zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 17 stycznia 2019

recenzja: Iron Maiden "Life After Death"

1.09.2008  autor: Michał "Dry"
okładka płyty
Nazwa zespołu: Iron Maiden
Tytuł płyty: "Life After Death"
Utwory: Intro: Churchill's Speach; Aces High; Two Minutes To Midnight; The Trooper; Revelations; Flight Of Icarus; Rime Of The Ancient Mariner; Powerslave; The Number Of The Beast; Hallowed Be Thy Name; Iron Maiden; Run To The Hills; Running Free; Wrathchild; 22 Acacia Avenue; Children Of The Damned; Die With Your Boots On; Phantom Of The Opera
Wykonawcy: Bruce Dickinson - wokal; Steve Harris - gitara basowa; Adrian Smith - gitara, wokal; Dave Murray - gitara; Nicko McBrain - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: EMI
Rok wydania: 1985
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Kiedy "Life After Death", pierwszy koncertowy album Iron Maiden, trafił na sklepowe półki, zespół wciąż był w trasie. Podczas "World Slavery Tour" grupa zwiedziła niemal cały świat, a koncerty rozmachem i atmosferą przebijały wszystkie poprzednie występy i trasy zespołu. Trudno się więc dziwić, że Iron Maiden zdecydowali się wydać płytę koncertową właśnie w takim momencie, dla niektórych najważniejszym w ich karierze.

Mamy na tym krążku (czy raczej dwóch krążkach) prawdziwe "the best of" zespołu - 4 utwory z promowanego wówczas albumu "Powerslave" oraz obowiązkowy zestaw hitów z różnych lat działalności zespołu. Koncert otwiera przebojowe "Aces High" - chłopaki naprawdę dają czadu, chociaż ta wersja jest nieco wolniejsza od studyjnej, a Bruce Dickinson nie śpiewa z taką łatwością, jak na "Powerslave". Ten niewielki zgrzyt zostaje przyćmiony rewelacyjną wersją "2 Minutes To Midnight", a następnie "The Trooper", w którym Bruce nie okazuje litości własnym strunom głosowym.

W części środkowej słyszymy porywające "Revelations" (znacznie podkręcone tempo) i chwytliwe "Flight Of Icarus", po którym następuje monumentalna opowieść o Sędziwym Marynarzu. Czternastominutowy "Rime Of The Ancient Mariner" to gwóźdź programu tego występu - zaskakuje niesamowite zgranie zespołu, świetny galopujący rytm i porywający śpiew Dickinsona. Chwila przerwy i kolejny strzał w dziesiątkę - tytułowe "Powerslave". Zagrane na luzie i z polotem, choć trochę brakuje mi chórków w refrenie, które dodawały sporo magii temu utworowi w wersji płytowej.

Muzycy trzymają wysoki poziom do końca, nie bez powodu album uważany jest za jeden z najlepszych krążków koncertowych w historii rocka i metalu. Dlaczego więc dałem 9, a nie 10? Mimo wspaniałej atmosfery i muzyki, wraz z upływem kolejnych minut Bruce Dickinson zdaje się tracić głos, co najbardziej słychać w "Hallowed Be Thy Name". Nie jest źle, to w końcu wokalista z klasą, ale wokalnie wersja ta odstaje nieco od oryginału zamieszczonego na "Number Of The Beast". W zamian na sam koniec dostajemy czadowe "Iron Maiden", jak zwykle zagrane z punkową agresją, oraz rozbujane "Running Free", w którym Dickinson pokazuje, że jest nie tylko świetnym wokalistą ale i frontmanem.

Warto dodać, że reedycja zawiera także drugi dysk z pięcioma dodatkowymi utworami, wśród których warto wyróżnić świetne "Children Of The Damned" i "Phantom Of The Opera".

"Live After Death" to niezwykły album, porywający energią i urzekający atmosferą. Mimo kilku zgrzytów słucha się go z zapartym tchem i dlatego nie mogę wystawić mu innej oceny niż niezwykle wysoka dziewiątka.

Komentarze
Dodaj komentarz »
"Life After Death"
Rafał (gość, IP: 84.254.160.*), 2010-10-05 09:18:28 | odpowiedz | zgłoś
Dodam, że oryginalna, analogowa dwupłytowa wersja, wydana również w Polsce, zawiera wszystkie utwory z reedycji. Szkoda, że EMI nie zachowało na CD oryginalnego układu z czarnych krążków i wrzuciło tylko 5 utworów na osobny CD. "Live After Death" to rzeczywiście znakomity album
Live
LiveAfterDeath (gość, IP: 83.20.199.*), 2010-10-02 23:15:25 | odpowiedz | zgłoś
Live after death to tytuł tego albumu..a nie life, takie drobne sprostowanie
Joooo
Madafakadiamond (gość, IP: 86.63.88.*), 2010-07-31 11:14:02 | odpowiedz | zgłoś
Ja jak poznawałam ten zespół tata poradził mi abym przesłuchała ten album. śam jest ich wielkim fanem!
The trooper, two minutes to..... Nie ma co wymieniać. PeLno hiciorów. Facet ma głos a okładka jest bombowa!