zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 12 kwietnia 2021

recenzja: Imperia "Queen Of Light"

5.08.2007  autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Imperia
Tytuł płyty: "Queen Of Light"
Utwory: Mirror; Fly Like The Wind; Raped By The Devil; Broken Wings; Braveheart; Facing Reality; Norway; Abyssum; The Birth Of...; Queen Of Light; Fata Morgana; The Calling; Missing You
Wykonawcy: Helena Iren Michaelsen - wokal; John Stam - gitara; Gerry Verstreken - gitara basowa; Jan "Orkki" Yrlund - gitara; Stefan Wolz - instrumenty perkusyjne; Audun Gronnestad - instrumenty klawiszowe
Wydawcy: Massacre Records, Metal Mind Productions
Rok wydania: 2007
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Po opuszczeniu szeregów Trail Of Tears pani Michaelsen nie pozostała długo bezczynna i szybko zajęła się formowaniem nowego projektu o nazwie Imperia. Pierwszy album zespołu, zatytułowany "The Ancient Dance of Qetesh", ukazał się w roku 2004 i choć rewolucji nie wywołał, to z pewnością było to wydawnictwo dość udane. Zgodnie z tym, czego można było oczekiwać, wokalistka nie odeszła na nim zbyt daleko od stylistyki zespołów, w których wcześniej się udzielała (poza ToT, również Sahara Dust, później przemianowane na Epica). Po wydaniu albumu w ramach swojego drugiego projektu, Angel ("A Woman's Diary - Chapter 1" nagrany w składzie identycznym z Imperią, jednak zawierający muzykę znacznie delikatniejszą), Helena Michaelsen zabrała się za następcę "The Ancient...". I oto efekt tej pracy - "Queen Of Light".

Stylistycznie na pewno nie ma tu jakiejś specjalnej wolty, ale trochę zmian w stosunku do poprzedniczki jednak się pojawia. Na debiucie motorem napędowym był bez wątpienia głos Heleny i to się nie zmieniło. Na pierwszej płycie dużo było jednak partii operowych, w których wokalistka wchodziła na wysokie rejestry, co nie zawsze dobrze wpasowywało się w muzykę, a czasem robiło wręcz wrażenie naciągania na siłę i popisywania się (trudne do zniesienia partie wokalne choćby w "Mysted By Desire", "Escape" czy "Scared For Love"). Na "Queen Of Light" tego typu wokaliz jest znacznie mniej, a Helena częściej śpiewa niskim, mocnym głosem, chwilami przypominającym wokale Tarji na nightwishowym "Century Child". Skupia się raczej na tym, by dobrze zgrać się z muzyką, ważniejsze od fajerwerków są emocje i melodia.

Drugim bardzo ważnym elementem na "The Ancient..." były orkiestracje, które ubarwiały metalowe brzmienie i z których zbudowano klimatyczne (ale przeciętne) utwory instrumentalne ("Awakening", "Into The Great Wide Open", "Chill Out"). I tychże symfonicznych wstawek jest na nowej płycie więcej i także lepiej współgrają z muzyką. Całość nabrała również trochę wagi i sporo dynamiki oraz energii. W efekcie, choć elementy symfonicznego metalu nadal są obecne w muzyce Imperii, to sporymi fragmentami bliżej jest tu do stylistyki heavy, czy nawet power metalowej. Mniej klimatu, mniej symfonicznych wstawek, a zamiast tego szybkie tempo narzucane przez perkusję, bardzo chwytliwe melodie oraz szybkie i cięte riffy. To swego rodzaju uproszczenie i wzmocnienie brzmienia, przy - co ważne! - pozostawieniu symfoniczno-operowych elementów, wyszło muzyce jak najbardziej na zdrowie. Szczególnie pierwsza część płyty robi znakomite wrażenie, gdyż począwszy od kapitalnego, nieco mrocznego "Mirror", przez niepokojące "Raped By The Devil" oraz bardzo chwytliwe "Braveheart", aż do pełnych emocji i pięknych melodycznie ballad "Broken Wings" oraz "Facing Reality" jest wprost znakomicie. Tutaj jedynym gorszym momentem jest "Fly Like The Wind" - pozostałe kawałki po prostu usadzają w fotelu z otwartą buzią! Niestety w drugiej części albumu, począwszy od "Norway", z płyty uchodzi powietrze. Napięcie siada, melodie są mniej nośne, tempo wolniejsze, trochę za dużo jest symfonicznych akcentów. Właściwie tylko ciężkie i przepełnione orientalnym klimatem "Fata Morgana" oraz "The Calling", w którym wokal bardzo ciekawie wpada momentami na jakąś chorą, schizofreniczną nutę, robią dobre wrażenie. Pozostałe numery są raczej dość przeciętne i nie przekonują.

Mimo tych nierówności "Queen Of Light" jako całość jest wydawnictwem na całkiem wysokim poziomie i podoba mi się bardziej od debiutu. Szkoda, że nie udało rozciągnąć poziomu z pierwszej części płyty na całość, ale cóż... wszystko przed zespołem...

Komentarze
Dodaj komentarz »