden "prawdziwy" band, a mnogość i jakość pomysłów są godne pozazdroszczenia. Tylko w 2020 roku projekt wydał trzy wyraźnie różniące się od siebie płyty, których wspólnym mianownikiem jest charakterystyczna zadziorność i kult dobrego riffu. Nowa pozycja, szósta już w ciągu raptem trzech lat, bliższa jest europejskiemu heavy - power spod znaku wczesnego Helloween (wspartego klawiszami) niż magnetyzmowi płyt, żeby daleko nie szukać, będącego nadal w formie Cirith Ungol. Do tego ostatniego najbliżej Haunt w tekstach, ale duchem Trevor z gitarą w ręce jest zupełnie gdzie indziej.

Lwia część albumu "Beautiful Distraction" to nowości i zarazem prawdziwe perełki w dyskografii "grupy". Jeśli szukacie szybkich, niemal speedmetalowych ciosów, proszę bardzo, utwór tytułowy ze słodkim, niemal glamowym refrenem przeniesie was do koncertowych aren. Wsparty bardzo odważną, niemal thrashową linią basu "Sea of Dreams" mógłby konkurować z kanonadami Persuader. Mocny otwieracz niesie za sobą kolejne hity, z których na szczególną uwagę zasługuje mój osobisty faworyt - "Face of Danger". Utrzymana w średnim tempie kompozycja stopniowo buduje napięcie, by w kulminacyjnych momentach (refren i pierwsze solo) wzbudzić chęć wyniesienia tego zespołu na absolutny piedestał współczesnego heavy, gloryfikując jego brzmienie i etos pracy. Dobrze wyważone proporcje pomiędzy ciężarem i słodyczą, idące w parze z nośnym (bo jak inaczej to nazwać?) głosem Trevora, przysłużą się tęsknocie za imprezami. Biorąc pod uwagę zeszłoroczny hype, muzycy Haunt byliby dziś kolegami z busa Unto Others (eks-Idle Hands), a kto wie, czy przez brak nowości w katalogu tych drugich, nie byliby nawet wyżej w notesach agentów koncertowych.

Wspomniałem o tym, że "Beautiful Distraction" to nie tylko zestaw nowości. Na krążku znalazły się dwie ponownie nagrane i nieco odświeżone wersje utworów "Hearts on Fire", z wydanego w 2020 roku "Mind Freeze", oraz "It's in My Hands", z opublikowanego rok wcześniej "If Icarus Could Fly". Obie mają w sobie dużo więcej mocy niż oryginały, co jest zasługują ogólnej zmiany i dociążenia brzmienia. Druga sprawa, że w miksie uwypuklono bas, co wcześniej nieco kulało. Najważniejsze jednak jest to, że jedyny utwór o nazwie "Hearts on Fire", jakiego dziś powinniście słuchać, to szaleńczo galopująca kompozycja Haunt, o szlagierze Szwedów z HammerFall można spokojnie zapomnieć.

Komentarze
Dodaj komentarz »