zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 22 listopada 2019

recenzja: Hipgnosis "Sky Is The Limit"

5.07.2006  autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Hipgnosis
Tytuł płyty: "Sky Is The Limit"
Utwory: If; Tired - The Sand Storm Around; Mantra; Force Hit; Ummadellic; Mantra - Sky Is The Limit [Sky Is The Limit]; Mantra; If; Tired; Von Troba (Friend's Blues) [EP]
Wykonawcy: SsaweQ - instrumenty perkusyjne, instrumenty klawiszowe; GoDDarD - gitara; KUL - wokal; PitU - gitara basowa, wokal; ThUg - instrumenty klawiszowe; GooLaRy - gitara; B.C. - gitara basowa; Jaro - gitara basowa
Rok wydania: 2006
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Zespół Hipgnosis powstał w 2004 roku, a jego nazwa to z jednej strony swoista mieszanka angielskiego hypnosis (hipnoza) oraz greckiego gnosis (poznanie), a z drugiej hołd oddany Pink Floyd, wielkiej muzycznej fascynacji zespołu (tak samo nazywał się zespół plastyków, którzy tworzyli grafikę dla Floydów, a także dla innych arcy-sław, jak Led Zeppelin, Scorpions, AC/DC, UFO, Genesis i in.). Prace nad debiutancką płytą zespołu trwały od marca do września 2005. Nad muzykami czuwał Łukasz Gorycki, a myślą przewodnią albumu był wiersz Rudyarda Kiplinga, zatytułowany "If".

Album bardzo wyraźnie dzieli się na dwie części. Pierwsze trzy numery to muzyka spokojna, wyciszona, klimatyczna - taki subtelny, elektroniczny, nieco ambientowy sosik. Najspokojniejsze, powoli snujące się "If", nieco szybsze, świetne melodycznie "Tired - The Sand Storm Around" oraz najbardziej rytmiczne i najżywsze "Mantra" ze znakomitym solo na syntezatorze gitarowym. Skojarzenia z Chroma Key czy Antimatter - to jedna twarz zespołu.

Druga część płyty natomiast to już całkiem inna bajka, znacznie ostrzejsza, bardziej zadziorna, chwilami ocierająca się o niemal progmetalowe patenty. Świetny, gęsty i miażdżący "Force Hit" z kapitalnymi, wirtuozerskimi solówkami, to mój ulubiony numer na płycie. Dziesięciominutowe "Ummadelic" to nieco zakręcone połączenie gitarowego wymiatania z "ostrzejszą" elektroniką, natomiast kończąca płytę "Mantra" to znów powrót do klimatów z pierwszej części płyty - swoista klamra spinająca album.

Jak dla mnie jest to bardzo dobry i, co szalenie ważne, oryginalny debiut. Bardzo dobra muzyka ze wspaniałym żeńskim wokalem, świetna, niepokojąca oprawa graficzna, dobra produkcja. Trzymam kciuki, aby dalej było równie dobrze.

PS. Jeszcze kilka zdań na temat singla zatytułowanegu dla zmylenia "EP" ;-) Znajdują się na niej cztery numery, z czego trzy to kawałki ze "Sky is the Limit" w wersji "radio edit", a jeden to nagranie premierowe. I o ile "Mantra", "If" oraz "Tired" zostały po prostu poddane procesowi odchudzenia w stosunku do pierwotnych wersji, to "Von Troba" jest kolejnym muzycznym fikołkiem wykonanym przez zespół. Zaśpiewane po polsku, luzacko-jajcarskie nagranie kojarzy się w pierwszej fazie z klimatami a la... Big Cyc, tudzież Raz Dwa Trzy, a dopiero później pojawiają się ostrzejsze, rockowo-metalowe motywy. Bardzo ciekawy numer, będący dowodem na wszechstronność oraz poczucie humoru muzyków, oraz dobre uzupełnienie "pełnego" albumu.

Komentarze
Dodaj komentarz »