zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 10 grudnia 2018

recenzja: Kat "Mind Cannibals"

16.12.2005  autor: RJF
okładka płyty
Nazwa zespołu: Kat
Tytuł płyty: "Mind Cannibals"
Utwory: Mind Cannibals; Light or Hell; Judas Kiss (The Corrupted Empire); Uninvited Guest; Religious Clash; Dark Hole - The Habitat of Gods; Coming Home; Voodoo Time; Puppets on the Strings; I've Been Waiting
Wydawcy: Mystic Production
Rok wydania: 2005
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Nowy Kat to nie tylko dziesięć nowych utworów, ale też nowy kierunek, w którym podążył ten działający na polskiej scenie od ponad dwudziestu lat zespół.

"Mind Cannibals" rozpoczyna się od mocnego i energicznego uderzenia. Siłą napędową utworu tytułowego są masywne gitary i wściekłe solówki, które w sumie mógłby się znaleźć na którejś z poprzednich płyt Kata. Ale już w następnym, "Light or Hell", mamy bardziej soczyste granie, skoncentrowane na rytmie i stabilnej riffowej podstawie. Do tego dochodzi jeszcze wpadający w ucho refren. Ogólne wrażenie jest takie, że muzyka Kata dojrzała: jest teraz dostojniejsza, solidniej ociosana, osadzona na porządnie wyrzeźbionych riffach. Taka podstawa jest dobrym punktem wyjścia do różnych eksperymentów. W "Voodoo Time" słychać plemienne rytmy, orientalny wstęp "Judas Kiss" niemal dosłownie cytuje "Love You To" The Beatles. Takich drobnych smaczków na płycie jest więcej, ale uwagę przyciągają również większe części kompozycji. "Orkiestrowe" wstawki "Coming Home" potęgują napięcie budowane przez niespokojne gitary. Balladowe fragmenty "Dark Hole - The Habitat of Gods" pozwalają stworzyć odpowiedni nastrój będący przeciwwagą dla energicznego refrenu. Balladę z prawdziwego zdarzenia zespół zachował na koniec. "I've Been Waiting" otwiera akustyczna gitara grająca prostą, ale urokliwą melodię. Potem wprawdzie brzmienie nabiera mocy, lecz nie stanowi to przeszkody, by swoistą barwę piosence nadały instrumenty smyczkowe.

Trudno oczywiście obyć się bez refleksji jakby ten materiał zabrzmiał z Romanem Kostrzewskim przy mikrofonie. Być może w głosie Henry'ego Becka brakuje pewnego pierwiastka szaleństwa, którym był przesączony wokal jego poprzednika, z drugiej strony właśnie taki, krzepki śpiew zgrabnie komponuje się z nowymi utworami i dopełnia nowego wizerunku Kata.

Komentarze
Dodaj komentarz »
Nie
Kostrzewska
Kostrzewska (wyślij pw), 2010-06-24 02:29:34 | odpowiedz | zgłoś
Trudno mi przekonać się choćby do posłuchania jednej piosenki z tej płyty... nowy Kat zwyczajnie mnie brzydzi.
ingenting
szyderca (gość, IP: 217.153.221.*), 2009-06-22 15:03:43 | odpowiedz | zgłoś
z tego co wiem, Kat Luczyka już nie istnieje - zresztą wystarczy wejśćna stronę www, od dwóch lat nie ma żadnej akutalizacji.
festival band
Ardan (gość, IP: 212.14.10.*), 2009-06-22 14:40:35 | odpowiedz | zgłoś
Wydaje mi się że Kat tą płytką chce sobie otworzyć drogę na europejskie festiwale rockowe. Nie jest zła, gitary mają stary dobry katowski klimat. Wokal brzmi sztucznie ale nie można powiedzieć że cała muza jest plastikowa. Mi się podoba Religious Clash
Takie sobie łupanie
Aagirt (gość, IP: 83.10.155.*), 2008-08-20 16:28:14 | odpowiedz | zgłoś
Nie podobała mi się ta płyta. Wokal słabiutki, poprzerabiany efektami. Nawet akcent angielski troche smieszny. Gitary to takie łubudubu bez pomysłu, wszystko wyprodukowane aż zbyt profesjonalnie - pewnie wiecie co mam na mysli. Brzmi to sztucznie i nudzi.

Nie pisze tego dlatego, ze nazywa się Kat a Katem nie jest. Płyta po prostu slaba niezaleznie od tego kto ja nagrał. A gdyby była kiepska to i tak bym nie uznawal tego za Kat. Ale pisze chyba oczywiste rzeczy.

W kazdym razie pozdrawiam
re: Takie sobie łupanie
ira (gość, IP: 217.153.76.*), 2008-12-17 12:17:38 | odpowiedz | zgłoś
Owszem, zgadzam się, płyta tak profesjonalna, że aż plastikowa. Ale myślę że na te 6 - 7 / 10 zasługuje. Tyle tylko że Kat bez Kostrzewskiego to jak Queen bez Freddiego, itp itd. To nie to.
Mind Cannibals
Morrigan (gość, IP: 89.151.18.*), 2008-04-27 14:26:12 | odpowiedz | zgłoś
jak dla mnie ta płyta nie powinna istnieć pod logo zespołu KAT. nie mówię, że jest zła, ale "nie mieszajmy pojęciowo dwóch różnych systemów walutowych"! kocham KATa, ale z Romkiem Kostrzewski na wokalu, czyli od płyty "Metal And Hell" po "Szydercze Zwierciadło" - i niech tak pozostanie. KAT, to demony i czarownice, a nie Henry Beck i pan Diabeł upstrzony w kwiecisty wieniec rodem z Hawajów :]
New
FABIOsmoog (gość, IP: 83.8.248.*), 2008-01-20 09:56:16 | odpowiedz | zgłoś
To jest nowa marka rodem z najwyzszej pułki. tego nie mozna porownac ze starym Katem. ogolnie nowa płyga jest profeska. bardzo mi sie podoba.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (552 głosy):

 
 
42%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

- Kat

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Po ilu pożegnalnych trasach koncertowych uznajesz, że zespół rzetelnie się pożegnał?